Sakramenty

(196 - listopad - grudzień 2013)

z cyklu "Perły liturgii"

Błagam o modlitwę

Agnieszka Dzięgielewska

Modlimy się za siebie nawzajem, zamawiamy Msze św. za zmarłych i w intencjach życia codziennego, podejmujemy dzieło Krucjaty Wyzwolenia Człowieka czy inne umartwienia. Ale właściwie jak to działa?

Można przytaczać wiele obrazów ukazujących istotę modlitwy wstawienniczej. Najtrafniejszy jest chyba obraz ojca rodziny, którego dzieci bardzo proszą o jakiś prezent dla rodzeństwa – często odmawiając sobie jakiejś przyjemności (tatusiu, kup Piotrusiowi piłkę, on tak bardzo o niej marzy, a ja nie potrzebuję nowej lalki) czy po prostu nudząc na każdym kroku (ale tatoooo…). Jest to obraz bardzo prosty, nie oddający oczywiście wszystkich aspektów modlitwy wstawienniczej, ale pomagający uświadomić sobie, czym jest wymiana darów duchowych. Na początku trzeba jednak mocno podkreślić, że nie ma ona nic wspólnego z handlem z Panem Bogiem (proszę o tę łaskę w zamian za trzy różańce). Boża łaska nie jest również skończona, umartwienie nie polega na tym, że musimy zrezygnować z czegoś dlatego, że łaski mogło by nie wystarczyć dla wszystkich. Pan Bóg nie jest też tyranem, czerpiącym satysfakcję z naszych umartwień i nagradzającym zadających sobie cierpienie.

Kluczem do zrozumienia sensu modlenia się za siebie nawzajem, jest słowo MIŁOŚĆ. Ojciec rodziny wie, że dzieci proszące o prezent dla rodzeństwa nie próbują go przekupić, ale odwołują się do jego miłości. Sam Bóg posłużył się tą alegorią tłumacząc nam, na czym polega Jego miłość ("Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona?" - Łk 11,11-12). Dzieci wstawiające się za rodzeństwem nie czynią tego również z wyrachowania czy oczekiwania przyszłych korzyści, ale przez miłość, troskę, dostrzeżenie potrzeb i problemów drugiej osoby.

Sensem modlitwy wstawienniczej jest kształtowanie dyspozycji osoby, za którą się modlimy, do przyjęcia Bożej łaski – która jest darmowa i dostępna dla każdego, kto tylko będzie chciał z nią współpracować. Chodzi więc nie o „zmiękczenie” Pana Boga, ale człowieka. Modlitwa ma obudzić w człowieku pragnienie przyjęcia tego, czego Bóg chce mu udzielić. Zwrócenie się do Tego, który jest Dawcą, uzmysławia jasno, że wszystkie dary pochodzą od Niego. Potrzebne jest słuchanie osoby, która o modlitwę prosi (lub nie prosi, ale jej potrzebuje) i powierzanie jej Bogu – tylko On wie, w jaki sposób chce działać w życiu swoich dzieci. Ważne jest przedstawienie Mu intencji, sytuacji danej osoby. A sposoby działania należą do Niego.

W liturgii mamy wiele pięknych momentów, kiedy jest czas na taką właśnie modlitwę – szkoda, że nie zawsze w pełni je wykorzystujemy. Warto przyjrzeć się z miłością prośbom naszych braci i sióstr.

„Błagam cię o modlitwę za mnie” – czy moglibyśmy odmówić takiej prośbie znajomego ze wspólnoty? A gdyby poprosił o nią ktoś obcy, zaczepiając nas w kościele? A kiedy ludzie proszę w czasie Eucharystii „Błagam (…) was, bracia i siostry, o modlitwę za mnie do Pana, Boga naszego” (spowiedź powszechna) – to ile razy świadomie podejmujemy modlitwę za tych, którzy o nią proszą? Również sami musimy pamiętać, że w tych samych słowach i my błagamy braci o modlitwę za nas, grzeszników. Minimalną odpowiedzią na to błaganie o modlitwę jest „amen” wypowiedziane po modlitwie kapłana „niech się zmiłuje nad nami Pan Bóg Wszechmogący…” – ale niech to będzie „amen” świadome i pełne miłości.

Bardzo czytelnym momentem zanoszenia za siebie nawzajem próśb jest czas modlitwy powszechnej – czy to na Eucharystii, czy w czasie Liturgii Godzin lub nabożeństw. Warto wsłuchać się w intencje, w jakich Kościół prosi nas o modlitwę, i zachować je w sercu nieco dłużej, niż tylko przez chwilę potrzebną na wypowiedzenie słów „wysłuchaj nas, Panie”. Gdyby papież poprosił osobiście o modlitwę, prawdopodobnie – zachwyceni, zaszczyceni i zawstydzeni – trwalibyśmy godzinami na kolanach. A tu prosi nas kapłan, ale w imieniu całego Kościoła! Modlitwa w intencjach podanych w czasie Mszy świętej jest jednym z elementów jej oddziaływania na całe nasze życie, jednym ze sposobów łączności Eucharystii z życiem codziennym tych, którzy w niej uczestniczą.

Modlitwa Eucharystyczna zawiera w sobie, mniej lub bardziej rozbudowany, element modlitwy prośby za żywych i za zmarłych. Z reguły staramy się wtedy pamiętać o naszych najbliższych zmarłych i sprawach życia codziennego naszych bliskich. Piękną praktyką jest przychodzenie na Eucharystię z własną intencją, obejmującą tych właśnie, o których los się troszczymy. Żadna inna modlitwa, żadne umartwienie czy ofiara, nie mogą się równać z Darem Eucharystii, gdzie Kapłanem i Ofiarą jest sam Chrystus. Ludziom nie został dany potężniejszy sposób jednoczenia się z Bogiem. Dlatego każda Eucharystia, w czasie której nie pamiętamy o modlitwie wstawienniczej za żywych i zmarłych braci, jest straconą szansą, niewykorzystaną okazją do czerpania ze źródła Bożego miłosierdzia. Nie można zapominać o intencji Eucharystii. Skoro ktoś z bliźnich prosi nas wszystkich o modlitwę w jakiejś intencji, nie godzi się, aby modlił się tylko sam kapłan sprawujący Eucharystię.

Szczególny wymiar ma modlitwa za dusze czyśćcowe i proszenie ich o wstawiennictwo – jest to wyrazem miłości i miłosierdzia względem nich. Dusze te nie mogą już modlić się same za siebie – dlatego są zależne od naszej pamięci. Ale więcej na ten temat będzie w następnym odcinku „Pereł liturgii”.