Dać świadectwo nadziei

(138 - lipiec - sierpień 2005)

Zawiedzie... czy nie...?

ks. Robert Klemens

Mam okazję obserwować ludzi, którzy zrealizowali swoje nadzieje na dobrą pracę, piękny dom, szybki samochód i ładną żonę czy przystojnego męża, ale gdy mieli 30 lat skończyły się im nadzieje na cokolwiek innego
A więc jednak nie...
Nie może zawieść! A może?
Jeżeli zaczynasz czytać ten tekst to wiedz, że nadzieja nie zawodzi.
Poproszono mnie o napisanie „czy nadzieja może, czy nie może zawieść?”. Strasznie długo nie mogłem się zabrać do pisania, aż w końcu okazało się, że termin oddania tek­stów dawno już minął. Przez chwilę zastanawiałem się, czy w ogóle warto jeszcze pisać, ale pomyślawszy, że byłoby to mało poważne zachowanie, zabrałem się do pracy z na­dzieją, że się uda. I oto efekt. Jeżeli nadal czytasz ten tekst, znaczy że nadzieja nie za­wiod­ła.

Dla kogoś kto zna trochę Pismo Święte, albo szukał kiedyś oparcia w sytuacji bezna­dziejnej, tekst świętego Pawła z listu do Rzymian nie będzie niczym odkrywczym. Tam właśnie Apostoł Narodów mówi o nadziei, która nie zawodzi, wtedy gdy nosimy w sobie Miłość Bożą, której dawcą jest Duch Święty. Jednocześnie ten sam Paweł określa co nie jest nadzieją - miano­wicie to, czego re­alizację już się ogląda. Idąc za tym muszę powiedzieć, że moja nadzieja skończyła się w momencie kie­dy ten tekst się uka­zał.

Czyżbym więc żył bez nadziei?

Takie życie byłoby straszne. Czasem mam okazje ob­serwować ludzi, szczególnie młodych, którzy w życiu wy­znaczyli sobie cele i bardzo konsekwentnie do nich do­chodzili. Zrealizowali swoją nadzieję na dobrą pracę, piękny dom, szybki samochód i ładną żonę czy przystoj­nego męża, ale gdy mieli 30 lat skończyły się im nadzieje na cokolwiek innego. Wszystko już się zrealizowali, osiąg­nęli i mają. Biedni ludzie - bez nadziei.

Tymczasem nadzieja, o której mówi Biblia nie opiera się na doczesnych realizacjach i możliwościach. Ona ma swoje odniesienie i kres gdzie indziej. Święty Paweł oczekuje, aż staniemy się dziećmi Bożymi i osiągniemy „przyszłą chwałę”. Tę chwałę otrzymujemy od samego Chrystusa, który przyniósł ją od Ojca. W tym znaczeniu nadzieja jest darmo da­nym darem Boga, jest przyjęciem tego daru, jest patrzeniem w przyszłość nawet w mo­rzu ciemności. Nie zależy ona więc od warunków zewnętrznych, mniej lub bardziej sprzy­jających. Zależy natomiast od umiejętności wznoszenia naszego spojrzenia „w gó­rę”.

Nadzieja jest zapatrzeniem w Chrystusa Zmartwychwstałego, który jest poza docze­snością i śmiercią. Taka nadzieją pozwala człowiekowi zobaczyć w jego własnych dzie­jach niesamowitą konsekwencję stwórczego aktu Boga, który mimo odrzucenia przez człowieka nie ulega beznadziei, a wręcz przeciwnie, obdarowuje człowieka nadzieją, któ­rej zatracenie ten boleśnie odkrywa. Jeżeli nie Bóg, to kto mi pomoże? - słyszę często z ust ludzi, którzy zatracili już wszystkie ludzkie nadzieje.

Tak właśnie jest, że człowiek pokładający nadzieję w wartościach doczesnych, nawet jeżeli za takowe uznamy drugiego człowieka, może przeżyć zawód tej nadziei. Dlatego Pismo Święte uczy nas, byśmy nie pokładali nadziei w rzeczach przemijających, a jedynie i zawsze w Bogu, który nie zawodzi i jest źródłem takiej samej nadziei. Można by więc powiedzieć, że nadzieja jest cnotą, która przypisana jest rzeczywistościom bardzo odleg­łym, bo sięgającym wieczności. Jednak, jeżeli ma ona być wyrazem pragnienia w dalekiej perspektywie czasowej, to nie zwalnia nikogo od praktykowania jej już teraz. Jak to zro­bić? Najprostszą chyba drogę życia nadzieją podpowiada święty Albert: „Pokładanie na­dziei w Bogu oznacza dążenie do Niego z dobrymi uczynkami”. Jest to interpretacja słów zapisanych przez psalmistę, które mówią: „Miej nadzieję w Panu i strzeż Jego drogi”. Tak jak owe „Boże drogi” nie są proste, tak również budowanie swojej nadziei na Bogu nie jest łatwe szczególnie wtedy, gdy mamią nas jakieś doczesne perspektywy. A jednak jest to najbezpieczniejsza i najmniej bolesna droga ludzkiej egzystencji. Jeżeli złożymy ca­ła swoją nadzieję w Panu to zupełnie inaczej postrzegamy rzeczywistość. Świat, życie i wszystko co się na nie składa nabiera całkiem nowych kolorów a wydarzenia, które do tej pory „przybijały” teraz stają się nieco lżejsze. Nadzieją, której źródłem i odbiorcą jest Bóg pozwala spokojniej patrzeć na to co się dzieje w nas i dookoła nas. Takiej nadziei życzę sobie i Tobie.