W mocy Ducha Świętego

(206 - lipiec - wrzesień 2015)

z cyklu "Ze wszystkich narodów"

Ahoj, uwierz w Jezusa

Magda Roszak, Katarzyna Kutyła, Agnieszka, ks. Mariusz, Magdalena

W stolicy Czech w dniach 30 maja – 3 czerwca odbyła się ewangelizacja miasta pod hasłem „Dni wiary”. Na zaproszenie arcybiskupa Pragi wspólnoty chrześcijańskie na różny sposób i w różnych zakątkach Pragi dzieliły się swoją wiarą. Odbywały się modlitwy, koncerty, spotkania i ewangelizacje uliczne. Wśród ewangelizujących wspólnot był również Ruch Światło-Życie. Byliśmy grupą 50-60 osób z Czech, Słowacji i Polski. Najliczniejszą ekipą byli Słowacy.

Do ewangelizacji przygotowywaliśmy się przed południem na modlitwie w mocy Ducha Świętego oraz zajęciach praktycznych: katechezach, nauce śpiewu, pantomim, warsztatach o tym, jak skutecznie świadczyć.

Oaza zajęła kościół św. Krzyża w centrum miasta. Centralnym punktem każdego dnia była Eucharystia, sprawowana o godz. 15:30. Przed i po trwał program ewangelizacji ulicznej.

Zapiski z Pragi

Pan Bóg posyła Swojego Ducha i tworzy z nas jedno. Wielbienie, pantomimy ewangelizacyjne, taniec z flagami, świadectwa – to wszystko sprawia, że przechodzący obok ludzie zatrzymują się. Hillsongowy głos Wojty, który jest naszym głównym śpiewającym, przykuwa uwagę. Widząc zainteresowanie, podchodzimy i zaczynamy rozmowę. Jest bardzo wielu turystów ze wszystkich stron świata. Rozmawiamy z nimi w najróżniejszych językach. Czasem jedynym świadectwem jest promienny uśmiech i koszulka z napisem po czesku: „Jestem wierzący, ponieważ…”. Zdarza się, że przeżywamy odrzucenie, obojętność, wyśmianie. W niektórych osobach nasza koszulka wzbudza agresję.

Ojciec Jan, moderator czeskiej oazy, mówi, że ta odczuwalna jedność naszej ekipy to pierwszy owoc tego, co robimy. Drugim owocem będzie nawrócenie ludzi, których spotykamy oraz nasze nawrócenie. Nie można tego oczywiście zmierzyć, ale już widać, że ta ewangelizacja jest efektywna. Ludzie słuchają, zatrzymują się. Nie da się tego dokładnie policzyć, ale w ciągu czterech godzin zatrzymuje się przy nas kilkaset osób.

Marek, odpowiedzialny za organizację tego wydarzenia, zwraca uwagę na to, że siejemy ziarno – a właściwie przygotowujemy grunt pod zasiew – dla całego świata. Na ulicy spotykamy ludzi z najodleglejszych zakątków świata, od Kanady po Australię. Dajemy im jakiś impuls i z tym oni odchodzą. Co dalej będzie, zostawiamy Bożej łasce.

Otrzymaliśmy takie poznanie dla naszej wspólnoty ewangelizacyjnej, że naszym pierwszym zadaniem jest oddawać chwałę Panu. To wystarczy.

Franciszek, 18-letni oazowicz i harcerz ze Słowacji, mówi: „To jest piękne, że udało nam się zjednoczyć w jednej wspólnocie, chociaż pochodzimy z różnych krajów. Przeżywamy w tym wielką radość i pokój”.

Inny Słowak Ogi, który właśnie przygotowuje się do rocznego wolontariatu misyjnego w Angoli, również podkreśla siłę wspólnoty, jaką tworzymy. To radość z Ducha Świętego.

Magda Roszak 

Świadectwa

Udział w Dniach Wiary w Pradze był dla mnie ogromnym prezentem od Boga. Międzynarodowa wspólnota, w której był obecny Pan Jezus, codzienne poranne modlitwy, posiłki czy wolny czas były dla mnie świadectwem obecności Bożej. Nauczyłam się, że każdą czynność powinnam wykonywać przede wszystkim z zapleczem modlitewnym. Zwykłe czynności, takie jak machanie flagą czy niesienie liter powinny być otoczone modlitwą – dzięki temu osoby, które na mnie patrzą, mogą zobaczyć Chrystusa właśnie w tak prostych rzeczach. 

Za wszystko, co się wydarzyło, należy uwielbiać naszego Pana. Duch Święty pozwolił przełamać barierę językową i strach przed rozmową z ludźmi ze wszystkich zakątków świata. Niesienie Dobrej Nowiny i zasianie ziarenka Prawdy w każdym spotkanym człowieku jest tylko rozpoczęciem przygody poszukiwania Chrystusa. To właśnie On pokazał mi, że nie tylko krańce świata potrzebują niesienia Chrystusa, ale także nasi sąsiedzi.

Karolina Kutyła

Nasz pobyt w Pradze podczas akcji ewangelizacyjnej miał pokazać wszystkim wątpiącym i niewierzącym, że Jezus nadal żyje, a co najważniejsze – działa. Od samego rana oddawaliśmy Bogu chwałę i prosiliśmy Go o dobre owoce. Śpiewy, tańce, pantomimy przyciągały przechodniów, a my rozmawialiśmy z tymi, którzy zatrzymywali się na dłużej, rozdawaliśmy ulotki. Wielu ludzi chciwie pochłaniało każde nasze słowo. Widać było, że szukają, najczęściej nie uciekali przed konfrontacją.

