Finanse - nasze, Kościoła, Ruchu

(142 - luty - marzec 2006)

Centessimus annus

Marcin Staniewski

Wolny rynek jest najbardziej skutecznym narzędziem wykorzystania zasobów i zaspokajania potrzeb

Kiedy chodziłem do liceum, po przełomie roku 1989, jednym z moich cichych marzeń było założenie i prowadzenie własnej firmy. Nie traktowałem tego jako głównego celu życia, przeciwnie, jakiś czas po maturze doszedłem do wniosku, że swojej firmy pewnie nigdy nie będę miał, ale takie marzenia z młodości człowiekowi nie­raz towarzyszą. Jakiś czas później, w czasie jednej z Kongregacji Odpowie­dzialnych słu­chałem bardzo ciekawej konferencji na temat encykliki Jana Pawła II Cente­simus an­nus poświęconej katolickiej nauce społecznej. Przemawiający koncentrował się na wyło­żo­nych w encyklice zasadach zaangażowania chrześcijan w działalność gospodar­czą, spo­łeczną i polityczną. Pomyślałem wtedy, że gdybym kiedyś wymarzoną firmę zało­żył, to wypadałoby przeczytać Centesimus annus, do czego między innymi ów mówca za­chę­cał. Moje życie potoczyło się dalej, sporo się zmieniło i gdzieś w środku minionej je­sieni założyliśmy z żoną swoją firemkę. A pod koniec listopada dostałem e-mail z prośbą oł na temat encykliki Centesimus annus. Oczywiście nie odmówiłem, kupiłem małą błękitną książeczkę i przeczytałem ją. W sumie się cieszę, że przeczytałem ją dopiero teraz, gdy czuję, że jej treść w wielu punktach dotyka moich codziennych problemów.

Encyklika omawia spojrzenie Kościoła na aktualne problemy społeczne, gospodarcze i polityczne. W teologii jej treść zalicza się do dziedziny zwanej katolicką nauką społeczną - jest jednym z najważniejszych jej dokumentów. W mało której dziedzinie teologii można tak dokładnie jak w przypadku katolickiej nauki społecznej określić początek istnienia. A zaczęła się ona w 1891 roku, kiedy to papież Leon XIII wydał pierwszą w historii encyklikę dotyczącą spraw społecznych Rerum novarum. W czasach, gdy nie było wcale oczywiste angażowanie się Kościoła w rzeczy do­czesne, papież zabrał głos w obronie wyzyskiwanych przez dziki kapi­talizm robotników, odrzucając jednocześnie rewolucyjną ideologię so­cjalistyczną. Centesimus annus jest pełna nawią­zań do Rerum nova­rum, poczynając od tytułu (łac. centesimus annus - sto lat, stulecie: dokument został wydany w 1991 roku), poprzez przypomnienie, roz­winięcie i omówienie w nowym kontekście histo­rycznym i społecznym wielu zagadnień poruszonych przez Leona XIII. Ów kontekst historyczny jest przy tym niezmiernie istotny: o ile Leon XIII dwadzieścia sześć lat przed rewolucją w Rosji przewidział, że realizacja haseł komunistycznych będzie lekarstwem gorszym od samej choroby, o tyle Jan Paweł II pisał ze świeżej perspektywy upadku realnego socjalizmu w 1989 roku po dziesięcioleciach zimnej wojny i zachodzących w tym czasie w różnych częściach świata procesów. Lecz choć przez sto lat dzielących encykliki świat bardzo się zmienił, zasadnicze problemy społeczne pozostały te same.

Jednym z zagadnień, które dzięki tej właśnie historycznej perspektywie można było lepiej uchwycić i opisać, jest spojrzenie Kościoła na kwestię wolnego rynku. Jan Paweł II napisał: „Wydaje się, że zarówno wewnątrz poszczególnych narodów, jak i w relacjach międzynarodowych wolny rynek jest najbardziej skutecznym narzędziem wykorzystania zasobów i zaspokajania potrzeb." Oczywiście papież dodał zaraz, że „dotyczy to jednak tylko tych potrzeb, za których zaspokojenie można zapłacić", stwierdzając, że w imię za­sad rynkowych nie można pozbawiać ludzi tego, co służy zaspokojeniu ich podstawo­wych potrzeb i bez czego będzie podeptana godność człowieka. Jednakże odrzucenie wolnego rynku w imię zasad „sprawiedliwości społecznej" głoszonych przez ideologię re­alnego socjalizmu spowodowało gospodarczy krach tego systemu. Jego upadek nie wy­nikał jedynie z trudności technicznych - odebranie ludziom prawa do swobodnej wymia­ny dóbr i własnej inicjatywy było wprost wystąpieniem przeciwko temu, kim człowiek na­prawdę jest, przeciwko jego naturze.

