Praca

(170 - luty - marzec 2010)

Chrześcijanin jako pracodawca

ks. Włodzimierz Lewandowski

Modna ostatnio integracja powinna służyć nie tylko podnoszeniu wydajności, ale i dać pracownikowi świadomość, że czyni sobie ziemię poddaną i realizuje siebie

W relacjach między pracownikiem a pracodawcą dają o sobie znać zasadniczo dwa problemy. Tak zwanego ludzkiego traktowania pracownika i sprawiedliwego wynagrodzenia za pracę. Ten ostatni problem, mając na uwadze z jednej strony duże grupy wykorzystywanych i równie liczne grupy usiłujących wymusić płacę zbyt wygórowaną, wydaje się być szczególnie interesujący.

Sprawiedliwa płaca

Dokumentem dość wnikliwie podejmującym problem jest napisana w 1931 roku encyklika Piusa XI „Quadragesimo anno”. Co ciekawe, mimo upływu prawie osiemdziesięciu lat od ogłoszenia, nie straciła nic ze swej aktualności. Rozdział drugi, punkt czwarty poświęcony jest właśnie sprawiedliwej płacy. Papież próbuje w nim wskazać na pewne normy regulowania płacy i określania jej wysokości. Jakie to normy?

1. Sprawiedliwa płaca powinna dać utrzymanie robotnikowi i jego rodzinie. Przy czym papież zauważa, że poza ojcem również inni członkowie rodziny winni „w miarę sił przyczyniać się do wspólnego wszystkich utrzymania”, ale nie kosztem zaniedbania przez matkę wychowania dzieci.

2. Sprawiedliwa płaca winna ponadto umożliwić odłożenie części zarobku na nadzwyczajną, jeśli zajdzie, potrzebę i dojść do posiadania choćby skromnego mienia.

3. Sprawiedliwa płaca powinna także „uwzględniać stan przedsiębiorstwa i prawa jego właściciela. Niesłusznym byłoby żądanie tak nadmiernych płac, żeby ich przedsiębiorstwo nie mogło dać bez popadnięcia w ruinę i – co za tym idzie – bez klęski dla samych robotników”. To oznacza, że uwzględnienie przy podziale zysków płacy, ale również  kosztów innowacyjności i rozwoju przedsiębiorstwa, jest i prawem, i obowiązkiem pracodawcy.

4. Szczególnie interesującym w encyklice wydaje się wpisanie problemu sprawiedliwej płacy w szerszy kontekst, jakim jest dobro powszechne. Chodzi o takie regulacje, dzięki którym wszyscy zdolni i chętni do pracy rzeczywiście będą mieli możliwość pracowania. Ta zasada została wprowadzona w życie w wielu przedsiębiorstwach we Francji i w Niemczech, gdzie doszło do ugody między pracodawcami i pracownikami. Dzięki zatrzymaniu wzrostu wynagrodzeń i skróceniu czasu pracy udało się uniknąć zwolnień.

5. Wreszcie papież podkreśla z mocą zasadę, która w części umyka refleksji o sprawiedliwej płacy. Przyczyną bezrobocia są zarobki zbyt niskie, ale i zbyt wysokie. Dlatego o ich wysokości powinien decydować nie tylko osobisty interes jednaj grupy społecznej, lecz przede wszystkim wzgląd na wspomniane wyżej dobro powszechne.

Tego problemu dotyka również Jan Paweł II w encyklice Laborem exercens, zauważając, że „nie ma innego, ważniejszego sposobu urzeczywistniania sprawiedliwości w stosunkach pracownik – pracodawca, jak właśnie ten: zapłata za pracę”. O ile jednak Pius XI niejako ograniczył sprawiedliwą płacę do pewnego minimum, to we wspomnianym dokumencie wyraźnie widać rozszerzenie tego pojęcia. Zostaje ono rozwinięte o następujące elementy:

1. Zasadę powszechnego używania dóbr. Dzięki sprawiedliwemu wynagrodzeniu pracownik może korzystać z dóbr, przeznaczonych dla powszechnego używania;

2. Prawo do świadczeń społecznych pracowników i ich rodzin, na okoliczność leczenia, wypadku przy pracy, z zagwarantowaniem dostępu – w miarę możliwości bezpłatnego – do pomocy lekarskiej;

3. Prawo do wypoczynku, obejmujące przynajmniej niedzielę i tak zwany urlop;

4. Wreszcie prawo do emerytury, zabezpieczenia na starość i w razie wypadków, związanych z rodzajem wykonywanej pracy;

5. Podmiotem, gwarantującym zapewnienie pracownikowi wymienionych wyżej praw jest pracodawca bezpośredni.

Praca dla człowieka

Pisanie w pierwszej kolejności o sprawiedliwej płacy nie oznacza, że problem tak zwanego ludzkiego traktowania pracownika jest drugoplanowy. Zwrócił na to uwagę Jan Paweł II, w Legnicy, w 1997 roku. Mówił wówczas:

Praca ludzka nie może być traktowana tylko jako siła potrzebna do produkcji – tak zwana siła robocza. Człowiek nie może być widziany jako narzędzie produkcji (…) Nie wolno nam zapomnieć – i to chcę z mocą powiedzieć – że praca jest dla człowieka, a nie człowiek dla pracy (…) Jako chrześcijanie, ludzie wierzący, musimy uwrażliwiać nasze sumienia na wszelkiego rodzaju niesprawiedliwość czy formy jawnego lub zakamuflowanego wyzysku.

