Życie w pojedynkę - powołanie czy przymus?

(150 - kwiecień 2007)

Co daje Pan (świadectwo)

Bożena

Pojawiało się poczucie, że nie zasługuję na czyjąś miłość
W swoim, ponad czterdziestoletnim życiu, przechodziłam okres buntu z powodu samotności. Chociaż „samotność” w moim przypadku nie jest właściwym określeniem, bo byli wokół mnie inni ludzie i dużo się działo. Chodzi o to, że nie miałam w sobie zgody na mój stan panieński. Pojawiało się poczucie, że jestem gorsza, że nie zasługuję na czyjąś miłość. Odczuwałam przeogromne pragnienie, aby dzielić z kimś troski i radości, być żoną i matką. To pragnienie potęgowało się zwłaszcza wtedy, gdy patrzyłam na małżonków szczęśliwych, żyjących w zgodzie. Zazdrościłam im, że mają siebie. Ale widziałam również wokół siebie wiele osób nieszczęśliwych w małżeństwie. I tak powoli pryskała iluzja, że życie w małżeństwie to szczęście, a w pojedynkę to nieszczęście.

Dziś mogę powiedzieć, że mnie to nie boli. I to nie jest żadną moją zasługą. Przedstawiałam Panu Bogu swoje plany, własną wizję życia i mówiłam Mu o tym, co czuję - że generalnie jest mi źle. No i mnie uleczył :) Nie znaczy to, że już nie mam pragnień „prorodzinnych” - to naturalne, że je mam. On wyprostował we mnie to krzywe myślenie. Nadal uważam, że nie zasługuję na miłość, na Jego miłość (i nigdy nie zasłużę, choćbym nie wiem jak się starała; to On pierwszy mnie pokochał - miłością bezinteresowną). Ale dostrzegam wiele znaków, że mnie kocha, że jest przy mnie. Ta świadomość nie rodzi frustracji, tylko radość i wdzięczność. A to mnie mobilizuje do podejmowania różnych inicjatyw i przede wszystkim dodaje odwagi przy trudnych wyborach (np. zmiana pracy i mieszkania).

Bóg przychodzi do każdego człowieka z konkretną propozycją, z konkretnym planem (jak do Maryi). Ale najtrudniej jest uwierzyć, że to, co Pan Bóg daje, JEST NAJLEPSZE. Każda droga życia, czy każda sytuacja jest łaską, bo może do Niego prowadzić.