Duch i materia wiary

(212 - wrzesień - październik 2016)

Znaki

ks. Maciej Krulak

Czym dla nas chrześcijan jest noszenie wszelkiego rodzaju symboli religijnych?

To, co jest dla nas ważne, staramy się jakoś wyrazić także w wymiarze zewnętrznym. Odnosi się to do naszych przekonań, sympatii, stylu życia. W pewien sposób nasz wygląd zewnętrzny jest sygnałem, swoistą tablicą ogłoszeń, z której inni mogą wiele wyczytać. Niestety czasem jest to tylko bezmyślne kopiowanie wzorców, noszenie tego co modne, naśladowanie ikon popkultury. Czym dla nas chrześcijan jest noszenie wszelkiego rodzaju symboli religijnych?

Najpierw jest wyznaniem wiary, że jestem chrześcijaninem nie tylko na poziomie dokumentacji parafialnej, ale w głębi serca i niejako na wierzchu życia też. Publiczne okazywanie przywiązania do chrześcijaństwa staje się w dzisiejszych czasem czymś niemodnym, nawet momentami wstydliwym. To nie komunizm, ale liberalizm usuwa skutecznie wszelkie znaki tożsamości religijnej z przestrzeni publicznej. Dlatego właśnie dziś potrzeba nam nie wstydzić się tego, w co wierzymy.

Po wtóre jest to swoista ewangelizacja, która najpierw pokazuje, że chrześcijanie nie zniknęli z powierzchni ziemi, że nadal tu jesteśmy. Pewne postawy życiowe są zrozumiałe tylko w kontekście chrześcijaństwa. Gdy rozpoznajemy, że człowiek, który zachowuje się w sposób często odmienny od pozostałych, jest chrześcijaninem, to widzimy szeroki kontekst takiego, może nawet niezbyt popularnego zachowania. 

Kolejna motywacja to potrzeba identyfikacji we wspólnocie. Kiedy poprzez jakieś zewnętrzne znaki komunikujemy innym, do jakiej społeczności należymy, łatwiej nam odnaleźć pokrewne dusze, mające podobny sposób życia. Działa to w obie strony – po prostu łatwiej nam się odnaleźć w tłumie. Na różnych krańcach świata możemy w ten sposób rozpoznać w co np. wierzy kierowca taksówki, w której jedziemy, czy sprzedawca w sklepie, w którym się zaopatrujemy. Nie chodzi tu tylko o zwykłą ciekawość, ale o pewną więź i bliskość z drugą osobą. Czasem pewne elementy symboliki są jeszcze bardzie sprecyzowane. Pozwalają odnieść się np. do wspólnego spotkania (np. Lednica), czy jednej drogi formacji (np. oaza i foska). Akurat sam doświadczyłem takiej rozpoznawalności i więzi z nieznanym mi człowiekiem – poprzez znaki doświadczyliśmy tego, że coś na łączy.

Jest też pewna motywacja, w pewien sposób wewnętrzna – potrzeba posiadania przy sobie czegoś, co przypomina nam osobę bardzo dla nas ważną. Do tej kategorii można zaliczyć zdjęcia bliskich w portfelu (w starym stylu), czy w telefonie komórkowym (bardziej nowocześnie). Jakieś drobiazgi na półce, czy dodatki do stroju. Oczywiście krzyżyk czy medalik to nie jakiś dodatek, choćby nawet najdroższy od strony materialnej, ale taki mały znak przywiązania do tego, kogo na nim mamy. To właśnie znak tej emocjonalnej więzi z kimś dla nas ważnym i bliskim. To czasem tak drobny element, który przypomina nam o kimś wyjątkowym. Czasem samo ściśnięcie go w ręce daje nam odwagę, siłę, spokój, bo wiem, że Ten Największy jest z nami. 

