W mocy Ducha Świętego

(206 - lipiec - wrzesień 2015)

Budować środowisko wiary

rozmowa z ks. Markiem Sędkiem

Rozmowa z Moderatorem Generalnym Ruchu Światło-Życie

Wieczernik:Co fascynuje Księdza w Ruchu Światło-Życie?

ks. Marek Sędek: Najbardziej, że jest to sposób na wprowadzenie ludzi w chrześcijaństwo. Ruch tworzy środowisko żywej wiary, w którym mamy doświadczenie Kościoła od najlepszej strony. Ruch wprowadza też w życie duchowe, daje fundamenty, na których można budować powołanie do kapłaństwa, do małżeństwa, do życia konsekrowanego, powołanie do zaangażowania w działalność polityczną, społeczną czy jakąkolwiek inną.

Chcę podkreślić, że to doświadczenie, która ja osobiście pamiętam od lat siedemdziesiątych poprzedniego wieku, nic nie straciło na aktualności. Na tym polegał geniusz założyciela, ks. Franciszka Blachnickiego, który potrafił oprzeć Ruch na takich dobrych fundamentach teologicznych, że do dnia dzisiejszego jest żywą wspólnotą wprowadzającą w doświadczenie wiary.

W.:Jakie są największe wyznania dla ruchu oazowego w coraz bardziej zlaicyzowanym współczesnym społeczeństwie?

ks. M.S.: Dokładnie takie. Skoro społeczeństwo jest coraz bardziej zlaicyzowane, więc głównym zadaniem Ruchu jest przekazywanie żywej wiary, pokazywanie na czym polega istota wiary, istota życia duchowego. To powinno dziać się przede wszystkim przez tworzenie żywych wspólnot Kościoła, bo wiara rozwija się w środowisku wiary. Sobór Watykański II powiedział: „Spodobało się Bogu zbawiać ludzi nie pojedynczo, ale z utworzyć z nich lud”. Jeśli nie będzie wspólnot, to przegramy w konfrontacji ze światem 

Uważam więc, że absolutnie priorytetem jest ewangelizowanie ludzi, formowanie ich do dojrzałości chrześcijańskiej i tworzenie żywych wspólnot Kościoła.

W.:W ostatnich latach zaczęło powstawać w Ruchu coraz więcej wspólnot dorosłych. Jak Ksiądz widzi miejsce oazy dorosłych w Ruchu?

ks. M.S.: Odpowiedź na to pytanie chciałbym zacząć niejako od innej strony. Uważam, że to nie musi być tak, że moderator generalny ma wizję, jakiś pomysł i wszyscy muszą się dostosować. To ks. Blachnicki miał wizję, pomysł i wszyscy się dostosowali, ale on też zbierał ludzi, dyskutował, razem zastanawiali się, wykuwali tę wizję. Chciałbym pełnić taką posługę, że zbieram różne środowiska kapłanów praktyków, ale też teologów i oczywiście również liderów świeckich i razem dyskutujemy, zastanawiamy się, wypracowujemy wizję. Mam nadzieję, że dzięki temu będzie można unikać różnych niepotrzebnych napięć. 

Jeśli natomiast chodzi o zaangażowanie dorosłych, to jest to oczywista sprawa w odniesieniu do osób nie żyjących w małżeństwie. Są też osoby, które żyją w małżeństwie, ale ich współmałżonkowie nie chcą uczestniczyć w Ruchu. Dziś coraz bardziej widać, że jest potrzeba, aby tworzyć wspólnoty dla osób pojedynczych. Wskazywał na to o. Adam Schulz na spotkaniach diecezjalnych koordynatorów ruchów kościelnych, w których uczestniczyłem. Trzeba więc wypracować formułę spotkań i formacji dla takich osób dorosłych.

Natomiast dla małżeństw jest w Ruchu formacja Domowego Kościoła. Naszym modelem jest zaangażowanie całych małżeństw i całych rodzin. Tej formacji nie można deprecjonować, nie może ona zejść na dalszy plan. Powinniśmy więc cały czas promować zaangażowanie małżonków. Zarazem jednak musimy dawać szansę tym, którzy z różnych powodów, nawet żyjąc w związkach małżeńskich nie mogą być w Domowym Kościele.

Jednym z rozwiązań, które stosujemy w diecezji warszawsko-praskiej jest permanentna szkoła animatora. Jest ona trzystopniowa, pierwszy stopień trwa ok. dwóch lat, drugi często trzy lata. Natomiast nie jest określone, jak długo trwa trzeci stopień. Ma to być takie permanentne środowisko trwania we wspólnocie. Na poziomie diakonii każdy znajduje specjalistyczne zaangażowanie, ale środowiskiem rozwoju życia duchowego dla niego jest właśnie szkoła animatora.

W.:Mam poczucie, że temat formacji permanentnej, tego że każdy powinien mieć swoje środowisko wzrostu jest zaniedbywany – ciągle nie ma tej świadomości, że na III stopniu się nie kończy.

ks. M.S.: Tutaj trzeba również zobaczyć pewien problem. Jeśli ktoś przeszedł formację podstawową i nie znalazł zaczepienia w jakiejś diakonii, to warto postawić pytanie, o co mu chodzi. W psychologii wskazuje się na postawę osób, które mimo dorosłego wieku myślą jak dzieci. Może też być takie zjawisko być w Ruchu, że ktoś przeszedł przez formację podstawową i nigdzie nie odnalazł się w służbie.

To jest bardzo istotny wymiar formacji permanentnej – dokształcać się. Ale to dokształcanie się jest już nie ogólne, ale związane z konkretnym zaangażowaniem. Bo każdy z nas ma służyć – społeczeństwu, Kościołowi, ma służyć jakiemuś wymiarowi życia.

Są tacy ludzie, którzy byli w Oazie, potem w Odnowie, w Neokatechumenacie, a teraz bywają często na spotkaniach charyzmatycznych zagranicznych kaznodziei przyjeżdżających do Polski. Ludzie, którzy nigdzie się nie zakorzenili, nigdzie nie odnaleźli miejsca dla służby, ciągle im mało i ciągle próbują się formować. Jest tutaj jakiś defekt – w ich psychice, duchowości, w ich rozwoju. To jest coś nienaturalnego, jeśli człowiek przez całe życie chce być takim poszukującym.

W.:To jest też problem w kręgach Domowego Kościoła – niektóre pary nie kończą formacji świadomie, bojąc się, że będą proszone o służbę.

ks. M.S.: Niestety zjawisko unikania służby w mniejszym czy większym stopniu pojawia się w różnych miejscach. Na trzecim stopniu dla młodzieży prowadziłem ostatnio taki eksperyment: „Proszę odliczyć do trzech, trójki wstają. Statystycznie tylko wy za rok pojedziecie na oazę. A wy nie pojedziecie. Dlaczego nie pojedziesz w przyszłym roku na oazę?” I okazuje się, że oni mówią: „Właściwie nie zamierzam pojechać na oazę, uważam, że to się skończy, to była formacja, chciałem dokończyć, mieć załatwione”. Prowokuję ich do rozmowy 

Służba może być bardzo szeroko rozumiana, ona nie musi być skierowana do wewnątrz Ruchu, może być skierowana na zewnątrz. 

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku"