Diakonia

(178 - kwiecień 2011)

Zasady diakonii

Krzysztof Jankowiak

Dotyczą ducha pełnienia służby w Ruchu. Mają natomiast znaczenie bardzo praktyczne, są rzeczywiście konkretnymi wskazówkami pomagającym organizować pracę diakonii

„Pełnienie diakonii w Ruchu Światło-Życie określają następujące zasady…” – takie czy podobnie brzmiące zdanie można przeczytać w najrozmaitszych tekstach poświęconych diakonii Ruchu, począwszy od wypowiedzi ks. Blachnickiego aż do uchwał kongregacji diakonii czy po prostu konferencji i artykułów na ten temat. Myliłby się ktoś, kto przypuszczałby, iż chodzi o jakieś bardzo szczegółowe uregulowania. Zasady dotyczą bardziej ducha pełnienia służby w Ruchu. Mają natomiast znaczenie bardzo praktyczne, są rzeczywiście konkretnymi wskazówkami pomagającym organizować pracę diakonii.

Każda z zasad ma swoją nazwę, nie można jednak na samej nazwie się zatrzymać, gdyż skojarzenia mogą być mylące. Trzy zasady pełnienia diakonii wskazał ks. Franciszek Blachnicki, ostatnia Kongregacja Diakonii dorzuciła jeszcze dwie. Przyjrzyjmy się im wszystkim po kolei.

Najczęściej na pierwszym miejscu wymienia się zasadę kolegialności. Jej nazwa w największym stopniu może dostarczyć mylnych skojarzeń. Zasada kolegialności brzmi w ten sposób:

Służba na każdym szczeblu musi być sprawowana zespołowo; każdy moderator powinien zgromadzić wokół siebie chociażby mały zespół stanowiący wspólnotę modlitwy, słuchania słowa Bożego i działania.

Nie chodzi więc bynajmniej o demokrację ani o zbiorowe sprawowanie odpowiedzialności. Chodzi po prostu o to, by wokół moderatora czy odpowiedzialnego była zawsze wspólnota, która będzie go wspierać.

„Nie powinno być w Ruchu pojedynczych odpowiedzialnych” – pisał ks. Blachnicki. Jak wspomniałem, zasada kolegialności nie oznacza demokracji, niemniej wskazuje ona, iż nie powinno być również dyktatury. Owszem, moderator jest moderatorem, ale powinien mieć kolegium, w którym będą się wykuwały jego inicjatywy, w którym będzie można przedyskutować to, co Ruch czy diakonia ma robić i z którym wspólnie będzie się modlił i rozeznawał. Ostateczna decyzja należy do moderatora, ale zasada kolegialności wskazuje, iż nie powinien jej podejmować bez konsultowania się z nikim (choć może oczywiście zdecydować inaczej niż diakonia uważa).

„Dyktaturę” moderatorów najczęściej odczuwa się dotkliwie i do niczego dobrego ona nie prowadzi. Ale zasadę kolegialności można naruszać również niejako od drugiej strony. Bywa, że odpowiedzialny unika podejmowania decyzji chowając się za diakonią: „ja nie wiem, ja muszę skonsultować, ja bez nich nic nie mogę”. Pewna para prowadząca oazę letnią opowiadała mi kiedyś, jak nie mogła wydobyć bardzo potrzebnej decyzji od pary diecezjalnej. Decyzję trzeba było podjąć szybko, nie budziła większych kontrowersji – tyle, że była pewną nowością i nikt jej wcześniej nie podejmował. Mimo, że czas naglił, trzeba było czekać do spotkania kręgu diecezjalnego. Tymczasem zasady Domowego Kościoła, choć ustanawiają kręgi na wszystkich szczeblach (rejonowym, diecezjalnym, krajowym), odpowiedzialność powierzają parom (rejonowej, diecezjalnej, krajowej). Dokładnie zgodnie z zasadą kolegialności.

Zasada pomocniczości wywodzi się z katolickiej nauki społecznej. Mówi ona, iż

zadania, które mogą być wykonywane na niższym szczeblu odpowiedzialności nie po­winny być przekazywane w górę, odpowiedzialni na wyższym szczeblu muszą stale dążyć do decentralizacji.

