Bioetyka

(175 - listopad - grudzień 2010)

Akt miłości

Krzysztof Jankowski

Czy katolicy mogą leczyć niepłodność?

Przypadki przywrócenia płodności w Piśmie Świętym stawały się okazją do wychwalania Boga (1 Sm 2, 1-10). Troska o powrót do zdrowia człowieka chorego wynika chociażby z przykazania miłości. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy:

Życie i zdrowie fizyczne są cennymi dobrami powierzonymi nam przez Boga. Mamy się o nie rozsądnie troszczyć, uwzględniając potrzeby drugiego człowieka i dobra wspólnego (p. 2288).

Dlaczego zatem Kościół stoi na stanowisku, że sztuczne techniki ludzkiej prokreacji są nie do zaakceptowania?

Żyjemy w czasach, gdzie pomieszanie pojęć stało się poważnym problemem w komunikacji społecznej. Dobrym tego przykładem są zagadnienia dotyczące przekazywania życia i jego początków. I tak biotechnologie, które nazywa się metodami leczenia bezpłodności, z leczeniem niewiele mają wspólnego. Wprawdzie przyczyniają się do tego, iż niektórzy małżonkowie mogą cieszyć się potomstwem, jednak tak naprawdę problem bezpłodności pozostaje. Technologie te nie mogą zatem pretendować do miana leczenia niepłodności. Są co najwyżej sztucznym sposobem „uzyskiwania” tego potomstwa. A nawet najbardziej szlachetny cel nie usprawiedliwia stosowania przez człowieka niegodziwych środków (por. KKK. 1753). Żyjemy w czasie, w którym postęp technologiczny stwarza możliwości, które w znaczący sposób wpływają na jakość naszego życia. W tym właśnie kontekście trzeba podkreślić, że nie wszystko, co technicznie jest możliwe do wykonania jest przez to godziwe. Co więcej mówi się o pokusie „przekroczenia granic rozumnego panowania nad naturą” (instrukcja Kongregacji Nauki Wiary, Donum vitae, wstęp, p. 1), w efekcie czego możemy stać się ofiarami własnych poczynań.

Co niegodziwego jest w sztucznej prokreacji? Mógłby ktoś rzec, że gdy człowiek traci zdolność samodzielnego oddychania, oddycha za niego aparatura. Ona również nie leczy a zastępuje człowieka. A przecież nikt nie podważa godziwości takich poczynań. Trzeba zauważyć, że aparatura ta ratuje życie człowieka, a to jest czymś innym aniżeli powoływanie do istnienia nowej istoty. Przede wszystkim jednak sfera płciowa a wraz z nią przekazywanie życia jest czymś zasadniczo różnym od pozostałych procesów życiowych (np. oddychania, odżywiania się). Przekazywanie życia ludzkiego ma być aktem osobowym i świadomym, i jako takie podlega najświętszym prawom Bożym, które są niezmienne i nienaruszalne.

Taki akt osobowy jest wewnętrznym zjednoczeniem miłości małżonków, którzy dając się sobie całkowicie, przekazują życie. Jest to jedyny i nierozdzielny akt, równocześnie jednoczący i prokreacyjny, małżeński i rodzicielski. Ten akt będący wyrazem wzajemnego daru, który zgodnie ze słowami Pisma Świętego sprawia, że będą oboje jednym ciałem, stanowi centrum zapoczątkowujące życie (Karta Pracowników Służby Zdrowia wydana przez Papieską Radę ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia, p. 21).

Zauważmy, że to mocne obwarowanie etyczne sfery przekazywania życia dotyczy człowieka i wypływa z godności jaką jesteśmy obdarzeni.

