Pamięć i tożsamość

(145 - lipiec - sierpień 2006)

z cyklu "Wieczernik dla Ciebie"

Czy są szczęśliwe pary, którym się udało?

z forum

Dzień dobry, 

tak sobie czytam od czasu ten dział, było już z dziesięć tematów „czekać… nie czekać…”, „czy to już grzech czy jeszcze nie”, „Rety ja już nie wytrzymam, co robić” — wszystko na temat czystości przedmałżeńskiej. 

Co charakterystyczne, wypowiadały się tam osoby, które same czekają, albo dla których jest to kwestia rozważań teoretycznych.

A czy są na tym forum tacy, którzy:

1. ŚWIADOMIE czekali,

2. są już po ślubie,

3. są pewni, że to była dobra decyzja

i co najważniejsze

4. są zadowoleni ze swojego współżycia?

Vroobelek

Cześć! no to się zgłaszam! (…) Właściwie to mogę napisać jedno wielkie TAK, tylko pójdę się upewnić co do ostatniego. Oczywiście żartuję. Jesteśmy małżeństwem od 4,5 lat. Odkąd tylko zaczęliśmy spotykać się na poważnie, a w naszym przypadku było tak od początku, bo nas ze sobą po prostu wyswatano!, więc od tamtej pory postanowiliśmy do ślubu zachować czystość. Oj, różnie bywało, ale się udało Jesteśmy szczęśliwi! Nie z tego powodu, tylko w ogóle JESTEŚMY SZCZĘŚLIWI

A współżycie? Chodzi ci tylko o sex? Początek: nic nie umieliśmy, więc było zabawnie; środek: nauczyliśmy się ze sobą, więc jest przyjemnie i pięknie; a koniec? końca nie widać!

A drugi aspekt słowa „współżycie” = wspólne życie = małżeństwo: dla mnie osobiście decyzja o małżeństwie z moim mężem była jak dotąd najlepsza w życiu.

Nie wiem, czy do końca odpowiedziałam na twoje pytanie, bo nie wiem, jakby to było, gdybyśmy nie poczekali do ślubu ze współżyciem…

Cysia

Cysia, o to mi właśnie chodziło :) Ważne myślę, co napisałaś, że na początku nie musi być perfekcyjnie i cudownie (jak ktoś sobie może wyobrażać noc poślubną), może być zabawnie i też cudownie.

Vroobelek

Mam nadzieję, Vroobelku, że podążysz (podążasz?, podążałeś?) taką drogą jak my. Wiesz, czasem przychodzą do mnie na rozmowy narzeczeni przed ślubem i naprawdę spośród około 20 par, tylko 2 oświadczyły, że odkładają współżycie do ślubu. Większość przychodzi już z dzieciątkiem pod sercem. Tak więc wygląda na to, że jesteśmy w mniejszości.

Cysia

W elicie

Incognito

Odpowiadając Cysiu na Twoje pytanie: Ja przez długi czas (26 lat) łapałem się do elity, po czym dołączyłem do ponurej większości. Czyli nie przestrzegałem, choć nie wykluczam, że w następnym związku przestrzegał będę, nie ode mnie to tak do końca zależy. 

Może wyjaśnię motywy tematu. Udany seks jest według wielu osób ważnym składnikiem udanego małżeństwa, czynnikiem spajającym, ciągłym podkreślaniem uczucia. Gdy w związku coś nie wychodzi, wtedy seks pozostaje tylko rutyną, a stać może się i narzędziem manipulacji. Dlatego ważne, aby umieć z tego cudownego wynalazku robić użytek.

I naszło mnie pytanie. Czy ludzie, którzy robili cuda, żeby się powstrzymać „przed”, będą mieli potem udane życie seksualne? Czy nadmiar oczekiwań nie doprowadzi szybko do frustracji? Bo okaże się, że trzeba się jeszcze siebie uczyć i — ba — dalej czekać na efekty, bo nie każda kobieta od razu jest w stanie przeżywać orgazm. Czy duma, z tego, że dochowało czystości nie jest przyćmiewana przez jakieś przybicie w środku „że to nie tak miało być”? Czy w końcu unikanie wręcz mówienia o tych sprawach nie doprowadzi do małego zainteresowania i po ślubie. W końcu te dowcipy „po ciemku i pod kołdrą” też się skądś biorą.

Dlatego ciekawią mnie relacje małżonków, którzy dotrwali i sprawdzili to na własnej skórze. :)

Vroobelek

Kilka spraw, żeby w miarę wszystko było jasne, bo potem będzie na mnie. 

1. przed ślubem wiedzieliśmy, że sex nam wyjdzie, bo tak strasznie nas do siebie ciągnęło, no i były przecież przytulanki, pocałunki… mnie to właściwie wtedy wystarczało

2. ciągle ze sobą rozmawiamy na temat seksu, bo zmienia się on wraz z nami; nie są to oczywiście dyskusje tylko krótkie aluzje i mowa ciała

3. nie twierdzę, że wszystkim parom to wystarcza, nam tak

4. sex jest bardzo ważny, ale jeśli ktoś oprze małżeństwo na udanym seksie, to różne sytuacje życiowe mogą rozwalić taki związek; gdyby mojemu mężowi coś się stało i nawet do końca życia nie mógłby się ze mną kochać, to i tak z radością i rozkoszą bym przy nim była do końca dni naszych, bo go tak bardzo kocham

5. o miłości mówimy sobie codziennie i codziennie wiele razy się przytulamy, a nasza miłość kwitnie nawet w cięższych chwilach

6. TAK, gdy w związku coś nie wychodzi, sex staje się tylko rutyną; wniosek? trzeba dbać o związek! sex też (…)

Cysia

14 lat po ślubie. Jest dobrze Nie ma się co spieszyć, frustracji po sobie i po mężu nie widzę. Wszystko kwestia miłości, dojrzałości i odpowiedzialności. Seks jest dobry i uprawiany z kochającym mężem — wyśmienity.