Zasada ta najpierw stanowi wezwanie do tego, by o ile tylko się da, tworzyć struktury diakonii na możliwie najniższych szczeblach. Ale na tym nie można poprzestać. Chodzi o to, by rzeczywiście dawać kompetencje niższym szczeblom i by te kompetencje szanować. Oczywiście nie ma to prowadzić do przekazania wszystkiego na dół – zasada mówi o zadaniach, „które mogą być wykonane na niższym szczeblu”. Nie wszystko na niższym szczeblu może być wykonane – z rozmaitych przyczyn. Nie da się przekazać niżej tego, co stanowi o tożsamości Ruchu, właściwej mu specyfice. Jeśli mamy mówić o jednym Ruchu, to fundamentalne rzeczy muszą być takie same, a więc decydować się o nich powinno na szczeblu centralnym. Ale są również bardziej prozaiczne powody, dla których niektóre sprawy rozstrzyga się centralnie. Na przykład terminy turnusów oaz letnich trzeba ustalać na tym szczeblu, bo przecież oazy z różnych diecezji spotykają się na dniu wspólnoty odbywającym się w 13 dniu rekolekcji.

Niemniej bardzo wiele spraw naprawdę da się realizować na niższych szczeblach. Chodzi też o budowanie nastawienia wśród odpowiedzialnych na szczeblu centralnym czy diecezjalnym – aby nie dążyli do centralizacji, a co się da przekazywali odpowiedzialnym niższego szczebla. Z zasady pomocniczości wynika na przykład, że nie można z poziomu centralnego wyznaczać rytmu spotkań na szczeblu parafialnym. Owszem, można wskazać pewne kryteria, jednak konkretne rozstrzygnięcie powinno dokonywać w realiach danej wspólnoty.

Najwięcej kłopotów w moim odczuciu sprawia zasada solidarności. Mówi ona, że

wszyscy czują się odpowiedzialni za wszystkie sprawy, chociaż w ramach organizacji pracy każdy ma swoje zadanie; pracę każdej diakonii prowadzi się więc zawsze w duchu wzajemnego zainteresowania, zrozumienia i wspomagania się diakonii różnego rodzaju i poziomu; zaangażowanie w daną diakonię nie może oznaczać zamknięcia się na inną problematykę i zaniku wrażliwości na inne zadania

Tutaj niestety nasuwa mi się cała lista negatywnych przykładów. Są pary Domowego Kościoła, które interesuje tylko tematyka rodzinna i jeśli muszą uczestniczyć w szerszym spotkaniu Ruchu, gdzie omawia się sprawy innych wspólnot, stwierdzają: „Nie wiemy, po co tam poszliśmy, dla nas nic tam nie było”. Są odpowiedzialni diakonii diecezjalnych, którzy owszem, dość prężnie prowadzą swoją diakonię, ale nigdy nie zjawią się na spotkaniu diecezjalnej diakonii jedności (choć są za każdym razem zapraszani), gdyż poza swoją działką nic innego ich tak naprawdę nie obchodzi. „Tam się rozmawia o sprawach, które nas nie dotyczą/nie interesują” – mówią. Są wybory (kandydatów na moderatora, członków diakonii jedności), podczas których preferuje się kandydatów swojego środowiska, nie patrząc na dobro całego Ruchu.

Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich (Flp 2, 4) – ten biblijny cytat najlepiej opisuje zasadę solidarności. Zasada solidarności wzywa wszystkie środowiska Ruchu do wzajemnego zainteresowania się, wspierania, współpracy i wzajemnej otwartości.

Z zasady solidarności wynika, że w Ruchu nie ma ścisłej specjalizacji. Jeśli np. na jakichś rekolekcjach czy oazowym spotkaniu jest przedstawiciel diakonii liturgicznej, to w naturalny sposób on będzie odpowiedzialnym za liturgię. Jeśli jednak nie będzie takiej osoby, odpowiedzialność podejmą inni – i przygotują liturgię równie starannie i kompetentnie. Podobnie nie powinno być problemów, jeśli na oazę letnią nie da się zaprosić przedstawiciele Diakonii Wyzwolenia, by powiedzieli o Krucjacie – diakonia oazy będzie umieć przedstawić idę KWC i dać swoje osobiste świadectwo. I tak w odniesieniu do każdej posługi – diakonie reprezentują najwyższy „poziom kompetencji”, jednak w razie potrzeby inni, przynajmniej w podstawowym zakresie, mogą je zastąpić.

Te trzy zasady wskazał ks. Blachnicki. Następne wypracowała Kongregacja Diakoni w październiku 2010 r.

