Światło-Życie

(195 - wrzesień - październik 2013)

z cyklu "Wieczernik dla Ciebie"

Żeby tak dwoje chciało na raz

Katarzyna Marcinkowska

Budujące są wszystkie świadectwa par, które czekają ze współżyciem do ślubu, które w czystości przedmałżeńskiej widzą wartość i którym udaje się wytrwać na tej drodze, wygrać swoistą walkę. Gdy oboje mają to samo pragnienie, gdy wspierają się i pomagają sobie, czekanie jest dużo prostsze, nawet wtedy, gdy jest trudne. Robią to, czego dobrowolnie oboje pragną. Czy ta ich wspólnota ducha nie jest już sukcesem?

Jednak nie zawsze pragnienie zachowania czystości rodzi się w dwóch sercach. Bywa przecież tak, że spotykają się – ona i on, pojawia się fascynacja, chęć spotkania – najpierw pierwsze, nieśmiałe, a po nim kolejne, które sprawiają, że stają się sobie coraz bliżsi. Związek się rozwija, zakochani poznają się coraz lepiej. Prędzej czy później przychodzi ten moment, gdy trzeba skonfrontować dwie różne wizje seksualności. Jedno z nich nie wyobraża sobie związku bez poznania drugiej osoby od tej strony, chce tego z najróżniejszych powodów – dla sprawdzenia, z obawy przed niepowodzeniem, z poczucia, że inaczej się nie da, bo pojawia się pożądanie, itp. Tymczasem druga osoba również marzy o współżyciu..., ale już po ślubie. Nie jest prawdą, że pierwsza osoba to zawsze chłopak. Znam przykłady par, w których pierwsze spojrzenie na sprawę przedstawia właśnie ona. A zatem zdarza się, że ona (albo on) nie chce trwać w związku pozbawionym aktywności seksualnej, nie chce czuć ograniczenia w tej sferze. Co zatem robić?  

Sprawa nie jest łatwa, nie mu tu prostych odpowiedzi, bo stwierdzenie, że taki związek nie ma szans i lepiej dać sobie spokój, może spotkać się z negatywnym przyjęciem, zwłaszcza gdy trwa w najlepsze etap zakochania, a zatem jednocześnie często „zaślepienia” i ogromnej fascynacji drugą osobą. „Dla niej wszystko!” „Zrobię wszystko, by go nie stracić!” 

Kto wygrywa tę walkę? Silniejszy? Ten mniej uległy? A może ten, komu mniej zależy lub ten, kto jest „bardziej kochany”? Doświadczenie spotkań i rozmów z kilkoma osobami mówi mi, że zdarza się wcale nie rzadko, że ten, kto chciał czystości, ustępuje. Wiele osób o wzniosłych ideałach, gdzieś traci je po drodze, rezygnuje z nich, wybiera inną drogę, niejednokrotnie przy tym cierpiąc. Być może nie bez walki i nie tak nagle, ale jednak... Dlaczego?

Najczęściej przewijające się wytłumaczenie brzmi: Inaczej nie bylibyśmy razem. Kiedyś mówiło się, że to wymagany i bardzo naturalny „dowód miłości”. Powyższa odpowiedź bardzo często jest dokładnym odbiciem stanu zakochania: dla niego zrobię wszystko, dla niego (lub dla niej) zrezygnuję nawet z pewnych marzeń czy zasad, przecież miłość usprawiedliwia, przecież to jest naturalne, może on/ona ma rację, a w gruncie rzeczy nie robimy nic bardzo złego. Dlatego zapewne część osób ulega, ze względu na wielką miłość i nadzieje, jakie się z nią wiążą, z powodu wszystkich obaw związanych z ewentualnym odrzuceniem, ulegają. Choć ta bliskość wcale nie gwarantuje, że razem będą. 

Zarzuty (czy wręcz podejrzenia) wobec mężczyzny, który pragnie czekać z seksem do ślubu, mogą godzić wprost w jego dumę: jesteś prawdziwym facetem? Wstydzisz się? To może z tobą jest coś nie tak? Domyślam się, jak musi być to trudne dla każdego chłopaka, który zakochuje się w dziewczynie i właśnie z powodu ogromnego szacunku wobec niej, chce czekać, chce złożyć taką ofiarę, choć już teraz nie może doczekać się nocy poślubnej (i już powoli, nieśmiało o tym ślubie zaczyna myśleć). To jest jeden z najpiękniejszych dowodów jego miłości, poświęcenie i podkreślenie ważności oraz godności jej ciała, wyraz odpowiedzialności, który może być zinterpretowany jako tchórzostwo czy wręcz frajerstwo. Mężczyźni też ulegają, bo też są zakochani „po uszy”, bo są kuszeni przez swoje dziewczyny aż do skutku, bo brakuje im przyjaciela, który powiedziałby: trwaj przy swoich zasadach, nie rezygnuj. Ja też pragnę tej czystości, choć jest wymagająca.

