Słowo Boże

(155 - styczeń 2008)

Wypełniło się Pismo

ks. Grzegorz Strzelczyk

Ignorując Stary Testament narażamy się na trudności z dostrzeganiem świeżości i właściwego sensu Nowego. Nie znając obietnicy, trudno się cieszyć z jej wypełnienia

Kiedy współcześnie mówimy „Pismo Święte”, to zwykle myśl nasza biegnie do Nowego Testamentu. Warto jednak pamiętać, że pierwsze pokolenia chrześcijan (dwa co najmniej) nie miały jeszcze Nowego i ich Pismem był... Stary Testament. I nie stanowił on, tak dla samego Jezusa, jak i dla Jego bezpośrednich uczniów, jedynie dalekiego tła. Wymownie przedstawia to scena przemienienia: Jezus ukazany zostaje razem z symbolizującymi Prawo i Proroków Mojżeszem i Eliaszem1, przy czym tematem rozmowy jest mające nastąpić w Jerozolimie odejście Chrystusa2. Teologiczne przesłanie o wypełnieniu się w Chrystusie dziejów Izraela pozwala w jednej scenie połączyć postacie, które dzieli po kilkaset lat historii. Bo też w teologicznej perspektywie dzieje Starego3 Przymierza stanowią nierozerwalną jedność z wydarzeniem Chrystusa. Dzięki Niemu odsłania się ich sens. Odczytywanie Starego Testamentu z innej perspektywy porównuje Paweł do oglądania oblicza Mojżesza przez zasłonę4. Ci, którzy nie uznali Chrystusa za klucz pozwalający rozszyfrować znaczenie Pism, mają „stępiałe umysły”: I tak aż do dnia dzisiejszego, gdy czytają Stare Przymierze, pozostaje nad nimi ta sama zasłona, bo odsłania się ona w Chrystusie. (...) kiedy ktoś zwraca się do Pana, zasłona opada (2 Kor 3,14-16).

Jeżeli jednak Chrystus staje się wypełnieniem dziejów Przymierza opisanych w Starym Testamencie, to także Jego własna historia jest przez nie determinowana. Jeśli ktoś poświęca życie dla wypełnienia pewnej misji, nie sposób go zrozumieć, ignorując źródła, cele, charakter tej misji. Zaś misja Jezusa określona była przez zakorzenione w obietnicach Starego Testamentu oczekiwanie Dnia Pańskiego: ostatecznego zwycięstwa Boga w dziejach wybranego narodu i świata. Scena rozgrywająca się w synagodze w Nazarecie (por. Łk 4,16-30), kiedy to Jezus odczytuje fragment z Izajasza, dobitnie świadczy o tym, że pozostał On w pamięci uczniów jako ten, który sam siebie opisał w tym kluczu. Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli (Łk 4,21) - stwierdza Jezus, wywołując konsternację zebranych. Tekstem, do którego się odnosi, jest proroctwo Izajasza mówiące o ostatecznym „roku łaski od Pana” (por. Iz 61,2). Konsternacja rośnie, prowadząc aż do gniewu i próby zamachu, kiedy Jezus porównuje się do wielkich postaci prorockich - Eliasza i Elizeusza. Za bluźnierstwo zostaje uznane, że Jezus ma się za tego, w którym wypełniają się wszystkie obietnice, a w domyśle - za ważniejszego od wszystkich bohaterów historii Izraela. Gdzie indziej zresztą to przekonanie uczniów5 zostaje wyrażone bezpośrednio: Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon (Mt 12,42, podkr. moje - G.S.). Jezus zatem jest „kimś więcej” niż największe osobistości Izraela. Owo „więcej” może być naturalnie dostrzeżone jedynie na tle tego, co domyślnie uznane jest za „mniej” - na tle dziejów Starego Testamentu.

Autorzy Nowego Testamentu po wielekroć opowiadali o Jezusie, mając nieustannie w pamięci, że wypełnia On Stary, czego ślady można bez trudu wskazać. Niektóre z takich śladów mogą wręcz niepokoić. Oto nierzadko Chrystus podkreśla, że tylko ci, którzy żyją w (Starym) Przymierzu, są adresatami Jego misji: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela (Mt 15,24)6, zaś z jej owoców nie powinni zasadniczo korzystać poganie. W tym kontekście w ustach Jezusa pojawiają się niezwykle szorstkie słowa: Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom, a rzucić psom (Mt 15,26). Nieczęste wychodzenie z nauczaniem i znakami poza ramy społeczności żydowskiej jest zwykle odpowiedzią na nader głęboką wiarę pogan i ma zawstydzić Żydów7. Oczywiście zbawienie jest skierowane do wszystkich, ale bierze początek od Żydów (J 4,22).