Oczywiście noszenie krzyża czy medalika nie ma charakteru jakiegoś amuletu, który sam z siebie chroni przed nieszczęściem. Bo jeśli nie ma wiary w naszym sercu, to choćbyśmy wykupili cały towar ze sklepu z dewocjonaliami w jakimś wielkim sanktuarium i nałożyli na siebie, to nie zadziała. Z drugiej zaś strony wewnętrzna wiara domaga się od nas także tych zewnętrznych przejawów. I nie mam tu na myśli jakieś ostentacji, ale po prostu jeśli się kogoś kocha, to potrzebne są takie małe znaki więzi.

Jednym z bardziej znanych jest Cudowny Medalik. W 1830 r. Maryja objawiła się św. Katarzynie Labouré ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia Św. Wincentego a Paulo (szarytek) i powiedziała: 

Postaraj się o wybicie medalika według tego wzoru: wszyscy, którzy go będą nosili, dostąpią wielkich łask, szczególnie jeśli go będą nosili na szyi. Tych, którzy we mnie ufają, wieloma łaskami obdarzę. 

Jest wiele świadectw pomocy Maryi, zarówno w chorobie, trudnościach życiowych, jak i kryzysach wiary. Jednak nie należy traktować Medalika jak talizmanu, czy amuletu. Jego „moc” pochodzi ze spotkania łaski Boga i otwartości człowieka. Sam w sobie jest tylko zwykłym, czasami poświęconym, kawałkiem metalu. Należy w nim widzieć  raczej znak oddania Niepokalanej i świadectwo wiary i ufności, jaką w Niej pokładamy. Wielką rolę odgrywa tu nie jakieś zabobonne traktowanie – np. jak zapomnę nałożyć to z pewnością spotka mnie nieszczęście – ale przywiązanie i szacunek do Niepokalanej. Jest znakiem więzi, oddania, pobożności, przynależności, identyfikowania się z Nią. Może to trochę uproszczone, ale to jak zdjęcie własnej mamy w portfelu, czy telefonie. Wizerunek tej Matki możemy mieć ze sobą zawsze i wszędzie, bo jest na naszej szyi. Czasem przypomina zbroję, którą się bronimy przed ciosem. Tak pojawił się ryngraf na szyi rycerzy. Najpierw jako chrześcijański znak na zbroi, a później, w konsekwencji ewolucji ubioru żołnierzy, jako swoista symboliczna tarcza, czy zbroja, którą chroni się nie tylko ciało, ale i duszę przed ludzkimi i diabelskim ciosami. W szczególny sposób pojawił się jako element umundurowania jednostek odwołujących się do katolickiej tradycji narodu. Jednak w każdym wypadku „nie działa” jeśli nie ma w nas pragnienia naśladowania Maryi w naszym życiu. Medalik jest szansą, ale nie automatem. Jak we wszystkich istotnych elementach chrześcijaństwa chodzi i decyzję człowieka, że chce skorzystać z łaski, jaką Bóg daje. Bez naszej zgody, Bóg nie odmieni naszego życia.

Czasem krzyżyk, czy medalik, jest ostatnią nicią wiążącą człowieka z chrześcijaństwem. Oczywiście nić ta jest bardzo krucha i sama w sobie nie wystarczy, ale czasem w krytycznych momentach jest naprawdę liną prowadzącą do koła ratunkowego – wezwania Boga, aby przyszedł i uratował. Dlatego warto starać się o takie proste znaki zarówno w gronie ludzi głęboko i poważnie przeżywających swą wiarę – jako wyznanie wiary, identyfikację i ewangelizację – jak i u osób już tylko formalnie zaliczanych w poczet uczniów Jezusa, jako być może ostatni przyczółek chrześcijaństwa w ich życiu, z którego wszak można rozpocząć żmudny proces odbijania z rąk szatana tej świętej ziemi jaką jest każdy człowiek. Może to tylko symbol, ale zawsze można od niego rozpocząć wcale niesymboliczną drogę przemiany.