Jednak ten, kto „wygrywa”, to nie zawsze osoba pierwsza z naszego przykładu, wygrywają także ci, którzy pragną czystości. Mam w pamięci parę niezwykłą – bardzo wierzącą dziewczynę i jej chłopaka, który zupełnie nie podzielał jej wartości. Ale czekał. Imponowało mu, że ona tak uparcie pragnęła czystości, że potrafiła jej tak bronić, a jej argumenty oprócz tych z wiary, potwierdzane przez psychologię czy socjologię były bardzo przekonywujące także dla osoby niewierzącej. On czekał na nią do nocy poślubnej, nie naciskał, by zmieniła zdanie, ale sam zobaczył, jak wiele dobra w ich związek wniosła ta decyzja.

Nie każdy ma takie szczęście, by jego pragnienie zostało uszanowane. Niby powtarzane są słowa, że jak kocha, to powinien poczekać, uszanować to, ale jednak życie nie zawsze to potwierdza. I nie wiadomo, czy po prostu nie kocha. Czy warto wtedy, gdy chłopak/dziewczyna domaga się „dowodu miłości”, trwać w tym związku? Czy taka relacja skazana jest na porażkę, gdy nie chcemy ustąpić?

Załóżmy, że rzeczywiście druga osoba nie bierze nawet pod uwagę czystości przedmałżeńskiej. Istotne jest to, jakie ma motywacje. Jeśli jej wizja miłości jest zupełnie sprzeczna z naszą i już na tym etapie tak bardzo się rozmija, to może się okazać, że lepiej teraz zrezygnować, niż później tego żałować. Jeśli już na etapie „chodzenia ze sobą” druga osoba wyśmiewa nasz system wartości, w przyszłości może się to jeszcze bardziej pogłębić. Tym bardziej poczucie, że gdybym się na to nie zgodził(a), nie bylibyśmy razem pokazuje, że taki związek nie ma solidnych fundamentów. Seks przedślubny nie może być kartą przetargową, nie może być to jakiś kompromis. Zazwyczaj ten kompromis wg takich par przedstawia się następująco: on zrezygnował ze swoich marzeń (potrzeb czy też wizji) o mieszkaniu razem, czego ona nie chciała, a ona zrezygnowała ze swoich ideałów czystości tak, by spotkali się „w połowie drogi” – ale czy tylko mnie się zdaje, że ta połowa jest bardzo nierówna? Jednocześnie zauważmy, że seks nie jest gwarantem, że osoba, która otrzymała to, czego chciała, nie odejdzie. Nie jest to przecież przysięga, nie jest to przecież jeszcze zobowiązanie, choć w znacznej mierze intymność utrudnia rozpoznanie wielu problemów, potrafi zaślepiać.

Być może jednak osoba nieprzekonana do czystości przedmałżeńskiej nigdy nie usłyszała rzeczowych argumentów za słusznością czekania do ślubu? Wiele młodych osób dorastało w takich środowiskach, gdzie tego typu wartości nigdy nie promowano, a jedynie ukazywano je w negatywnym świecie. Taki człowiek może nawet już nie wierzyć, że jest możliwe poczekanie do ślubu z seksem, bo nigdy nie spotkał kogoś, kto by mu powiedział, że on tak właśnie zrobił i tego nie żałuje. Pomysłów, jak przed drugą osobą otworzyć niejako świat takiej postawy i wartości czystości, jest wiele. Wspólne wysłuchanie konferencji na ten temat (na płycie czy też podczas spotkania dla młodzieży) lub przeczytanie świadectw  to dobry pomysł na to, jak pokazać, jak pomóc innej osobie lepiej zrozumieć, że jest to piękna wartość i sposób na rozwój miłości. Nie powinniśmy od razu skreślać innego myślenia, ale możemy, o ile druga osoba jest otwarta na dialog, spokojnie pokazać, ile dobra niesie ze sobą czystość i skąd w nas to pragnienie się wzięło. Ukazanie, jak wiele można zyskać, a jak niewiele stracić, a zatem stworzenie swoistego bilansu zysków i strat, pomaga wielu osobom uświadomić sobie, co jest istotą tego wyrzeczenia. W istocie chodzi o pokazanie, że aspekt negatywny (nie dla seksu) to bardzo mały fragment naszego pragnienia, bo obok niego kryje się ogromna afirmacja i pozytywne przesłanie - tak dla miłości, tak dla cielesności, tak dla wierności... 

Jesteśmy stworzeni do miłości, nie jesteśmy przedmiotami do użycia. Choć mamy ciała, nie jesteśmy tylko ciałem. Dlatego poczucie bycia wykorzystanym zawsze będzie sprzeczne z miłością. W sytuacji gdy jedna osoba chce, a druga nie chce czystości i ktoś w końcu przystaje na „zasady” drugiej strony, w jakim przypadku ktoś może być wykorzystany? Jedynie w sytuacji, gdy jedno rezygnuje z ideału czystości... Bo czystość nigdy nie używa, nie uprzedmiotawia, czystość, swoista przejrzystość spojrzenia, pomaga dostrzec drugiego w pełni, pozwala go pokochać i przyjąć bezwarunkowo, na amen.