Sługa Niepokalanej

(216 - lipiec - sierpień 2017)

Człowiek wielu imion

ks. Krzysztof Mierzejewski

W naszym mówieniu o Założycielu pojawiają się pewne określenia, które krótko, niejako hasłowo określają jego osobę

Nie ma chyba w polskim Kościele żadnego bodaj przeciętnie świadomego katolika, który nie słyszałby o ks. Franciszku Blachnickim. Większość osób zaangażowanych w bardzo różne wspólnoty miało na swojej drodze przynajmniej epizod oazowy. Sami oazowicze sporo wiedzą o swoim Założycielu. Wciąż żyją ci, którzy osobiście go znali, którzy dzielili z nim swoje życie, swoją fascynację Kościołem. Już po śmierci ks. Franciszka napisano o nim bardzo wiele tekstów i opracowań.

W naszym mówieniu o Założycielu raz po raz pojawiają się pewne określenia, które krótko, niejako hasłowo określają jego osobę. Spróbujmy przyjrzeć się niektórym z nich.

Człowiek wiary konsekwentnej

Moment nawrócenia Franciszka Blachnickiego w celi śmierci był wielokrotnie przez niego samego przywoływany, jako punkt zwrotny całej historii jego życia. Można powiedzieć, że jego droga wiary przypominała drogę św. Pawła. Katowickie więzienie stało się dla młodego Franciszka Damaszkiem, najważniejszą cezurą jego życiowej historii. Sam Sługa Boży pisał, że nigdy później nie miał wątpliwości dotyczących wiary i wszystko, co później robił było zakorzenione w tamtym, najważniejszym doświadczeniu. 

Można powiedzieć, że całe życie ks. Franciszka było konsekwencją tamtego nawrócenia na wiarę żywą, osobową. W jednym momencie Bóg zapalił światło w duszy młodego Blachnickiego, światło tak jasne i mocne, że rozświetlało wszystkie drogi jego dalszego życia, więcej, rozświetla drogi tych, którzy za jego przykładem trwają w wierności charyzmatowi Światło-Życie. I światło, i życie otrzymał ks. Franciszek w tamtym kluczowym momencie, bez którego nie da się zrozumieć jego historii. 

Wiara konsekwentna wydawała w życiu Sługi Bożego konkretne owoce. Choć była łaską otrzymaną w jednej, kluczowej chwili, nie miała w sobie nic z kwietyzmu, przeciwnie – była łaską, z którą ks. Blachnicki każdego dnia współpracował. Wymownym świadectwem tej współpracy są choćby jego dzienniki duchowe, dzięki którym czytelnik może prześledzić pewne etapy pracy nad sobą, walki ze słabościami, albo inaczej – ciągłego i coraz bardziej skutecznego zanurzania się w Bożej miłości poprzez dostrzeżenie własnej nędzy, która niweczy pychę i niewłaściwą miłość własną. Konsekwencja wiary Sługi Bożej objawia się w końcu przez jej stały, organiczny wzrost, aż do ostatniego momentu – momentu przyjęcia i przeżycia własnej śmierci.

Gwałtownik Królestwa Bożego

Tytuł, którym nazwał Sługę Bożego w telegramie kondolencyjnym nadanym wkrótce po jego śmierci św. Jan Paweł II. Idea królestwa Bożego, nazywana przez Ojca ideą żywego Kościoła to niewątpliwie magna charta życia i najważniejsze przesłanie ks. Blachnickiego. Wizję Kościoła żywego próbował on zaszczepić w sercach wszystkich ludzi, z którymi się spotykał. Do odkrycia Kościoła prowadzi także cały system formacji Ruchu. Niewątpliwie tytuł kolejnego tomu jego dzienników: „Życie swoje oddałem za Kościół” nie jest przesadą, ale odpowiada rzeczywistości.

 Jak jednak rozumieć określenie: gwałtownik? Niewątpliwie jest ono nawiązaniem do słów Jezusa: „Od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je” (Mt 11, 12). O jaki gwałt chodzi Zbawicielowi? Św. Grzegorz Wielki w jednej ze swoich homilii tłumaczy, że Jan Chrzciciel odwrócił starotestamentalny porządek grzechu i kary wprowadzając pokutę. Dzięki dobrowolnie podjętej pokucie grzesznik mógł odtąd gwałtem wedrzeć się do królestwa Bożego, które nie należało mu się przez wzgląd na jego grzeszne życie. W tym kontekście ks. Blachnicki jawi się jako prorok żywej wiary, zapraszający do postawy metanoi, przemiany życia. 

 

Możliwe, że Ojcu Świętemu chodziło także o ukazanie ważnego rysu postaci ks. Franciszka, który zawsze „był do przodu”: odczytywał znaki czasu, wychodził naprzeciw potrzebom, wcielał w program formacyjny Ruchu nowe dokumenty Magisterium i to często zanim jeszcze zostały przetłumaczone na język polski. Słowem – wyprzedzał swoją epokę, co mogło być poczytane jako dobra gwałtowność. Nie tolerował bylejakości, był wymagający. Gwałtowny w obronie podstawowych wartości, gwałtowny tam, gdzie było to potrzebne. I to dodajmy – gwałtowny wiarą, bo choćby słuchając nagrań z jego konferencji czy wykładów trudno go posądzić o porywczość natury.  

