Ekumenizm

(139 - wrzesień - październik 2005)

Zarzucać sieci

ks. Roman Litwińczuk

Co ruchy mają do zaproponowania młodzieży?
Tak postawiony temat domaga się najpierw spojrzenia na współczesną młodzież, jej problemy i oczekiwania oraz sposób przeżywania wartości religijnych. Kolej­nym krokiem powinna być próba dostrzeżenia miejsca ludzi młodych w Kościele oraz ich postrzeganie Kościoła. Dopiero na tym tle można będzie określić co ruchy, jako wspólnoty, w których można doświadczyć Kościoła mają do zaoferowania ludziom mło­dym (...)

1. Młodzież dzisiaj

Nie sposób oceniać religijności młodzieży i ich potrzeb w tej dziedzinie w oderwaniu od środowiska rodzinnego i rówieśnicze­go. Oba mają zasadniczy wpływ na postawy życiowe oraz dekla­racje w dziedzinie wiary i moralności.

     Badania wskazują, że gdzieś na dnie serca każdego młodego człowieka jest wiele dobra oraz pragnienie szczęścia w życiu oso­bistym oraz życiu swoich bliskich. Wartościując swoje pragnienia związane z przyszłością, młodzi przede wszystkim marzą o ukoń­czeniu szkoły, o dostaniu się na studia, potem o zdo­byciu dobrej pracy. Niezmiennie od lat badania wyka­zu­ją, że dla wszystkich ważną wartość stanowi założenie ro­dziny i jej szczęście.

Tych stwierdzeń nie można zapomnieć, gdy na ulicach, na stadionach, wśród bloków na osiedlach spotykamy gru­py młodzieży krzykliwej, często agresywnej, słuchającej głoś­nej muzyki. Łatwo wówczas o uproszczone oceny, uogólnienia i potępianie wszystkiego i wszystkich. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy dostrzegamy, iż tym spotka­niom towarzyszy niewybredne, wulgarne słownictwo, a także alkohol i coraz częściej nar­kotyki.

Warto jednak, widząc takich młodych ludzi, zadać sobie pytanie o ich dom rodzinny, o wzorce które ich ukształtowały. Bywa często, że ich prowokacyjne zachowanie jest wy­razem bezsilnego buntu przeciwko sytuacjom, w którym wzrastali i czego nie potrafią sa­mi zmienić: rozbite rodziny, pozbawione miłości domy, nieustanne libacje zamiast ciepła rodzinnego, alkohol zamiast kubka herbaty i kawałka chleba, noce spędzane poza do­mem. Takie przeżycia rodzą najczęściej w młodzieży albo bezsilność i zamknięcie się w sobie, albo agresję. Dosyć często jest ona adresowana wobec ludzi, u których dostrze­gają lepszą od swojej sytuację życiową. To ich, w uproszczony sposób, winią za swoje niesz­częścia.

Doświadczenie takich właśnie sytuacji sprawia, że bardzo szybko w miejsce rodziny pojawiają się kumple, a dom zastępuje melina. Młodzi, skrzywdzeni przez los, przez życie i swoich najbliższych, odnajdą się w grupie, która ich zaakceptuje. Przylgną do niej wów­czas za wszelką cenę, zaakceptują jej reguły zachowań, także kradzież i rozboje. Pragnie­nie akceptacji sprawi, że będą chcieli dorównać w paleniu skrętów i w ilości wypitego al­koholu. Prowokujący ubiór, zachowanie i wygląd staną się dla nich sposobem identyfika­cji z grupą, w której znaleźli swoje miejsce. W wieku kilkunastu lat będą znali życie od podszewki, często od strony najgorszych doświadczeń.

Do tej młodzieży też trzeba dotrzeć. Nie wolno o niej zapomnieć, przekreślić, trzeba ich szukać. Jest to grupa domagająca się szczególnego wysiłku ewangelizacyjnego.