Agatka

1. świadomie czekaliśmy

2. dwa lata po ślubie

3. była to dobra decyzja — jest coś wyjątkowego w tym że jesteśmy dla siebie jedyni, poza tym czas narzeczeństwa wymagał od nas wypracowania wielu rzeczy — gdybyśmy zaczęli życie seksualne (które zwłaszcza na początku jest niesamowicie absorbujące) to, mam takie wrażenie, że wiele rzeczy byśmy zaniedbali. Wszystko ma swój czas i kolejność — np.: najpierw dialog, budowanie relacji, potem seks.

4. mamy bardzo udane życie seksualne — ten dialog którego się uczyliśmy przed ślubem wiele nam pomógł dlatego jestem jak najbardziej za tą kolejnością. I bliżej siebie jesteśmy psychicznie tym lepszy seks. Dlatego uważam że ten kto chce mieć udane życie seksualne powinien przede wszystkim skoncentrować się na jakości związku a zaowocuje to udanym życiem seksualnym. Gdzie jest jedność duchowa będzie i seksualna.

estel

Jestem szczęśliwą mężatką od prawie 4 lat. Świadomie postanowiliśmy zaczekać do ślubu. Oj, nie było łatwo, ale naprawdę warto! Dziś myślę sobie, że gdybyśmy przed ślubem zaczęli współżycie to chyba przestalibyśmy rozmawiać i robić cokolwiek innego. Czas narzeczeństwa wspominam jako bardzo specjalny okres i nie żałuję, że czekaliśmy.

Jeśli chodzi o seks po ślubie, to u nas nie było tak łatwo i to nie z powodu wstrzemięźliwości przed ślubem. Na początek naszego małżeństwa przypadł bardzo trudny okres. Ja cierpiałam na depresję lękową, przeszłam długą drogę do terapii i zdrowia. W tym okresie wszystko inne zostało jakby zawieszone, seks niestety też. Przezwyciężyliśmy te trudności razem, mimo że musieliśmy na siebie czekać również po ślubie. Jednak doczekaliśmy się. Na początku musieliśmy (chcieliśmy) uczyć się siebie na wzajem, poznawać swoje potrzeby, ale to jest piękne. Jest nam ze sobą cudownie. A wcześniejsze trudności o których pisałam tylko nas jeszcze bardziej do siebie zbliżyły.

dziunia

Dołączam do tych, którym udało się wytrwać w czystości, a którzy teraz są szczęśliwymi małżeństwami. Jesteśmy po ślubie prawie 5 lat. Jeśli chodzi o nasze współżycie to cały czas się siebie uczymy i to jest piękne. Nie jesteśmy też obciążeni wspomnieniami czy porównywaniami z innymi partnerami — bo ich po prostu nie było .

Chciałabym przestrzec tych, którzy budują swoje wyobrażenia o współżyciu na obrazach z filmów — w życiu jest zupełnie inaczej, nie dajmy się zwariować !

bibi

Zatem dołączam do elity. 10 lat po ślubie, „chodziliśmy” ze sobą niecały rok. Świadomie obydwoje zrezygnowaliśmy z niewątpliwej przyjemności, jaką daje seks i poczekaliśmy z tym do ślubu. Było warto! Jesteśmy udanym małżeństwem, mamy dwie wspaniale córeczki i jest nam ze sobą dobrze… i coraz lepiej!

Berea

Myśmy świadomie czekali, z Bożą pomocą się udało i jesteśmy z tego zadowoleni.

MaBi

Są na forum tacy 

1. Czekaliśmy świadomie, choć „chodziliśmy” tylko roczek więc aż tak źle nie było 

2. Jesteśmy już po ślubie (niecały roczek)

3. To była najlepsza decyzja jaką para może podjąć myśląc o swojej przyszłości. Nie żałujemy, a wręcz przeciwnie — uważamy że to najlepsze co mogliśmy zrobić dla siebie. Każdemu kto się waha i męczą go pokusy chcę powiedzieć że naprawdę WARTO czekać. Ja jestem szczęśliwa i dumna z mojego męża że potrafił mnie do tego dopingować.

4. Jesteśmy zadowoleni ze współżycia, choć nasze „zadowolenie” nie przyszło oczywiście od razu. Ale taka nauka siebie ma szansę powodzenia właśnie w małżeństwie gdzie jest czas i miejsce na współżycie.

Tak naprawdę dopiero teraz czuję że zaczynamy się w tych kwestiach prawdziwie rozumieć, ale nigdy nie chciałabym próbować dopasowywać się wcześniej, bo to nie ma sensu i szczęścia nie daje. Tak że mogę powiedzieć że jesteśmy zadowoleni i że warto.

Dodatkowo stosujemy NPR i też jesteśmy z tego zadowoleni, oczywiście tu podobnie — moje zadowolenie z faktu stosowania tej metody nie przyszło od razu, tylko po kilku miesiącach, ale także nie był to czas stracony, więc przy okazji obiema rękami piszę, że NPR też warto

mummy–to–be