Sługa Niepokalanej

(216 - lipiec - sierpień 2017)

Człowiek konsekwentny

ankieta

Z jednej strony podziwiam ten umysł, tę pracowitość, konsekwencję i wytrwałość a z drugiej gubię się często w tekstach, które pozostawił

Coś, co od dawna mnie urzeka w osobie Ojca Franciszka, to jego konsekwencja w realizacji podjętych działań. Mimo trudnych warunków społecznych i politycznych w Polsce potrafił z pełną determinacją realizować zaplanowane działania, rozeznając przy tym wolę Bożą. Nie zważał na szykany ze strony władz czy na utrudnienia transportowe przy organizacji rekolekcji oazowych najpierw dla ministrantów, a potem dla dziesiątek tysięcy młodych ludzi. Potrafił zgromadzić wokół siebie osoby o podobnym sposobie myślenia i zachęcić je do wspólnego działania, tak jak było w przypadku pań, które z czasem stały się członkiniami INMK. 

Nie sposób nie wspomnieć także o Krucjacie Wstrzemięźliwości, która była odpowiedzią na naglący wówczas problem społeczny alkoholizmu w Polsce i o jego zdecydowaniu w podejmowaniu działań w zakresie szerzenia nowej kultury, kultury wolności od nałogów i innych trwałych przywiązań. Determinacja Ojca Franciszka owocuje do dziś kontynuacją licznych z zapoczątkowanych przez niego dzieł.

Dorota

Ks. Blachnicki jest osobą barwną, wielowymiarową i można opisywać jego życie, zachowania i charakter na wiele różnych sposobów. Przez tę różnorodność swoich cech a jednocześnie konsekwencję w postępowaniu z pewnością przyciągał do siebie wiele osób. Tym, czym mnie zachwycił było jego zaufanie Bożej woli. Nie obawiał się swoich – z mojej perspektywy – ryzykownych przedsięwzięć, gdyż oddawał je ocenie Boga i był pewien, że uda mu się je realizować, jeśli tego właśnie chce nasz Pan. Nawet wtedy, gdy z ludzkiego punktu widzenia zakrawały one na głupotę.

Jednocześnie wydaje się, że dzięki tej ufności nie bał się niepowodzenia, porażki (w ludzkim rozumieniu) – skoro taki był plan Najwyższego, to znaczy że to właśnie jest najlepsze. Odczytuję w takim zachowaniu przejaw dużej wewnętrznej wolności i pokory względem swoich pomysłów, umiejętności, działań. „Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22, 42b). W świecie, który pełen jest pychy, samozadowolenia i przeświadczenia, że „znam się na wszystkim najlepiej” zaufanie Bogu a nie własnym, ludzkim przekonaniom wydaje mi się ogromnym wyzwaniem. Dziękuję zatem Bogu, że dał mi przykład takiego zawierzenia w osobie ks. Blachnickiego.

„Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to rozsądzić. Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, lecz sam przez nikogo nie jest sądzony” (1 Kor 2, 14-15).

 

Gosia

 

„Ks. Blachnicki – Sługa Niepokalanej” – to temat nowego roku formacyjnego, a dla mnie okazja do osobistej refleksji dotyczącej Założyciela naszego Ruchu.

Z jednej strony podziwiam ten umysł, tę pracowitość, konsekwencję i wytrwałość a z drugiej gubię się często w tekstach, które pozostawił. Są one dla mnie trudne i czasami nie potrafię wniknąć w ich istotę.

W naukach przez Ojca pozostawionych wciąż obecne jest zagadnienie relacji jako drogi do odkrywania i jednoczenia się z Bogiem i człowiekiem. Dla mnie to właśnie jest podstawowa metoda poznawania ks. Blachnickiego – poprzez opowieści świadków lub tych, których porwały głoszone przez Niego idee. Podziwiam głębię tego, co pozostawił a jednocześnie doskonałość pokory z jaką ukrył się za swoim dziełem, swoim proroctwem. Tak, to jest chyba cecha księdza, która najbardziej mnie ujmuje – jestem zachwycony Jego spuścizną, z wielką uwagą słucham tych, którzy o Nim mówią, ale sam nie potrafię Go spotkać.

Kiedyś usłyszałem, że jako animator mam być „przezroczysty”, by nie zasłaniać Chrystusa. Tak właśnie postrzegam ks. Franciszka – nie widzę Jego samego ale to, co starał się przekazać. W moim odczuciu ks. Blachnicki przekroczył „definicję przezroczystości”. Przezroczysty mogę być ja, gdyż niewiele mogę dać od siebie – mogę jedynie starać się nie przeszkadzać Panu. Nasz Założyciel dokonał znacznie więcej – stał się soczewką, która skupia wzrok duszy i pomaga dostrzec to, czego ani ja, ani nikt inny nie potrafił dla mnie ogarnąć i przybliżyć. Idąc za Jego wizją, pracując Jego metodą mogę spotkać Chrystusa (nie ks. Blachnickiego) i za to przede wszystkim jestem Mu wdzięczny.

Wojtek

 

Kiedyś, gdy analizowałem życiorys ks. Blachnickiego, uderzyła mnie jego wierność obranej drodze. Oazy zaczęły się od rekolekcji dla ministrantów. Te rekolekcje zleciła ks. Blachnickiemu kuria – i przez pierwsze dwa lata ks. Blachnicki organizował po prostu diecezjalne rekolekcje dla ministrantów. Później jednak biskupi śląscy zostali wygnani z diecezji i zlecenia dla ks. Blachnickiego się skończyły. Ale on nadal organizował rekolekcje dla ministrantów cały czas doskonaląc ich metodę. Tyle, że w tych rekolekcjach uczestniczyli już po prostu ministranci z parafii, w których pracował. W ten sposób doszło do przeprowadzenia w 1954 roku pierwszej oazy – były to kolejne rekolekcje dla ministrantów. Nawet wygnanie ks. Blachnickiego z diecezji nic w tym zakresie nie zmieniło – nadal organizował rekolekcje dla ministrantów będące już oazami.

Potem ks. Blachnicki pracował w kurii, w referacie duszpasterskim. Miał więc zupełnie inne obowiązki niż parafialny wikariusz. Ale oazy cały czas organizował rozszerzając je na kolejne grupy osób! Następnie była likwidacja Krucjaty Wstrzemięźliwości i uwięzienie ks. Blachnickiego. Gdy wyszedł z więzienia, podjął pracę naukową na KUL. I znów – organizował oazy, co w konsekwencji doprowadziło do powstania Ruchu Światło-Życie.

Ks. Blachnicki był więc kolejno wikariuszem, księdzem bez przydziału przebywającym poza diecezją (w Niepokalanowie), pracownikiem kurii, pracownikiem naukowym. W każdej z tych ról organizował rekolekcje, stopniowo rozwijając ich metodę. Nie są niczym nadzwyczajnym te rozmaite funkcje ks. Franciszka – księża bywają przerzucani do różnych zadań. Ale zazwyczaj zmiana zadania powoduje zaprzestanie dotychczasowej pracy. Zdobyte doświadczenia są odkładane na bok, bo obowiązki są inne. U ks. Blachnickiego było inaczej. Gdyby konsekwentnie nie rozwijał pomysłu na rekolekcje, prawdopodobnie nigdy nie powstałby Ruch Światło-Życie.

Krzysztof