Sztuczne zapłodnienie a akt małżeński

Mając świadomość, że akt małżeński ze wszystkimi swoimi funkcjami i celami jest jedyną uprawnioną przestrzenią zaistnienia nowego życia należy zapytać, czy w przypadku sztucznej prokreacji ta przestrzeń zostaje zachowana. Metoda ta polega na połączeniu z plemnikami pobranych od kobiety komórek jajowych a następnie przeniesieniu powstałych zarodków do jamy macicy. Jeśli dawcami gamet męskich i żeńskich są rodzice, którzy starają się o dziecko, wówczas mówimy od sztucznym zapłodnieniu homologicznym. W przypadku, gdy jedne z gamet pochodzą od dawcy spoza małżeństwa mamy do czynienia z zapłodnieniem heterologicznym. Zapłodnienie pozaustrojowe in vitro zarówno homo- jak i heterologiczne jest więc techniką „pozyskiwania” życia poza aktem małżeńskim. Co więcej, sztuczne zapłodnienie heterologiczne „sprzeciwia się jedności małżeńskiej, godności małżonków, właściwemu powołaniu rodziców oraz prawu dziecka do poczęcia i urodzenia się w małżeństwie i z małżeństwa” (Donum Vitae, II, p. 2). Lista wątpliwości i zagrożeń, które wiążą się z in vitro jest długa. Można tu przywołać bardzo poważny problem „nadliczbowych” istnień ludzkich i ich przeznaczenia, w tym zamrażanie i unicestwianie embrionów; narażanie przyszłego dziecka na wady rozwojowe; wysoki procent poronień; zagrożenie dla relacji małżeńskich; stosowanie radykalnej eugeniki; uprzedmiotowienie osób; realna pokusa panowania nad życiem i śmiercią… one wszystkie nie mogą być pomijane tylko dlatego, że cel jest szlachetny.

Nawet gdybyśmy się doczekali chwili, w której nie będzie problemu nadliczbowych embrionów a rozwój technologii umożliwi działania precyzyjne o jak najmniejszym ryzyku dla dziecka i matki, to i tak oddzielenie sfery przekazywania życia od aktu małżeńskiego będzie nieuporządkowanym działaniem, które deprecjonuje naszą godność jako osoby.

Od zapłodnienia pozaustrojowego (in vitro) odróżnia się zapłodnienie wewnątrzustrojowe, które określa się terminem sztucznej inseminacji (in vivo). W przypadku sztucznego unasienienia zapłodnienie dokonuje się w ciele kobiety. Polega ono na wprowadzeniu spermy mężczyzny do żeńskich organów rozrodczych. Sztuczna inseminacja doczekała się kilku odmian. Jedna z nich polega na wprowadzeniu męskiego nasienia do jajowodu kobiety za pomocą laparoskopu. Istnieje również sposób polegający na pobraniu dojrzałej komórki jajowej i umieszczenie jej w jajowodzie, plemniki wprowadza się natomiast drogą przezpochwową. Znana jest także metoda polegająca na równoczesnym wprowadzeniu (tą samą drogą) gamet męskich i żeńskich do macicy. Można również wstrzyknąć gamety do jamy otrzewnej, a gdy dochodzi do zapłodnienia zygoty zostają umiejscowione w ujściu brzusznym jajowodu, po czym trafiają do macicy. Przywołane tu sposoby sztucznego unasienienia również nie spełniają funkcji pomocniczości względem aktu małżeńskiego, są natomiast jego technicznym zastąpieniem.

Czy nie popadamy tu w jakieś hołdowanie literze prawa? Czy faktycznie powoływanie do życia dzieci poza aktem małżeńskim jest jakimś zagrożeniem dla ludzkiej godności? W zasadach etycznych jest granica, której przekroczenie generuje dalszą dezintegrację osobową. Tą granicą jest zerwanie osobowej więzi z Bogiem. Więź zostaje zerwana wtedy, gdy człowiek bardziej umiłuje dobro stworzone od Stwórcy, albo swoje „ja” postawi nad „Ja” Boga. A taką jest sytuacja, gdy pragnienie przyjęcia potomstwa zostaje zastąpione postawą domagania się dziecka jako czegoś, co mi się należy. Wówczas dziecko zostaje pozbawione niezbywalnego prawa do zaistnienia we właściwym akcie miłości małżeńskiej jego rodziców. I tu trzeba powiedzieć, że jakkolwiek pragnienie dziecka jest czymś naturalnym i wpisanym w miłość małżeńską to „małżeństwo nie przyznaje jednak małżonkom prawa do posiadania dzieci, lecz tylko prawo do podjęcia takich aktów naturalnych, które same przez się są przyporządkowane przekazywaniu życia” (Donum Vitae, II, p. 8). Gdy poruszane są kwestie technik przekazywania życia, trzeba przywołać dwie wartości, które stanowią kryterium wartościowania: „życie istoty ludzkiej powołanej do istnienia i wyłączność jego przekazywania w małżeństwie” (Donum Vitae, wstęp, p. 4).