W Jezusie dzieje zbawienia się nie rozpoczynają, ale dosięgają węzłowego punktu. Dlatego też wydarzenia związane z Jego życiem i śmiercią właściwie nie powinny stanowić zaskoczenia dla Jemu współczesnych. Stąd wyrzut skierowany do Żydów: Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo (J 5,39). Jak głębokie było to przekonanie pośród pierwszych uczniów, świadczy sposób, w jaki zredagowane zostały Ewangelie. Najłatwiejsza do zauważenia jest metoda „wypełnienia się pism”, czasem przypisywana samemu Jezusowi8, a wprowadzana bądź bardziej uroczystą formułą Stało się to bowiem, aby się wypełniło Pismo (J 19,36), bądź - częściej - prostym „jak jest napisane”9. Warto zauważyć, że za jej pomocą objaśniane są wszystkie ważniejsze momenty życia Jezusa: od narodzin poczynając (por. np. Mt 1,22nn), poprzez kuszenie (por. np. Mt 4,1-10), relację Jezusa do Jana Chrzciciela (por. np. Łk 7,27), oczyszczenie świątyni (por. np. Mk 11,17), na okolicznościach śmierci i zmartwychwstania kończąc (por. np. Mt 26,24.31; Łk 24,46).

Jednak w odniesieniu do narodzin i Paschy - wydarzeń centralnych dla zrozumienia Jezusa - autorzy Nowego Testamentu posługują się metodami o wiele dalej idącymi i zarazem subtelniejszymi. Ewangelie dzieciństwa Łukasza i Mateusza, które za pomocą genealogii umiejscawiają Jezusa w teologicznych dziejach Izraela, są w zasadzie w całości skonstruowane tak, by w czytelniku budzić skojarzenia z kluczowymi momentami dziejów Izraela10. Przykładowo, Łukaszowa scena zwiastowania reinterpretuje schemat narodzin kluczowych postaci Starego Przymierza, jak Izaak czy Samuel11, przy czym motyw bezpłodności zostaje zastąpiony dziewiczym poczęciem. Mateusz zaś, poprzez sny Józefa i wynikające z nich konsekwencje, łączy Jezusa z początkami Ludu Wybranego - z historią Patriarchów i niewolą egipską. Podobnie rzecz ma się z opisami męki, przy czym odniesieniem są Izajaszowe Pieśni Sługi Pańskiego oraz Psalmy (zwłaszcza 22). Ewangeliści stylizują opowieści tak, aby jak najwięcej szczegółów sobie nawzajem odpowiadało. Jan idzie pod tym względem chyba najdalej. Dla jednoznacznego wskazania na ofiarnicze znaczenie śmierci Jezusa tak komponuje chronologię męki, by zasugerować, że ukrzyżowanie i śmierć dokonywały się w tym samym czasie, kiedy w świątyni zabijano baranki paschalne12.

Metody takie nie były kwestią kosmetyki - stanowiły dla uczniów Jezusa skuteczny sposób wyrażania kim jest i co dla nich uczynił. I tak na przykład Janowe skojarzenie z barankiem paschalnym wskazywało, że krew Jezusa spełniła analogiczną rolę do krwi tegoż baranka: miała za zadanie ochronić od śmierci - podstawowego skutku grzechu - i umożliwiać tym samym bezpieczne wyjście narodu z niewoli13. 1 List Piotra, rozwijając tę intuicję, stwierdza: Wiecie bowiem, że (...) zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy (1 P 1,19). Natomiast autor Listu do Hebrajczyków obiera inną nieco ścieżkę interpretacji znaczenia śmierci Jezusa, wciąż jednak opartą na Starym Testamencie: Jeśli bowiem krew kozłów i cielców (...) sprawiają oczyszczenie ciała, to o ile bardziej krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę, oczyści wasze sumienia z martwych uczynków, abyście służyć mogli Bogu żywemu (Hbr 9,13-14).

Przykłady tego typu wielowątkowego przetworzenia motywów teologii Starego Testamentu na użytek chrześcijańskiej refleksji odnajdujemy na kartach Nowego nieustannie. Szczytem jest kilkaset aluzji i cytatów starotestamentalnych składających się na osnowę treści Apokalipsy. Zakłopotanie, jakie lektura tej księgi wywołuje wśród chrześcijan może stanowić znak ostrzegawczy. Dość daleko odeszliśmy od sytuacji, kiedy dla autorów Nowego Testamentu to właśnie Stary był „Pismem Świętym” w najmocniejszym znaczeniu tego słowa. Niestety, współcześnie wielu katolików zdaje się pojmować relację pomiędzy Starym i Nowym Testamentem na wzór związku pomiędzy starą i nową pralką. Stara definitywnie wyszła z użycia, wylądowała w piwnicy i została zarzucona jakimiś gratami. Jeśli nie poszła prosto na śmietnik, to tylko przez (w gruncie rzeczy irracjonalny) sentyment do wysłużonego sprzętu. W konsekwencji Stary Testament uznawany jest za relikt, z którego wprawdzie zachowujemy niektóre elementy - takie jak opowiadanie o stworzeniu czy przykazania - ale który jako całość nie ma większego znaczenia dla życia chrześcijańskiego.