Jan Paweł II zauważył, że wolny rynek służy nie tylko rozwojowi poszczególnych na­rodów, ale też współpracy między narodami. Wskazuje tu na doświadczenia historyczne drugiej połowy XX wieku: kraje, które izolowały się od ogólnoświatowej gospodarki zwy­kle cofały się w rozwoju, natomiast te, które włączały się w międzynarodową wymianę, posuwały się do przodu. Jednocześnie papież potępił tworzenie sztucznych barier, które uniemożliwiają krajom uboższym włączenie się w wymianę międzynarodową na równych zasadach. Można tu dopisać, że dziś, ponad czternaście lat po ogłoszeniu encykliki, coraz więcej ludzi, również ze świata polityki, zdaje sobie sprawę, że właśnie nierówności w do­stępie do rynku, potężne subsydia i cła zaporowe są jedną z podstawowych przyczyn utrzymującej się nierówności gospodarczej między krajami i znacznie utrudniają rozwój państw najuboższych. Coraz więcej organizacji o zasięgu zarówno regionalnym (na przy­kład Unia Europejska) jak i ogólnoświatowym (na przykład Światowa Organizacja Handlu) działa intensywnie w kierunku zniesienia barier czy to w swoim regionie, czy w skali całej ziemi.

Innym bardzo ciekawym zagadnieniem omówionym w Centesimus annus jest sprawa własności prywatnej i bogacenia się. Ewangeliczne zdanie o wielbłądzie, któremu jest łatwiej przejść przez ucho igielne niż bogatemu do Królestwa Bożego w każdych czasach wymaga interpretacji dostosowanej do zmieniających się uwa­runkowań kulturo­wych. W tym kontekście Jan Paweł II przypomina, że ziemia zo­stała dana wszyst­kim ludziom, a każdy człowiek, poprzez pracę bierze w opiekę jej cząstkę. Ta pra­ca na ziemi jest podstawą własności prywatnej, która jest konieczna do rozwoju człowieka, a która jednocześnie nie jest absolutna. Każda własność prywatna ma służyć nie tylko jej posiadaczowi, ale też jego bliźnim. Na pewno zaś nie może być użyta przeciwko nim.

Pisząc o własności dóbr papież zauważył, że o ile kiedyś źródłem bogactwa było głów­nie ścisłe współdziałanie człowieka z ziemią, którą kształtował, o tyle w dzisiejszych cza­sach coraz większego znaczenia nabiera inny rodzaj własności: „własność wiedzy, techni­ki i umiejętności". Państwa najbardziej rozwinięte są bogate dużo bardziej dzięki zgroma­dzeniu ogromnego kapitału w tej dziedzinie, niż dzięki bogactwom naturalnym. Lecz po­dobnie jak kiedyś zgromadzenie kapitału „materialnego" powodowało powstanie sytuacji krzywdy i niesprawiedliwości, tak dziś brak odpowiedniej wiedzy i umiejętności może po­wodować niesprawiedliwe wykluczenie i jeśli nie nędzę, to pozostawienie na marginesie rozwoju całych grup i narodów.

Coraz większe zdolności techniczne i formy pracy coraz bardziej skomplikowane poz­walają grupom ludzi wytworzyć rzeczy, których pojedynczy człowiek wyprodukować nie jest w stanie. Te coraz nowsze formy współpracy nie byłyby możliwe bez odpowiedniego zorganizowania. Stąd w Centesimus annus znalazła się jednoznaczna pochwała gospo­darczej inicjatywy i przedsiębiorczości. Jan Paweł II pochwalił cnoty, dzięki którym możli­we jest tworzenie „wspólnot pracy": „rzetelność, pracowitość, roztropność w podejmo­waniu uzasadnionego ryzyka, wiarygodność i wierność w relacjach międzyosobowych, męstwo we wprowadzaniu w życie decyzji trudnych i bolesnych, lecz koniecznych dla wspólnej pracy przedsiębiorstwa i dla zapobieżenia ewentualnym katastrofom". Inicjaty­wa gospodarcza jest w dzisiejszych czasach wypełnianiem Bożego wezwania, by człowiek „czynił sobie ziemię poddaną".

Pisząc o funkcjonowaniu przedsiębiorstw papież stwierdził, że zysk osiągany przez fir­mę jest pozytywnym kryterium jej oceny. „Gdy przedsiębiorstwo wytwarza zysk, oznacza to, że czynniki produkcyjne zostały właściwie zastosowane a odpowiadające im potrzeby ludzkie - zaspokojone". Z drugiej strony zysk nie może być kryterium jedynym: jeśli lu­dzie pracujący w firmie nie są traktowani właściwie, to jest to nie tylko złem dotykającym pracowników, lecz bardzo często prowadzi również do osłabienia skuteczności gospodar­czej przedsiębiorstwa.

Na zakończenie napiszę, że pracowałem kiedyś w firmie, której prezes jest wierzącym chrześcijaninem i podchodził do ludzi tak, jak Jan Paweł II nauczał. To było bardzo pozy­tywne doświadczenie, bardzo miło wspominam tamten czas, panującą w firmie atmosferę i jeśli kiedyś miałbym zatrudniać ludzi, to też bym chciał żeby „u mnie" było tak sympatycznie. Bardzo wszystkim życzę takich szefów, a jeśli ktoś z czytelników sam jest szefem lub poważnie zajmuje się polityką, to zachęcam do lektury Centesimus annus.