2. Młodzież a Kościół

Religijność młodzieży

Wyniki badań socjologicznych z ostatnich lat alarmują. W ciągu kilkunastu lat odsetek młodych ludzi deklarujących się jako osoby wierzące zmniejszył się o prawie 20%. Obec­nie do wiary przyznaje się około trzech czwartych uczniów szkół średnich. Porównanie z przełomem lat 80. i 90., gdy wiarę deklarowało 95-96% młodzieży, pokazuje, że spa­dek ten sięga nawet 28%. Zwiększyła się natomiast grupa młodzieży obojętnej i niezde­cydowanej religijnie.

     Pocieszającym może być fakt, że po załamaniu w pierw­szej połowie lat 90. zwiększyła się grupa młodych osób, któ­re deklarują się jako osoby głęboko wierzące. Ostatnie bada­nia mówią, że jest ich ok. 10,5%. Nadal za niewierzących uzna­je siebie 3-4 % młodzieży i ten wskaźnik pozostaje nie­zmienny od kilkunastu lat. Zmniejsza się natomiast liczba osób praktykujących systematycznie. W niedzielnych Mszach świętych uczestniczy regularnie ok. 30% tych, którzy okre­ślają siebie jako wierzący, nie­regularnie zaś ponad 40 %.

Istotnym jest fakt, że dla prawie 90% młodzieży wiara nadal pozostaje bardzo ważną wartością w życiu osobistym. Młodzi ludzie szukają odniesienia do Boga, potrzebują du­chowości, jednak coraz częściej obojętnie odnoszą się do Kościo­ła jako instytucji. Może zastanawiać fakt, że 5% spośród osób deklarujących się jako głę­boko wierzące w ogóle nie chodzi do kościoła.

Jeszcze gorzej jest z akceptacją nauczania Kościoła. Dotyczy to nie tylko prawd wiary ale przed wszystkim wymagań moralnych. Zaledwie 50% młodych Polaków wierzy w Boga osobowego. Nauczanie moralne Kościoła w życiu codziennym akceptuje już tyl­ko 31% młodzieży. Największy rozdźwięk między deklarowaną wiarą a akceptacją nauki Kościoła dotyczy etyki seksualnej. Współżycie przed ślubem akceptuje prawie 70% mło­dych ludzi, a ponad trzy czwarte - używanie środków antykoncepcyjnych. Normy mo­ralne Kościoła traktowane są przez młodzież jako zamach na ich wolność, wskutek czego następuje łatwe ich odrzucenie.

Powyższe wyniki badań prowadzą do następujących wniosków. Rodzina nie stanowi już dla młodych Polaków środowiska religijnego, kolebki, w której dziedziczy się wiarę. Nie znajdują w rodzinie świadków wiary. Pocieszające może być to, że pomimo wszystko próbują oni szukać dróg do Boga, choć coraz częściej własnych i poza Kościołem. Bar­dziej ufają własnym przeżyciom religijnym, zwłaszcza przeżywanym wspólnotowo, niż praktykom nakazanym przez instytucje kościelne. W religii poszukują mocnych przeżyć duchowych, proponowanych przez wspólnotę z Taizé oraz na spotkaniach w Lednicy. Ks. Krzysztof Pawlina zauważa, że jest to pokolenie poszukujące „religijnego show".

Wśród zarzutów wysuwanych przez młodych ludzi pod adresem Kościoła można zna­leźć następujące: Msze są nudne, tematy podejmowane na lekcjach religii rozmijają się z oczekiwaniami młodzieży. Należy przy tym zauważyć, że wielu młodych ludzi pierwsze wrażenie ze spotkania z Kościołem, ruchem, wspólnotą odbiera z kontaktu z kapłanem. Wiele jest tu do zrobienia. Młody człowiek potraktowany „z góry", z niechęcią, bez ser­ca, bo nie akceptujemy jego wyglądu czy zachowania, najprawdopodobniej drugi raz już nie przyjdzie do kościoła czy na spotkanie grupy, natomiast ksiądz preferujący takie me­tody w duszpasterstwie młodzieży bardzo szybko skaże siebie na porażkę.

