Czyńcie uczniów

(159 - lipiec - sierpień 2008)

Zbawić swój dom

Adam Tataradziński

Łatwiej jest niekiedy widzieć szerokie perspektywy egzotycznych ewangelizacji na krańcach świata niż dostrzec realną potrzebę zaangażowania się w zbawienie własnego domu.

Księga Dziejów Apostolskich zawiera zdumiewający dialog strażnika więziennego z Pawłem i Sylasem (por. Dz 16, 27n). Po cudownym otwarciu bram więzienia przerażony strażnik próbuje popełnić samobójstwo, ale zostaje powstrzymany przez świętego Pawła. Wspomniany strażnik mając świadomość niezwykłości wydarzeń, w których uczestniczy zwraca się do apostołów: Panowie, co mam czynić, abym został zbawiony? W odpowiedzi słyszy: Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony ty i twój dom. Apostołowie opowiadają naukę Pana strażnikowi i jego domownikom i natychmiast udzielają im chrztu. Wreszcie zostają zaproszeni do jego mieszkania, gdzie gospodarz wraz z całym swoim domem cieszy się bardzo, że uwierzył w Boga.

To poruszające opowiadanie pozwala spojrzeć na dom i rodzinę jako właściwe miejsce ewangelizacji i czynienia uczniów Pana. Oto św. Paweł wskazuje na związek między aktem wiary domownika a zbawieniem pozostałych członków rodziny. Ten kto prawdziwie uwierzy w Chrystusa, zmienia swoje życie, zmienia swój dom, zmienia swój świat, nawet jeśli tej zmiany się nie spodziewa i na początku nie zauważa.

Jezus zwracając się do apostołów nakazuje im, by szli i czynili uczniów. Poszukując możliwych płaszczyzn realizacji Chrystusowego nakazu łatwiej jest niekiedy widzieć szerokie perspektywy egzotycznych ewangelizacji na krańcach świata niż dostrzec realną potrzebę zaangażowania się w zbawienie własnego domu.

Kościół katolicki dostrzega wartość wspólnoty rodzinnej do tego stopnia, że w oficjalnych dokumentach nazywa ją Domowym Kościołem podkreślając jej godność jako podstawowej wspólnoty życia chrześcijańskiego. Można zatem patrzeć na wierzącą rodzinę jako „małą grupę” gdzie dokonuje się permanentna praca formacyjna ku świętości.

Zazwyczaj analizując problematykę „czynienia uczniami” dostrzega się rolę rodziców w relacji do swych dzieci.

Bycie rodzicem to wielki dar, który domaga się nieustannego odkrywania i rozwoju. Jeszcze większym powołaniem jest bycie rodzicami chrześcijańskimi. Cud powstania nowego życia niezmiennie zdumiewa i zachwyca, ale samo poczęcie i zrodzenie to przecież dopiero początek wielkiej przygody. Być rodzicem to nie tylko zrodzić, ale troszczyć się o życie dzieci, by ono nieustannie się rozwijało ku pełni. Rodzice - chrześcijanie rodzą do życia nie tylko w porządku natury, ale również w wymiarze nadprzyrodzonym. Głęboka symbolika liturgii chrztu świętego zawiera mocne akcenty ukazujące powstawanie Nowego Życia. Tutaj rysuje się szeroka perspektywa realizacji Chrystusowego wezwania do czynienia uczniów. Doprowadzenie dziecka do przyjęcia chrztu świętego, czy kolejnych sakramentów inicjacji jest tylko zrealizowaniem części zobowiązań, jakie mają wobec swych dzieci wierzący rodzice. Istotą czynienia uczniem jest nie tylko wskazanie „to jest Jezus”, ale przyprowadzenie dzieci do Pana tak, by odkryły w Nim działającego Zbawiciela i poszły za Nim oddając Mu samych siebie. Dom rodzinny staje się więc miejscem katechumenatu pochrzcielnego, który jest warunkiem udzielania chrztu dzieciom.

Wśród różnych elementów składających się na drogę katechumenalną wskazać należy wdrażanie w życie modlitwą, Słowem Bożym, liturgią oraz diakonią. Tutaj z wielką pomocą chrześcijańskim rodzicom przychodzą zobowiązania podejmowane w Ruchu Światło-Życie. Wierność codziennej modlitwie rodzinnej prowadzi do naturalnego odnalezienia się dziecka na modlitwie, która jest dialogiem z żyjącym Jezusem. Rodzice mają niepowtarzalną szansę ukazywać swym dzieciom bogactwo różnorodnych form modlitwy dostosowanych do specyfiki etapu rozwojowego. Modlitwa przed posiłkiem, przed podróżą czy przy innych zwyczajnych czynnościach staje się okazją do podkreślenia ważnej prawdy: żyjemy pod okiem dobrego Boga i chwalimy Go nieustannie.

Rodzice uczą także modlitwy liturgicznej, a zwłaszcza udziału we Mszy świętej. Tutaj metodę podpowiada starotestamentalny opis świętowania Paschy, w czasie której następuje Haggada sprowokowana pytaniem dziecka. Warto „czyniąc ucznia” wykorzystać jego naturalną ciekawość a niekiedy nawet niecierpliwość. Odpowiedź na pytanie, dlaczego chodzimy na Mszę świętą, co się teraz dzieje, czemu klękamy, co robi ksiądz, a nawet jak długo jeszcze to przecież okazja do mistagogii. Niestety niekiedy chrześcijańscy rodzice wolą odesłać do przedszkolnej lub szkolnej katechezy, bo sami czują się niekompetentni lub im się po prostu nie chce.

W dzisiejszym świecie przekaz Ewangelii najmocniej dokonuje się poprzez wiarygodnych świadków, którzy potrafią w codzienności dokonywać wcielenia Słowa Dobrej Nowiny. Trzeba zatem być świadkiem wobec własnych dzieci i to bywa bardzo trudne. Nie chodzi bowiem o przekaz treści kerygmatu, czy o świadectwa wypowiadane słowami. Dzieci weryfikują swych rodziców w zwykłych sytuacjach codzienności i są w stanie ocenić, na ile możliwe jest uczynienie Światła Życiem. Pokazać całym sobą, że Jezus jest dla mnie najważniejszy i to Jemu podporządkowuję cały mój świat to najlepsza droga do uczynienia dziecka uczniem Pańskim.

Niestety zawsze trzeba brać pod uwagę, że nawet najświętsi rodzice mogą stanąć wobec wyboru własnych dzieci, które wcale nie zechcą iść za Jezusem, a niekiedy nawet Go odrzucą i wybiorą drogę bez Boga. To dla chrześcijańskich rodziców wielkie wyzwanie i sprawdzian miłości. Trzeba uszanować osobę dziecka i jego wybór, gdyż taką postawę wobec człowieka przyjmuje sam Bóg. Jest to jednak okazja do rachunku sumienia z postawy wobec dzieci: czy zrobiliśmy wszystko, co trzeba, w duchu miłości. „Miłość nigdy nie ustaje” i dlatego należy w modlitwie stawiać swoje dziecko przed Bogiem Ojcem i wołać „Jezusie ulituj się nad nim”.

Z oczywistych względów naturalny porządek wynikający z ról społecznych każe w rodzicach widzieć katechistów, to jednak nie wolno zamykać się na sytuację, kiedy to dzieci czynią swych rodziców uczniami Jezusa. Niekiedy to właśnie dziecko upomina się o modlitwę, udział w liturgii czy wspólną lekturę Pisma Świętego i poniekąd staje się animatorem, bo przecież ożywia ducha. Taka sytuacja ma też miejsce w rodzinach niezbyt przywiązanych do wiary, gdy to właśnie dziecko choćby przez kontakt z oazą wchodzi na drogę żywej wiary i zaczyna apostołować wśród najbliższych. Trzeba zatem sporej pokory, by dostrzec proroka w pięciolatku, ale Bóg często wybiera to, co małe w oczach świata, by zawstydzać mędrców.

Rolą animatora każdej małej grupy jest troska o powierzonych sobie uczestników w wymiarze ich życia chrześcijańskiego. Podobna troska wynika wprost z istoty sakramentu małżeństwa i powinna ona cechować wszystkich chrześcijańskich małżonków. Skoro związek małżeński ma na celu dobro dwojga osób, które go tworzą, to trzeba mieć na względzie nie tylko doczesność, ale przede wszystkim zbawienie wieczne. Małżonkowie winni zabiegać nie tylko o swoje własne sprawy, ale ich zadaniem jest nieustanna troska o prowadzenie współmałżonka ku Bogu. Jak czynić uczniem Jezusa męża lub żonę, będzie oczywiście zależało od konkretnych uwarunkowań. Niekiedy z racji różnic światopoglądowych pozostaje naśladowanie postawy świętej Moniki, która trwała na modlitwie w intencji syna i męża. Zawsze można jednak liczyć na oddziaływanie świadectwa dawanego poprzez ofiarne życie przepełnione duchem miłości Chrystusa.

W mniej skrajnych przypadkach małżonkowie winni w duchu wzajemnej służby podejmować rolę animatora, który zachęca do wzrostu i nieustannie stymuluje rozwój. Zapraszanie do wspólnej modlitwy małżeńskiej i troska o jej kształt, umożliwianie realizacji osobistych zobowiązań poprzez odciążenie na ten czas w obowiązkach domowych, podejmowanie rozmów dotykających problematyki duchowości to tylko niektóre z możliwych form zaangażowania. Warto też mieć na względzie, że kochający animator w Duchu Świętym łączy wyrozumiałość i stawianie wymagań. Małżonkowie, choć stanowią wspólnotę sakramentalną pozostają dwiema odrębnymi osobami i ich rozwój duchowy jest różny. Mając to na względzie trzeba przypominać, że małżonek który zaszedł dalej na drodze ku dojrzałości chrześcijańskiej ma obowiązek pomóc swemu współmałżonkowi.

Biorąc pod uwagę, że łaska Boża bazuje na naturze ludzkiej i że różne sytuacje życiowe wpływają na naszą relację z Jezusem, trzeba mieć na względzie możliwość przejmowania roli animatora na zmianę przez oboje małżonków. Niekiedy zdarza się taka sytuacja, że mąż czy żona na początku niechętnie podchodzący do pełniejszego zaangażowania religijnego po jakimś okresie przejmują inicjatywę i sami niejednokrotnie wybiegają naprzód w życiu wiary. Dlaczego tak się dziej pozostaje zawsze tajemnicą łaski i należy mieć nadzieję nawet wbrew nadziei.

Wierność Jezusowi każe nam brać sobie do serca wezwanie by czynić uczniów i warto byśmy zobaczyli je także w naszym rodzinnym kontekście. Stawką jest nie tylko zbawienie nas samych, ale podobnie jak wspomniany we wstępie strażnik uwierzywszy w Jezusa możemy mieć nadzieję, że zbawi się nasz dom.