Powyższe przekonanie przynosi fatalny skutek: prowadzi w prostej linii do niedowartościowania Starego Testamentu w formacji katolików, co znacznie utrudnia im pojmowanie teologicznego obrazu Jezusa zawartego w Nowym. Jeśli bowiem chce się zrozumieć najwcześniejsze świadectwa o Nim, trzeba mieć zawsze przed oczyma dwa wielopostaciowe składniki. Po pierwsze, różnorodne tradycje Starego Testamentu - i szerzej, ówczesnego judaizmu; po drugie, z Jezusem związane doświadczenia uczniów - zarówno historyczne, jak i w Duchu Świętym: paschalne i popaschalne. Pierwszy czynnik uznać można niejako za tworzywo, z którego drugi kształtuje zarysy tła i postaci. I, jak w płaskorzeźbie, nie następuje oddzielenie tła od konturu figury. Nowość Chrystusowego orędzia, tajemnica Jego osoby uzyskały wyrazistość poprzez reorganizację tworzywa akcentującą rysy dla Niego charakterystyczne. Usunięcie części materiału, choćby tylko składającego się na tło, grozi zachwianiem harmonii kompozycji, jeżeli nie wręcz zniszczeniem wizerunku.

Oczywiście - można się pocieszać, że w kwestii odnowy biblijnego wizerunku Chrystusa sporo się w ostatnich dziesięcioleciach wydarzyło. Ruch biblijny, jaki w XX wieku przetoczył się przez Kościół, bardzo przyczynił się do zbliżenia katolików do Słowa Bożego. Spore zasługi miała w tym także posoborowa reforma liturgiczna. Pismo Święte stało się - nominalnie przynajmniej - osią katechez i homilii. Czy jednak nie za wcześnie odtrąbiliśmy zwycięstwo? Czy wolno nam odetchnąć z zadowoleniem po wykonanym dziele, gdy przeciętni kaznodzieje na wszelki wypadek zręcznie omijają teologiczną zawartość starotestamentalnych czytań w czasie Wigilii Paschalnej?14 Jestem głęboko przekonany, że dla chrześcijan odczytywanie obrazu Chrystusa w perspektywie Starego Testamentu nie jest ekstrawagancką opcją, z której można zrezygnować bez większych strat - jak z drewnianej kierownicy w nowym samochodzie. Ignorując Stary Testament tracimy coś więcej niż tylko subtelny komfort jazdy - narażamy się na trudności z dostrzeganiem świeżości i właściwego sensu Nowego. Nie znając obietnicy, trudno się cieszyć z jej wypełnienia.

1Por. Mt 17,3 par.
2Tylko w wersji Łukaszowej (9,31).
3Jedynie raz w Nowym Testamencie zostaje ono określone jako „stare”
 (2 Kor 3,14), przy czym kontekst wskazuje wyraźnie, że Pawłowi chodziło o napiętnowanie postawy braku wiary, która nie pozwala dostrzec radykalnej nowości Chrystusa.
4Z odwołaniem do sceny z Wj 34,35.
5Trudno rozstrzygnąć ze stuprocentową pewnością, jaki stopień świadomości swojej pozycji w dziejach Izraela miał historyczny Jezus. Można wnosić, że znaczący - na przykład na podstawie przypowieści o niegodziwych dzierżawcach winnicy (por. Mt 21,33-43par.), w której „syn” wysłany zostaje wyraźnie jako ostatni posłaniec. Pozostaje jednak kwestią otwartą, czy rdzeń tej przypowieści pochodzi od historycznego Jezusa.
6Por. też zakaz wychodzenia poza ziemie zamieszkiwane przez Żydów (Mt 10,5). Podobna świadomość towarzyszyła wczesnemu Kościołowi - dopiero opór Żydów spowodował zdecydowane otwarcie się na pogan (por. Dz 13,46).
7Por. np. Łk 17,12-19
8Por. zwłaszcza Mt 26,56, J 13,18.
9Głównie przez charakterystyczne wyrażenie kaqw.j ge,graptai, odziedziczone z LXX, a używane przez Marka (1,2; 9,13; 14,21), Mateusza (26,24), Łukasza (2,23) i wielokrotnie przez Pawła (w Rz i 1-2 Kor). Zaś frazy o podobnym znaczeniu, oparte o formę ge,graptai tai, obecne są we wszystkich tradycjach Nowego Testamentu.
10Odnośnie do teologicznego znaczenia tych opowiadań por. zwłaszcza R.E. Brown, The Birth of the Messiah, New York 1977.
11Por. Rdz 8,9,16; 1 Sm 1,26-28.2,1-10.
12Por. R.E. Brown, Giovanni, Asisi 1991, s. 1162.
13Baranek w Apokalipsie występuje „jakby zabity” - to widomy znak trwałości charakteru ofiarniczego męki i śmierci Chrystusa
14Po Wielkanocy 2005 roku wypytałem znajomych z różnych parafii w różnych częściach Polski o zawartość paschalnej homilii, jaką usłyszeli. Na kilkanaście przypadków w zaledwie dwóch kaznodzieja ukazywał konsekwentnie wydarzenie zmartwychwstania na tle zbawczych wydarzeń Starego Testamentu. Rzecz jasna, „sonda” ta nie miała naukowego charakteru.