3. Kościół a młodzież

Zadania stojące przed ruchami katolickimi

Można chyba pokusić się o stwierdzenie, że polska młodzież nie różni się wiele od swo­ich rówieśników z innych krajów. Nadzieję ciągle jeszcze może budzić duży odsetek wie­rzących. W Polsce stosunkowo łatwo jest duszpasterzom oraz liderom i animatorom ru­chów docierać do młodzieży, gdyż spory procent uczestniczy w katechizacji szkolnej. Sporo młodzieży uczestniczy w parafiach w spotkaniach przygotowujących do sakramen­tu bierzmowania. Można więc rzec, że młodzież ciągle jest jeszcze w zasięgu działań dusz­pasterskich.

Warto w tym miejscu przywołać przykład Jana Pawła II. Na różnych kontynentach i w różnych krajach, niekoniecznie katolickich, Ojciec Święty spotykał się z młodzieżą, wy­wołując niemalże każdym zdaniem wielki entuzjazm. Nawet wówczas, gdy stawiał mło­dym ludziom wysokie wymagania w dziedzinie wiary i moralności.

Zastanawiając się nad tajemnicą sukcesu Papieża Polaka w tych kontaktach z młody­mi ludźmi, można stosunkowo łatwo odkryć, że Jan Paweł II traktował ich bardzo poważ­nie, bardzo dojrzale. Nie chciał zdobywać młodzieży tanią monetą, porywać obietnicami bez pokrycia. Zawsze odwoływał się do dobra, które odkrywał w sercach młodych ludzi i na którym proponował im budować szczęśliwe życie w przyjaźni z Chrystusem. Dobit­nym potwierdzeniem słuszności tej drogi, tej metody duszpasterskiej, może być bardzo liczna obecność młodzieży wśród gromadzących się na modlitwach w ostatnich dniach życia Papieża oraz zwołującej się spontanicznie SMS-ami i pocztą elektroniczną, aby wziąć udział w marszach, zapalić świecę na ulicach czy w oknach akademików, aby dać wyraz jedności, z Tym którego kochali i który ich kochał. Nie zabrakło też młodych ludzi na modlitwie w dniach żałoby, jak również w dniu pogrzebu w Rzymie, i to młodzieży z całego świata.

Przed ruchami i stowarzyszeniami staje wielkie i odpowie­dzialne zadanie: uczyć się metody spotkań z młodzieżą od Jana Pawła II. Raz jeszcze sięg­nąć po tematy i treści, którymi dzielił się z młodymi Ojciec Święty. I lepiej mówić „dzielił się", gdyż najczęściej jego prze­mówienia przemieniały się w dialog, niż „nauczał". Tę papie­ską lekcję duszpasterstwa młodzieży trzeba nam dobrze „prze-robić".

Nasuwają się następujące sugestie. Członkowie ruchów, ich liderzy i animatorzy nie mogą czekać na młodzież w kościołach i salkach parafialnych. Chociaż tam czujemy się dobrze i pew­nie, to niekoniecznie w tych miejscach naszych spotkań docze­kamy się przyjścia ludzi młodych. Nie wystarczy już dzisiaj zwy­kła informacja z ambony, umieszczona w parafialnej gablocie, czy zaproszenie skierowane do młodzieży na katechezie. Lęk przed nieznanym, przed wychyleniem się z szeregu kolegów i koleżanek, może skutecz­nie sparaliżować nawet najbardziej za­interesowanych.

Konieczną wydaje się dzisiaj zmiana mentalności kapłanów i katechetów. Nie wystar­czy już być pasterzem, który prowadzi małe stadka owiec chroniąc je przed wilkiem. Nie wystarczy zadowalać się obecnością nielicznej gromadki poprawnych i grzecznych, któ­rzy zawsze przyjdą. Trzeba trudu i energii rybaka, który zarzuca sieci. Trzeba dzisiaj ewangelizatorów głoszących Chrystusa nie tyle słowem, co bardziej świadectwem życia. Koniecznie potrzebni są ludzie, którzy potrafią „wypływać na głębię", ale też tacy, którzy sami doświadczają głębi spotkania z Chrystusem

Trzeba sobie uświadomić, że coraz rzadziej, w coraz mniejszych grupach młodzież, określana często przez nas jako ta najlepsza, zgłaszać się będzie na spotkania ruchów i stowarzyszeń. Z dnia na dzień mnożą się propozycje atrakcyjnych zajęć i kursów w szko­łach, klubach i domach kultury. Niełatwo będzie znaleźć w rodzicach sojuszników przeko­nanych, że formacja proponowana przez ruch czy stowarzyszenie katolickie jest ich dziecku rzeczywiście potrzebna. Możemy łatwo przegrać z pragmatyzmem - dla przyszło­ś­ci młodego człowieka większą wartość będzie miał kurs językowy lub kompute­rowy.

