Ekumenizm

(139 - wrzesień - październik 2005)

Źródło nadziei

Jolanta Ławniczak

Moje serce przepełniała prostota tego wielkiego człowieka, jego skromność, spokój, pokora. Spojrzałam w jego ciepłe oczy, wtedy spłynął na mnie ogrom miłości - to mogła być tylko Boża miłość

Mała wioska Taizé położona na południu Francji dla wielu jest źródłem nadziei. To tutaj w 1940 roku przybył 25-letni sa­motny człowiek Brat Roger, aby stworzyć wspólnotę, która codzienną pracą mogłaby konkretyzować pojednanie między chrześcija­nami. Szukał miejsca, aby przyjmować ludzi, gdyż zrozumiał, że samot­ność jest rodzajem ubóstwa. Myślę, że wtedy nie spodziewał się jak wiele osób będzie przybywać do tej spokojnej wioski. A w ciągu roku przyby­wają tam tysiące ludzi zwłaszcza młodych, ludzi ze wszystkich kontynen­tów.

Można tutaj spotkać ka­tolików i protestantów, ludzi dorosłych, młodzież, dzieci, świeckich i osoby duchowne. Brat Roger mówił, że młodzi ludzie przyjeżdżają tutaj, gdyż każdy potrzebuje zde­rzenia z sen­sem, z sensem odnajdywanym nie tylko w pięknie wspólnej modlitwy i lekturze Pis­ma Św., ale tak­że w niewyczerpanej goś­cin­ności. Ta goś­cin­ność urzeka każdego kto tu przyjeżdża. We wspólnocie są bracia dwu­dziestu narodowości, z Polski jest dwóch bra­ci: brat Marek z Pozna­nia i brat Wojtek z Wrocławia.

Bracia czekają, aby przyjąć drugiego czło­wieka, aby z nim rozmawiać, a może przede wszystkim słuchać, czekają każdego dnia na zwierzenia. Nigdy nie wykazują zniecierpliwie­nia, gdyż każdy ma swój rytm szukania tego co najważniejsze, nie naciskają, nie przekonu­ją, tyl­ko z ogromną miłością świadczą o Tym, który jest źródłem miłości. I nie są to puste słowa, każdy z braci wręcz tryska tą Miłością Chrystu­sową. Wspólnota Braci jest miejscem szukania pojednania pomiędzy podzielonymi chrześcija­nami. Poprzez chrześcijan ma przyjść po­jedna­nie miedzy ludźmi, pokój na ziemi. Reguła braci z Taizé to - urzeczy­wistnianie po­śród ludzi przypowieści o Komunii. Wszyscy przyjmowani są w klimacie za­ufania. Mło­dym ludziom powie­rzane są różnego rodzaju odpowiedzialności - służby na rzecz wspólnoty - przygoto­wanie i rozdawanie posiłków, sprzątanie, czuwanie nad po­rząd­kiem w wiosce, przygoto­wanie kościoła. Bezinteresowna praca dla innych to odkry­wanie głębszej rzeczywistości.

Taizé to miejsce ogromnej modlitwy. Tutaj trzy razy w ciągu dnia - rano, w połud­nie i wieczorem dzwony wzywają na modlitwę. Biją długo, tak, aby wszyscy mogli dojść do kościoła pojednania na wspólną modlitwę. Na zawsze pozostaje w pamięci ten dźwięk dzwonów głoszący chwałę Bożą i ludzie, którzy schodzą się ze wszystkich stron. Czasami jest ich tysiące, wówczas w wiosce panuje zupełna cisza i robi się pusto, słychać tylko śpiew kanonów dochodzący z kościoła. Prace, zabawy, rozmowy, wszystko zostaje przerwane, aby podążać do źródła miłości.

Modlitwa ukazuje solidarność ludzką, wypełniają ją kanony złożone z kilku słów, śpie­wane w kilku językach pozwalają nam zrozumieć, że wszyscy ludzie łączą się w jedno. Moc i piękno śpiewów jest tak ogromna, że trudno im się nie poddać. Na modlitwę wie­czorną bracia przychodzą w otoczeniu dzieci, zarówno tych z wioski jak i przybyłych z różnych stron świata. W kościele na modlitwie każdy może pozostać tak długo jak tego pragnie, nie odczuwa się, że czas płynie, że jest wieczorne zmęczenie. Śpiew kanonów pozwala się wyciszyć, wejść w głąb siebie, odczuwać wolność, wsłuchiwać się w ciszę. Można także poznać bogactwa ciszy decydując się na pobyt w grupie ciszy. Odnajdujemy spokój i piękno, w świetle Ewangelii można spojrzeć na swoje życie. Wioska jest mała, więc nie ma możliwości stworzenia pustelni, ale radością jest przebywanie w ciszy wśród tylu ludzi.

Wszyscy bracia, którzy prowadzą spotkania, mówią w kilku językach w bardzo prosty sposób, każdy odnajdzie dla siebie słowa. Dzień po dniu zgłębia się źródła wiary.

Bracia ślubują zachowanie celibatu i życia wspólnotowego. We wspólnocie jest pros­tota materialnych środków życia, bracia postanowili nie przyjmować żadnych darów, na­wet spadków i własną pracą zarabiają na swoje utrzymanie po to by móc wspomagać in­nych. Od 50 lat bracia udają się do miejsc, w których ludzie żyją w opuszczeniu, aby być świadkami pokoju i żyć u boku cierpiących.