Troska o przywrócenie płodności

Inaczej z etycznego punktu widzenia postrzega się te działania, które mają na celu przywrócenie płodności parze małżeńskiej: „Każdy środek i każda interwencja lekarska, jeśli chodzi o prokreację, powinna mieć funkcję pomocniczą i nigdy nie może zastępować aktu małżeńskiego” (Karta Pracowników Służby Zdrowia, p. 22). „Zachęca się ludzi nauki do kontynuowania ich badań prowadzących do wyeliminowania różnych przyczyn niepłodności czy też do jej wyleczenia, aby małżonkowie bezpłodni mogli stać się płodnymi przy zachowaniu ich godności osobowej oraz godności dziecka” (Donum Vitae, II, p. 8). I tak hormonalne leczenie niepłodności, chirurgiczne leczenie endometriozy, udrożnienie jajowodów albo mikrochirurgiczne przywrócenie ich drożności można uznać za dopuszczalne z punktu widzenia poszanowania godności ludzkiej – o ile w wyniku ich zastosowania akt małżeński na powrót prowadzi do przekazania życia i jeśli bezpośrednio w jego przebieg nie interweniuje lekarz (instrukcja Kongregacji Nauki Wiary, Dignitas Personae, p. 13). Również użycie środka technicznego, który nie zastępowałby aktu małżeńskiego a jedynie służyłby jako „ułatwienie i pomoc do osiągnięcia jego naturalnego celu” (Dignitas Personae, p. 12) jest działaniem godziwym. Warunek ten spełnia m.in. metoda LTOL (Low Tubal Oocyte Transfer). Polega ona na transferze żeńskiej komórki jajowej (pobranej z jajnika) do jajowodu. Stosuje się ją w przypadku, gdy procesy chorobowe uniemożliwiają samoistne uwolnienie się komórki jajowej z jajnika. Technika LTOL, choć jest sztuczną odmianą zapłodnienia wewnątrzustrojowego, spełnia jednak warunek pomocniczości i nie zastępuje aktu małżeńskiego, a jedynie sprawia, by mógł on być płodny.

Troska o poszanowanie wyjątkowej przestrzeni, w której Bóg zaprasza małżonków do współudziału w przekazywaniu życia domaga się odpowiedniego podejścia również na gruncie medycznym. W tej perspektywie z nadzieją się patrzy na rozwój naprotechnologii, która stawia sobie za cel leczenie niepłodności przy jednoczesnym zachowaniu godności człowieka i poszanowaniu wyjątkowej sfery przekazywania ludzkiego życia. Przy odpowiednim zainteresowaniu się środowisk medycznych możliwościami, jakie niesie między innymi naprotechnologia, jest duża szansa, że właśnie leczenie, diagnozowanie i szukanie przyczyn niepłodności zastąpi techniki sztucznej i tym samym pozbawionej ludzkich cech prokreacji.

Umiejętność towarzyszenia

Trzeba jednak podkreślić, że nawet przy najbardziej zaawansowanych metodach leczenia będziemy spotykać się z niemożnością przywrócenia płodności. Takie sytuacje są ciężką próbą dla małżonków. Powinno to obudzić w nas pragnienie rozumnego i wrażliwego towarzyszenia tym, którzy cierpią z powodu bezpłodności. Krzywdzące są pochopne sądy i oceny osób trzecich. Niejednokrotnie już same próby poszukiwania odpowiedzi, po czyjej stronie leży przyczyna bezpłodności stają się przyczyną napięć i konfliktów.

Podsumowując należy stwierdzić że ani pozaustrojowe zapłodnienie heterologiczne, ani sztuczne zapłodnienie homologiczne nie przywracają naturalnej zdolności przekazywania życia w akcie małżeńskim rodziców ale są technikami wymuszającymi zaistnienie nowej istoty poza tym aktem i jako takie nie mogą zostać zaakceptowane. Jednocześnie działania zmierzające do usprawnienia funkcji przekazywania życia w akcie małżeńskim z poszanowaniem godności małżonków i nowopoczętej istoty są godziwe i pożądane.

Trudno jest w jednym zdaniu zamknąć odpowiedź na postawione w podtytule pytanie, ale jeśli miałbym taką sformułować brzmiałaby ona następująco: Katolik z niepłodności leczyć się może i powinien, nie powinien natomiast wymuszać zaistnienia nowej osoby ludzkiej poza aktem małżeńskim. Ponieważ godność ludzka jest powszechną i uniwersalną wartością zasada jej poszanowania w procesie przekazywania życia powinna być przejrzysta także dla środowiska niechrześcijańskiego.