Młodych ludzi należy szukać i odnajdywać tam, gdzie są, gdzie przeżywają swoją co­dzienność, spędzają czas wolny, bawią się, słuchają muzyki. Trzeba będzie coraz więcej odwagi, aby ich odnaleźć, aby zatrzymać się z dobrym słowem obok tych, którzy przysie­dli  na klatce schodowej, aby podejść do osiedlowych „blokersów" i spojrzeć z życzliwym uśmiechem.

Koniecznym wydaje się większe otwarcie drzwi naszych domów parafialnych i salek. Młodych ludzi, i nie tylko, skutecznie zniechęcają na głucho zamknięte drzwi plebanii, animatorów ruchów zabieganie o kawałek kąta na spotkanie, bądź uporczywe poszuki­wanie kluczy do kolejnych pozamykanych drzwi. Plebania-twierdza, salki o surowych ścianach kojarzące się z dopiero co opuszczonymi murami szkoły, nigdy nie będą stano­wiły skutecznej zachęty dla spotkań młodzieży. Jeżeli dodać do tego coraz częstsze przy­padki, gdzie jedyna możliwość rozmowy z księdzem istnieje tylko przez bezduszny domo­fon?

     Członkowie ruchów, ich liderzy i duszpasterze, nie mogą zamknąć się w swoim krę­gu, poprzestać na forma­cji trwającej bez końca, „zaliczając" jedne rekolekcje po dru­gich. Taka postawa nie ma w sobie nic z doświadcze­nia Koś­cioła, zwłaszcza apo­stolskiego. Wspólnota, ruch swoim programem, przeży­waniem obecności żywego Chrystusa, powinna stwarzać możliwość takiego samego doświadcze­nia wia­ry tym, któ­rzy do niej trafią, choćby przez przypa­dek. Warto przy tym pamiętać, że najsku­teczniejszym środ­kiem ewangeli­zacji jest osobiste świadec­two żywej wia­ry, rodzące się z do­świadczenia przemienia­jącej mocy Bo­ga.

Powinno w nas być więcej z postawy św. Filipa, który przyłącza się do nieznanego człowieka będące­go w dro­dze, aby mu opowiedzieć o Jezu­sie. Uczmy się od św. Pawła przemierzania współczesne­go nam świata, bez gorszenia się nim i obrażania się na wia­rę i moralność jego obywate­li. Trzeba temu światu, jak Paweł, nieść Ewangelię, docierać jak on na dzi­siejsze areopa­gi naszych miast i osiedli. Trzeba nam misyjnego żaru Pawła: „Biada mi, gdybym nie gło­sił Ewangelii" (1 Kor 9, 16). Trzeba odwagi, aby wejść między współczesnych po­gan, cyników, sto­ików. Wielu z nich być może nas odrzuci, powie:
„Posłuchamy cię o tym innym razem" (Dz 17, 32), ale nieliczni mogą się przyłączyć. Dajmy szansę Du­cho­wi Świętemu, aby nie spotkał nas wy­rzut: „Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie gło­sił?" (Rz 10, 14).

Wydaje się, że ruchy w bardziej zdecydowany sposób powinny dzisiaj podjąć pro­gram ewangelizacji. Być może konieczne będą pewne ko­rekty programowe, aby głosić Ewangelię językiem zrozumiałym dzisiejszemu młodemu człowiekowi i na sposób jemu czytelny.

Sytuacja moralna i duchowa młodzieży wskazuje, że trzeba dla niej przede wszystkim mieć serce i mó­wić do serca. Pozostaje nam najpierw szukać mło­dych ludzi w ich sytu­acjach rodzinnych i środowisko­wych, a tu niezbędna jest większa „wyobraźnię miło­sier­dzia" o której Jan Paweł II mówił do nas w Kra­kowie w 2002 roku.