Jeden z Czechów, bezrobotny i schorowany człowiek, rozmawiał ze mną pół godziny, potem tak samo długo z pewnym Słowakiem, słuchał, jak śpiewaliśmy. Widziałam w nim owcę, która się zagubiła, ale dała się odnaleźć. Wieczorem prosiłam Boga za niego, za wszystkich ludzi, z którymi rozmawialiśmy. Prosiłam też o Słowo, a gdy otworzyłam Biblię, natrafiłam na fragment: „Przełożony synagogi, Kryspus, uwierzył w Pana z całym swym domem, wielu też słuchaczy korynckich uwierzyło i przyjmowało wiarę i chrzest”. Wierzę, że Pan otworzył serce tego człowieka i wielu innych. Wierzę, że ziarno zostało zasiane!

Agnieszka

Na Dni Wiary do Pragi dotarliśmy w środę wieczorem. Powitały nas uśmiechnięte, zasadniczo oazowe twarze, czesko-słowacko-polskich ewangelizatorów. Od razu poczuliśmy się jak w domu. Wspólna modlitwa i ewangelizacja na ulicach Pragi była bardzo dobrym doświadczeniem. 

Czymś, co najbardziej poruszyło moje serce, było wyjście po Mszy św. z Jezusem Eucharystycznym na krótką adorację na deptak. Piękna asysta i ponad setka uczestników Eucharystii wychodzi na ulicę i w pokorze klęka przed Panem pośród tłumu ludzi śpieszących w swoją stronę. To mocny znak i takie nowe spojrzenie na procesję Bożego Ciała.

ks. Mariusz

Przestałam się bać używać imienia Jezus z zwyklej rozmowie. Namacalnie czułam z każdym przeżytym spotkaniem, jak towarzyszące temu zwykle zażenowanie odchodzi w dal. Do tego stopnia, że kiedy wsiadałam o północy do Polskiego Busa i pan kierowca przywitał mnie słowami: „no, chociaż jedna osoba uśmiechnięta”, odpowiedziałam spontanicznie z bananem na twarzy: „a jakże, wracam przecież z ewangelizacji Pragi!”

Ze Słowacji przyjechały osoby z Oazy oraz ze wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym „Marana Tha”. Trzeba się nam od nich uczyć zapału, otwarcia na Ducha, radości, prostoty i wiary. Zbieramy się, by robić COŚ dla szerzenia Królestwa Bożego na ziemi i chcemy robić to w pełni profesjonalnie i nowocześnie, a jednocześnie z pokorą, że to Jezus działa, nie my.

Jadąc do Pragi nie wiedziałam, do czego się przydam. Ani razu nie podeszłam do mikrofonu. Odkryłam, że moim zadaniem w tym czasie było stać na skwerze w pobliżu „występujących” ewangelizatorów i inicjować rozmowy z ludźmi. Czyli nagabywać? Nie przeczę  Promienny uśmiech, „ahoj” lub „hello” – czyli alleluja i do przodu! Wiecie, dlaczego nie ma lęku? Bo jest tak silne przeżycie wspólnoty, która za mną stoi – braci i sióstr, którzy tak jak ja wierzą CAŁYM SERCEM w Jezusa Chrystusa, oraz jest świadomość, że osoba, którą spotykam, jest mi zadana przez Pana i że jestem Jego narzędziem. On puka do jej serca posługując się moim słowem i mową ciała. Może to jedyna taka okazja w jej życiu, by imię Jezus wybrzmiało. Czasem marne z nas narzędzie, gdy np. zawodzą umiejętności lingwistyczne. Tym bardziej On może wtedy działać. Gdy ktoś odejdzie rozsierdzony, inny spojrzy z politowaniem, a jeszcze inny w głos wyśmieje – to wszystko było! – tym bardziej z miłością polecam tę osobę Panu, aby On sam dotykał jeszcze zamkniętego serca.

A czy są z tego owoce? Kilka razy widziałam łzy w oczach. Kilka osób prosiło o modlitwę. No i najmocniejsze dla mnie spotkanie z pewnym nauczycielem akademickim z Iranu, któremu przed ponad godzinę wykładałam nie przesadzając wszystkie najważniejsze prawdy naszej wiary. Chłonął te treści, robił notatki, zadawał pytania. Dzień wcześniej miałam trudną rozmowę w języku angielskim z pewnym panem z Łotwy – o fragmentach Biblii dyskutowaliśmy nie mając niestety egzemplarza Biblii pod ręką. Pan wsączał mi wszelkiego typu herezje. Czułam się atakowana w przemyślny sposób, na co mogłam odpowiedzieć jedynie wersetem z ewangelii z tego dnia: „jesteś w wielkim błędzie”. Następnego dnia w „przypadkowej” rozmowie z o. Janem okazało się, że ma on Biblię po angielsku, którą mi pożyczył. Chodziłam z nią dumnie po deptaku i przydała się niezwykle do rozmowy z moim Irańczykiem. Z każdym jego pytaniem przychodził mi na myśl jeden konkretny fragment. Ten człowiek szukał prawdy i chciał przy pomocy rozumu do niej dotrzeć. Na końcu rozmawialiśmy o wizerunku twarzy Jezusa, który powstał z negatywu Całunu Turyńskiego. Ostatecznie trafiliśmy do kościoła, który znajdował się obok naszego miejsca ewangelizacji ulicznej, przy ulicy Na Přikope, ponieważ w tym kościele znajduje się duży wizerunek negatywu Całunu oraz mała wystawa na ten temat.

Magdalena