To oznacza, że pracodawca w swojej ocenie przydatności pracownika powinien uwzględnić nie tylko wykonanie norm, ale również jego sytuację – czasem skomplikowaną – w rodzinie, relacje z innymi członkami zespołu, a modna ostatnio integracja powinna służyć nie tylko podnoszeniu wydajności, ale i dać pracownikowi świadomość, że czyni sobie ziemię poddaną i realizuje siebie.

Ten fragment przemówienia wpisuje się w całość nauczania społecznego Jana Pawła II i nie odbiega od tego, co pisał w swoich encyklikach. Nowością jest wsparcie apelu nie elementami nauki społecznej Kościoła, ale tym, co moglibyśmy nazwać teologią eucharystyczną.

Zwracam się tu przede wszystkim do tych braci w Chrystusie, którzy zatrudniają innych. Nie dajcie się zwieść wizji natychmiastowego zysku, kosztem innych. Strzeżcie się wszelkich pokus wyzysku. W przeciwnym razie każde dzielenie Eucharystycznego Chleba stanie się dla was oskarżeniem.

Kalkulator sumienia

Ktoś, kto oczekiwał, że znajdzie w tej refleksji bardzo konkretne rozwiązania, wyliczenia średnich czy jakiś elementarz ekonomii chrześcijańskiego pracodawcy, może poczuć się rozczarowany. Autor nie mógł tego zrobić bo i „Kościół nie może zaofiarować technicznych rozwiązań, (…) nie proponuje bowiem systemów czy programów gospodarczych i politycznych” (Sollicitudo rei socialis, 41), a jedynym narzędziem, jakie daje do ręki, jest jego nauka społeczna (por. tamże). Próbując znaleźć klucz do jej praktycznego zastosowania proponuję na koniec zmienić konwencję refleksji.

Przed kilkoma dniami byłem na niedzielnym obiedzie u właścicieli chyba raczej niewielkiej, prywatnej firmy. Rozmowa przy stole w żaden sposób nie wiązała się z tematami biznesowymi. Współwłaścicielka wręcz wyrażała radość z faktu, że w niedzielę nie dzwoni telefon (żelazna zasada) i nie kręcą się pracownicy, a domownicy, świętując niedzielę w rodzinnym gronie, mogą nacieszyć się sobą. I tak od choroby matki, przez wychowanie dzieci, doszliśmy do spraw wiary. Sprowokowała nas wysłuchana przez moich rozmówców tydzień wcześniej homilia. Gospodyni, trochę ze smutkiem, wyznała:

– Nie wiem, jak bym zareagowała, gdyby Pan Bóg, jak Abrahamowi, kazał mi pewnego dnia zostawić to wszystko i iść w nieznane. Obawiam się, że zabrakło by mi odwagi. Przecież to nie tylko firma, ale i dom, dzieci, odpowiedzialność za ich wychowanie…

 

– Wydaje mi się – odpowiedziałem – że tego Pan Bóg nie oczekuje. Bo gdyby tak wszyscy nagle mieli zostawić swoje miejsca pracy i iść w nieznane, to pewnie świat by stanął na głowie, a ludzie pogrążyli się w nędzy i chaosie. Jedyne, czego On od nas oczekuje, to decyzji radykalnych i jednoznacznych. Że nie tylko wychowując dzieci, ale i podejmując decyzje biznesowe, rozstrzygając o losie zatrudnionych pracowników, będziemy liczyli się ze słowem Jego i Kościoła, uwzględniając je nie w iluś tam procentach, ale idąc na całość. Z wiarą i przekonaniem, że – wbrew przekonaniu – dobry biznes, to nie biznes bez zasad, ale właśnie biznes z zasadami. A jak je wprowadzać w życie, to już za każdym razem inna decyzja. Nie dlatego inna, że inne normy, ale inni ludzie, inna sytuacja, inne problemy. Stąd podstawowymi narzędziami pracy chrześcijańskiego biznesmena i pracodawcy są dwa kalkulatory: Kalkulator ekonomiczny i kalkulator sumienia. Jeden bez drugiego się nie obejdzie. Rachunek musi uwzględniać sumienie, a sumienie rachunek.