Rekolekcje, jakie przeżywa się w Taizé trwają tydzień, kto przyjeżdża tylko na tydzień uczestniczy w grupie „źródła wiary”, kto jest dłużej, po tygodniu może być w grupie ciszy lub pracy. W każdej grupie jest codzienne wprowadzenie biblijne prowadzone przez jed­nego z braci.

To miejsce pozwala lepiej zrozumieć uniwersalność Kościoła powszechnego. Spotka­nia z drugim człowiekiem to nie tylko modlitwa w kościele, ale wspólna praca, zaba­wa, rozmowy w małych grupach, które nie mają na celu przekonywania, ale wzajemne słuchanie, poznawanie nowych spraw, zrozumienie różnorodności Kościoła. Uczymy się nawzajem swojego sposobu życia, poznajemy kulturę innych narodów, uczymy się no­wych zabaw, chwalimy Pana każdy na swój sposób. Wzajemnie porozumiewamy się na płaszczyźnie duchowej. Spotkania takie mają prosty charakter zupełnie tak jak na po­czątku, gdy chrześcijanie spotykali się, gromadzili, odwiedzali wzajemnie, żeby sobie po­magać, wspierać się, trwać przy tym co najistotniejsze.

Brat Roger mówił: wracajcie i zapomnijcie o Taizé, w swoich środowiskach poszukaj­cie jak być źródłem pokoju, pojednania między ludźmi. Jan Paweł II odwiedzając Taizé powiedział: „Tu przychodzi się jak do źródła. Wędrowiec się zatrzymuje, gasi pragnienie rusza w dalszą drogę”.

     Od 1978 roku wspólnota organizuje coroczne Europejskie Spot­ka­nia Młodych, które odbywają się w dużych miastach naszego kon­ty­nentu. W Polsce ta­kie spotkania były już trzy razy.

Wdniu 16.08.2005 roku świat obiegła wiadomość o tragicznej śmierci brata Roge­ra. Do tragedii doszło podczas wieczornej modlitwy w Taizé. Przed ośmiu laty na swojego następcę brat Roger osobiście wybrał niemieckiego katolika brata Aloisa, który we wspól­nocie jest od 32 lat.

     W tym roku Pan powołał do wieczności drugiego Wielkiego Czło­wieka, który tak wiele zrobił dla budowania jedności między ludźmi.

     Kilka razy uczestniczyłam w rekolekcjach w Taizé i Europejskich Spotkaniach Młodych. Gdy patrzyłam na brata Rogera i słuchałam jego ciepłego i spokojnego głosu, zachwycała mnie prostota tego Wielkiego Człowieka, jego skromność, spokój, pokora. Z jego ciep­łych oczu spłynął na mnie ogrom miłości, to mogła być tylko Boża miłość. Choć było to dawno, to ciepło jest we mnie do dzisiaj. Po­czułam jak rozpala się coraz mocniej gdy podczas transmisji z po­grzebu Jana Pawła II brat Roger, który był protestantem, jako dzie­więćdziesięcioletni starzec na wózku inwalidzkim przyjmował komu­nię św. z rąk wtedy jeszcze kardynała Ratzingera. Brat miał zgodę na przyjmowanie Komunii św. w Kościele katolickim, który dopusz­cza przyjmowanie Komunii św. przez niekatolików, jeżeli może być pew­ny, że podzielają oni wiarę katolików. Oglądając transmisję z po­grzebu Jana Pawła II nie spodziewałam się, że za kilka miesięcy przy­jęcie przez brata Rogera Komunii św. będzie opisane prawie we wszystkich gazetach.

Brat Roger odszedł do Pana w Kościele Pojednania w męczeń­stwie, w modlitwie, otoczony braćmi ze wspólnoty i tysiącem mło­dych ludzi, którzy przybyli do źródła. Odszedł, ale jego miłość pozo­stanie w naszych sercach.

 

List kondolencyjny od Leviego, Rabina z Nowego Jorku

Drodzy Bracia z Taizé,

płaczę dzisiaj razem z Wami!

Kiedy Eliasz odchodzi do nieba na ognistym rydwanie, jego uczeń Elizeusz woła: „Ojcze mój! Ojcze mój! Rydwanie Izraela i jeźdźcze!” [2 Krl 2,12] Elizeusz nie może sobie wy­obrazić kto poprowadzi Izrael, kto będzie jego przewodnikiem. W następnym wersecie on sam podnosi płaszcz Eliasza. W tym momencie czuje się osierocony. Jak możemy ro­zumieć stratę Brata Rogera? Kto nas poprowadzi? Kto nada kierunek? Wezwani jesteś­my by stać się jak Elizeusz. Cóż za paradoks - w chwili, gdy czujemy się słabi i samot­ni - musimy być gotowi, by podnieść jego płaszcz, by podjąć jego spuściznę. Modlę się razem z wami, abyśmy wszyscy mieli siłę, mądrość, łagodność, cierpliwość i wiarę, by być godnymi nazywania się uczniami Brata Rogera. Pragnąłbym być z wami w tym cza­sie - wiedzcie jednak, że jestem z wami modlitwą i myślą.

Wasz brat,

Levi