Zasada kadencyjności dotyczy pełnienia odpowiedzialności w Ruchu.

Zgodnie z tą zasadą, choć zaangażowanie w daną diakonię powinno być stałe, jednak pełnienie funkcji odpowiedzialnego na każdym szczeblu i w każdym zakresie (za Ruch, za jego gałąź, za diakonię) ma mieć charakter kadencyjny.

Kadencyjność od dawna z dobrym skutkiem praktykowana jest w Domowym Kościele. Dla odpowiedzialnego, któremu posługa zabiera wiele czasu i energii, ogromne znaczenie ma to, że czas posługi jest określony. Perspektywa przekazania odpowiedzialności sprzyja szukaniu osoby czy osób, które mogą stać się następcą – a więc poszerzania kręgu osób odpowiedzialnych już w czasie pełnienia posługi.

Kadencyjność ma też wielkie znaczenie dla samej posługi. Zdarza się niestety tak, że ktoś po latach pełnienia posługi najzwyczajniej wypali się i posługi faktycznie już nie pełni (albo pełni ją w bardzo ograniczonym wymiarze, pozostawiając wiele spraw odłogiem), ale zarazem w ogóle do głowy mu nie przychodzi, by zrezygnować czy przekazać odpowiedzialność komuś innemu. Jedynym rozwiązaniem jest wtedy odwołanie – co wymaga pewnej odwagi ze strony odwołującego i co może być nie za dobrze przyjęte przez odwoływanego. Kadencyjność ten problem rozwiązuje w sposób prosty.

Zasada kadencyjności nie oznacza bynajmniej, że odpowiedzialność można pełnić tylko przez jedną kadencję. Oznacza, że jest się powołanym na określony czas i po upływie tego czasu kwestia dalszej odpowiedzialności jest otwarta – można być powołanym ponownie, a może kto inny przejąć odpowiedzialność. Są oczywiście takie posługi, które sprawuje się przez jedną kadencję (np. par odpowiedzialnych w DK), jednak w odniesieniu do wielu posług (np. odpowiedzialnego za diakonię, moderatora DK, moderatora generalnego czy diecezjalnego) po zakończeniu kadencji można być powołanym/wybranym na kolejną.

Trzeba tutaj z całą mocą podkreślić, że zasada kadencyjności dotyczy odpowiedzialnych za diakonię a nie samego zaangażowania w diakonię. Zasada mówi wprost, że zaangażowanie w diakonię ma być stałe.

I wreszcie zasada wolontariatu:

Posługi diakonijne w większości pełnione są bez wynagrodzenia, zaangażowanie w diakonię stanowi bezinteresowny dar na rzecz Kościoła, świata i Ruchu; zasada ta nie obowiązuje jednak bezwzględnie, są bowiem takie posługi, które wymagają zaangażowania pełnoetatowego, w takiej sytuacji Ruch powinien zapewnić godziwe wynagrodzenie osobie pełniącej diakonię.

Zasada tak przypomina rzecz niby oczywistą – że zaangażowanie w Ruch jest darem, również darem od strony materialnej. Nie mamy prawa domagać się wynagrodzenia za to, co robimy. Trzeba o tym przypominać, bo – niestety – pojawiają się postawy roszczeniowe albo „kontr-roszczeniowe”- podkreślanie z wyższością „ile to ja bym zarobił, gdybym tę samą funkcję wykonywał zawodowo”.

Warto wskazać, że wiele osób podejmując służbę w Ruchu nie tylko nie pobiera za to żadnego wynagrodzenia, ale wręcz elementem zaangażowania jest ich ofiara „ze swego mienia” – posługa wymaga ponoszenia pewnych kosztów (np. kosztów dojazdów), które w większości nie są zwracane. To akurat nie wynika z zasady wolontariatu i tak wcale nie musi być, gdy jednak mówimy o zaangażowaniu osób pełniących posługę w Ruchu, warto pamiętać również o tym aspekcie.

Zarazem jednak zasada wolontariatu stanowi, że jeśli Ruch kogoś zatrudnia (a taka konieczność w odniesieniu do niektórych posług zachodzi), wynagrodzenie powinno być godziwe.

Takie jest więc pięć zasad pełnienia diakonii w Ruchu Światło-Życie. Warto, by znali je wszyscy odpowiedzialni i co najważniejsze, kierowali się nimi w pełnieniu swoich posług.