Prorok żywego Kościoła

Starotestamentalni prorocy byli przede wszystkich zasłuchani w słowo Jahwe. Dalej – byli przekazicielami tego słowa wobec narodu. W końcu – potrafili interpretować rzeczywistość w świetle tego słowa przewidując to, co może się wydarzyć. Wszystkie te cechy można bez wątpienia przypisać ks. Blachnickiemu. Wychodząc ze swojego zasłuchania w Boże słowo, zwłaszcza w codziennym Namiocie Spotkania potrafił on skutecznie zapalać tym słowem ludzkie serca, choć, jak wiemy jego przekaz akademicki nie był szczególnie atrakcyjny. Było w nim jednak coś, co nie pozwalało przejść obok niego obojętnie – autentyzm wiary, to, że bezgranicznie wierzył w słuszność swoich poczynań, że żył tak, jak nauczał. Był prorokiem i świadkiem zarazem. 

Szczególnie mocno uwidaczniał się ten zmysł prorocki wtedy, gdy mówił otaczającym go współpracownikom o sprawach, które często wymykały się ich możliwościom poznania i przewidywania. Świadkowie jego życia mówią, że miał przenikliwe spojrzenie, które nie pozwalało przejść obojętnie osobie, którą nim obdarzył, choć sam przyznawał, że nie zna się na ludziach. Ufał ludziom, choć wiedział, że niektórzy z nich go zawiodą. Wiedział jednak, że zaufanie jest potrzebne, żeby zbudować wspólnotę Kościoła żywego, która przetrwa jego samego, bo nie będzie oparta na kulcie jednostki. Ktoś powiedział, że 30 lat po jego śmierci Ruch wciąż jest na czasie, bo on był o wiele lat do przodu. 

Odważny wiarą

Same tylko perypetie Sługi Bożego z aparatem komunistycznego państwa pokazują go jako człowieka niezwykle odważnego. Można powiedzieć, że człowiekiem odważnym był od urodzenia. Tym niemniej to właśnie wiara sprawiła, że ta naturalna odwaga mogła przekroczyć czysto ludzkie ograniczenia i doprowadzić do postawy zawierzenia. 

Czy nigdy się nie bał? Pewnie takie ujęcie odwagi byłoby dość naiwne. Jego odwaga polegała na tym, że porywał się na rzeczy wielkie, bo wierzył w ich zasadność. Od zakupu domów bez pieniędzy, przez organizację rekolekcji dla tysięcy ludzi bez możliwości zapewnienia im koniecznego wyżywienia, po odesłanie dowodu osobistego komunistom w odpowiedzi na odmowę wydania paszportu. Był odważny wiarą także wtedy, gdy ta wiara poddawana była próbom. Jak choćby wtedy, gdy trafił do więzienia za działalność na niwie duszpasterstwa trzeźwości. Trzeba było być odważnym wiarą, żeby taki zbieg wydarzeń odczytać jako wezwanie do rekolekcji więziennych. 

Ks. Franciszek był odważny bo wierzył, ale też był odważny w swojej wierze, w swoim całkowitym zawierzeniu Bożej Opatrzności. Oddał się Bogu na przepadłe i to było jednocześnie wyrazem i źródłem jego odwagi.

Gigant wiary

To określenie, choć podobne do poprzedniego ukazuje potęgę wiary Ojca. Każdy kto śledził jego drogę wiary z pewnością uzna, że określenie „głęboko wierzący” nie powinno być nadużywane. Wiara wyznaczyła ks. Blachnickiemu całą drogę jego życia. Był wielki w tym, co robił, bo wierzył. Jego dzieło przerosło pewnie i jego najśmielsze oczekiwania, bo wierzył. Wszystko przeżywał w perspektywie wiary. 

Ojciec jawi się jako gigant wiary zwłaszcza w tym, co było dla niego swoistą próbą. Z pewnością taką próbą wiary był dla niego pobyt w Carlsbergu i to, co z wielkim trudem próbował tam robić. Mówił, że ten etap jego życia można uznać za najtrudniejszy. Ale do końca nie dawał za wygraną. Bo wierzył. Jego wiara była przy tym pozbawiona niepotrzebnej egzaltacji, ale głęboko zakorzeniona w konkrecie życia. Pewnie dlatego pozostaje źródłem inspiracji i niedościgłym wzorem dla wielu ludzi, nie tylko spod znaku Fos-Dzoe.

Sługa Niepokalanej

Tytuł, który w najbliższym roku będzie odmieniany przez wszystkie przypadki pokazuje Ojca jako człowieka całkowicie oddanego Maryi. Rys maryjny duchowości ks. Blachnickiego jest bardzo charakterystyczny. Już pierwsza Oaza Dzieci Bożych w Bibieli w 1954 roku oparta była o piętnaście tajemnic różańca. Od samego początku zatem dzieło ks. Franciszka było przez niego postrzegane jako dzieło Niepokalanej, a on sam uważał siebie za Jej sługę. Pewnie także dlatego za akt konstytutywny Ruchu uznaje się zawierzenie go Niepokalanej, Matce Kościoła. W tym podwójnym tytule Maryi zawiera się z jednej strony ogromna cześć, jaką otaczał Niepokalaną Sługa Boży, zainspirowany dziełem św. Maksymiliana, z drugiej zaś udział Maryi w idei Kościoła żywego wyrażony w formule „Ecclesia Mater – Mater Ecclesiae”.

Każde z wyżej wymienionych określeń ukazuje ks. Blachnickiego jako człowieka niezwykłego. Warto ukazywać jego postać tym, którzy wciąż niewiele o nim wiedzą. Bo ks. Franciszek wciąż inspiruje do tego, co najważniejsze: postawy zaufania Bogu, wiary konsekwentnej, która jedynie może przemienić życie człowieka oraz uczynić je pełnym i szczęśliwym.