Kobiecość

(197 - styczeń 2014)

z cyklu "Z Kopiej Górki"

Źródło pełne życia

Justyna, Magdalena, Grzesiek

2 października wraz z pozo­stałą dwójką wolontariuszy (przyjaciół) przyjechali­śmy na Kopią Górkę. Znamy się dobrze, razem posługujemy w Diecezjalnej Diakonii Wyzwo­le­nia w Białymstoku.

Kiedy zrodził się pomysł na roczny wolontariat? Po obronie licencjatu podjęłam decyzję, że trzeba zrobić przerwę w nauce i zastanowić się głębiej nad swo­im życiem, co do dalszego kie­runku studiów, powołania, itp… Posłu­gując na tegorocznym COM-ie, głównie w diakonii sło­wa, usły­szałam propozycję, czy ze­chcia­łabym przyjechać do Kro­ścienka na dłużej, właśnie w roli wolon­tariusza. Długo nie musiałam się zastanawiać. Wstępnie zadeklarowałam, że jestem w stanie opuścić rodzinne strony i po-sługiwać na rzecz Centrum. Bar­dzo ucieszyłam się, że Ruch, w którym jestem od młodości, daje możliwość za­czerpnięcia ze źró­dła, rozwoju, formacji, a jed­nocześnie umożli­wia też uczynie­nie daru z siebie dla innych.

Mam nadzieję, że ten rok, bę­dzie obfitował we wszelkie po­trzebne łaski.

Bądź uwielbiony Boże w Ru­chu Światło-Życie i w Słudze Bo­żym ks. F. Blachnickim!

Justyna

 

Dlaczego podjęłam roczną posługę w Centrum naj­lepiej zrozumie chyba każdy, kto kiedykolwiek tu choć chwilę posługiwał. Podczas tego­rocznej Centralnej Oazy Matki padło zaproszenie do takiej po­sługi ze strony ówczesnego Mo­deratora Centrum, ks. Macieja Krulaka, nastąpił czas na modli­twę, przemyślenie i podjęcie de­cyzji.

Po co to wszystko? Bo ko­cham to miejsce, bo to w tym miejscu zaczęła się moja przygo­da z Ruchem, bo tu jest moje Centrum, Centrum każdego członka Ruchu, o które każdy z nas w taki czy inny sposób po­winien się troszczyć. Źródło, przy którym można w każdej chwili zaczerpnąć. Od zawsze porywały mnie rzeczy szalone, pełne przygody, niespodzianek, wymagające wysiłku, pokonywa­nia swoich barier. Bez wątpienia roczna posługa i formacja w Cen-trum naszego Ruchu będzie, już jest, taką przygodą.

A mi pozostaje radość, że przez te kilka miesięcy mam szansę na włożenie kawałka sie­bie, podarowania jakiegoś odcin­ka mojego życia Ruchowi i właśnie temu miejscu, które ma byćźródłem pełnym życia. Mo­głam kontynuować studia, rozpo­cząć staż bądź pracę, robić dzie­siątki innych rzeczy. Po ludzku wybrałam rozwiązanie najgłup­sze z możliwych, jednak patrząc z innej perspektywy wierzę i już zaczynam to dostrzegać, że wy­brałam przy pomocy Ducha Świętego najlepsze i najbardziej potrzebne – nie tylko dla mnie – rozwiąza­nie.

Magdalena

 

2 października 2013 roku za­cząłem swoją posługę rocz­nego wolontariatu w Cen­trum Ruchu na Kopiej Górce. Po­krótce napiszę jak do tego do­szło.

Na tegoroczny COM przyje­chałem, aby otrzymać błogosła­wieństwo animatora. Wieczorem w dniu przyjazdu (nocowaliśmy w Grywałdzie, gdzie odbywają się oazy wakacyjne naszej diece­zji) czułem się strasznie rozbity i nie wiedziałem, co mam dalej ro­bić w życiu. Usiadłem do wie­czornej modlitwy, żeby porozma­wiać z Bogiem o całym moim ży­ciu oraz, żeby wskazał mi drogę, którą mam iść. Ale to nie była „normalna” modlitwa, był to ciągły płacz, żal połączony z wielką prośbą. Następnego dnia wybrałem się do kościoła w Krościenku i w trakcie tej podró­ży dalej modliłem się pro­sząc o to, żeby Bóg pokierował moim życiem. Po przyjeździe najpierw poszedłem porozma­wiać z kole­żanką, która zadała mi pytanie właśnie o przyjazd na roczny wolontariat do Krościen­ka. Od­powiedziałem: „Nie wiem. Muszę to przemodlić i porozma­wiać z rodziną i przyjaciółmi”.

Zaraz jednak pomyślałem, że nie muszę już rozmawiać, bo to jest dla mnie znak; przecież to Bóg ma kierować moim życiem, sam GO o to prosiłem.

Na wieczornym czuwaniu w Wigilię Zesłania Ducha Święte­go, podczas modlitwy o napeł­nienie Duchem Świętym, kolejny raz oddałem swoje życie Jezusowi i powiedziałem, że jeśli On tego chce, to ja się godzę na wszystko, co mi przygotował. Kiedy wróciłem do pokoju póź­nym wieczorem, napisałem smsa, że zgadzam się przyjechać na rok wolontariatu do Krościenka. Następnego dnia w niedzielę, około południa mieliśmy już wy­jeżdżać do domu. Wcześniej jed­nak zdążyłem zajść do Kaplicy Chrystusa Sługi i wszystko jesz­cze raz powierzyć Panu Bogu. Powiedziałem w duszy: „Jezu, je­żeli Ty chcesz, abym tutaj przyje­chał na ten rok, to pokieruj moi­mi sprawami tak, aby to wszyst­ko się udało”.

I tak wróciłem do domu, a życie toczyło się dalej. W wa­ka­cje wybrałem się do jezuitów na upragnione rekolekcje „Szkoła kontaktu z Bogiem”. To właśnie tam Bóg powiedział mi, po co to wszystko. Ostatniego dnia reko­lekcji wieczorem na adoracji przed Najświętszym Sakramen­tem usłyszałem słowa od Boga: „Jedziesz tam po to, abym mógł być w twoim życiu na pierwszym miejscu, ażeby nikt ani nic tobie Mnie nie przysłoniło”. Teraz już nie mogłem Bogu odmówić i miesiąc później zjawiłem się w Krościenku nad Dunajcem w Centrum Ruchu.

Po tych kilku tygodniach po­bytu na Kopiej Górce mogęśmiało powiedzieć, że ten czas nie będzie czasem straconym i Bóg będzie, a nawet już jest na pierwszym miejscu w moim życiu. Dlatego zachęcam, zaufaj Jemu w pełni i niech Bóg prowadzi Twoje życie, tak jak prowadzi moje, a na pewno nie będziesz tego żałował!

 

Grzesiek