Krucjata Wyzwolenia Człowieka

(185 - kwiecień 2012)

Czyn miłości

rozmowa z ks. Maciejem Krulakiem

Członkowie KWC nie są marionetkami zdalnie sterowanymi ze Stanicy nr 1, mają uczyć się podejmowania autonomicznych decyzji w rozeznaniu, jakim wszystkie wybory poddaje chrześcijanin Bogu

Wieczernik: Chciałbym, aby nasza rozmowa miała dwojaki charakter – z jednego strony wspólnej refleksji nad Krucjatą Wyzwolenia Człowieka, z drugiej próby odpowiedzi na rozmaite pytania, jakie często w osobach z Ruchu Światło-Życie rodzą się w odniesieniu do Krucjaty. Nie będą to więc tylko moje pytania, ale również pytania zebranie przez redaktorów „Wieczernika” jak i nadesłane do redakcji.

Pierwsze pytanie zabrzmi może prowokacyjnie jak na początek rozmowy, jest ono jednak często zadawane: Czy można wystąpić z Krucjaty?

ks. Maciej Krulak: Czasem pojmuje się KWC jako coś do czego się zapisujemy, jak do jakieś organizacji. Jak można się zapisać, to i wypisać. Przecież są gdzieś księgi i spisy członków… W Krościenko jest taka wielka, wielka księga – ponoć tam i ks. Blachnicki wpisany i podpis Jana Pawła… Wystarczy napisać i wykreślą i wszystko będzie dobrze, będzie jak dawniej.

Każdy, kto w wolny sposób przystąpił do dzieła KWC, może w wolny sposób zrezygnować z tej drogi wolności. Kluczowa jest tu właśnie wolność człowieka. Mogę, ale nie muszę zrobić coś dla innych.

Pytanie o możliwość wystąpienia z KWC są swoistym znakiem czasu. Obecnie wielu zanim w cokolwiek się angażuje, chce znać drogę wycofania się. Widzimy tu trudność w podejmowaniu radykalnych decyzji i lęki przed ich skutkami. Chcą zawsze mieć otwarte opcje, bez konieczności wiązania się z czymkolwiek i kimkolwiek. Z tych racji trudno podjąć wyzwania jakimi są na przykład małżeństwo czy celibat, bo ze swej natury nie zakładają możliwości rezygnacji. Wiele osób z lękiem podchodzi do wszystkiego, co wymaga tak radykalnej konsekwencji. Podejmowanie takich właśnie decyzji, a potem konsekwentne wprowadzanie ich w życie wraz z odpowiedzialnością za swoje wybory i działania, są znakami dojrzałości i wolności człowieka. Kto nie jest gotowy do konsekwentnych i odpowiedzialnych wyborów, nie jest wewnętrznie wolny, a dzieło KWC jest ze swej natury dziełem wyzwoleńczym, to znaczy podejmowanym przez ludzi wyzwolonych przez Chrystusa na rzecz, tych osób, które potrzebują wyzwolenia.

Członkowie KWC powinni rozeznać w sobie tę przestrzeń wolności do decyzji. Warto dodać, iż ks. Blachnicki od samego początku podkreślał przystąpienie do KWC jako znak wolności i odpowiedzialności, ale widział też możliwość opuszczenia jej szeregów w akcie wolności człowieka. W tym miejscu odsyłam do Podręcznika KWC, w którym znajdziemy słowa Ojca na ten temat.

W.: Skoro nie jest to włączenie się do organizacji, to czym jest więc  przystąpienie do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka?

ks. M.K.: Na pewno nie aktem desperacji! Jest aktem odwagi, pasji, miłości, troski a nade wszystko wiary. To nie koniec, to dopiero początek pewnej drogi, kiedy w zaufaniu zdajemy się na Jezusa, że sam dopełni dzieła, które w nas rozpoczął. Nie ma sensu przystępować do tego dzieła bez przekonania o jego owocności dla nas i dla bliźnich. Mija się z celem „zapisywanie się” w owczym pędzie, czy dla spełnienia jakiegoś wymogu (np. bycia odpowiedzialnym za jakąś wspólnotę, czy aby przystąpić do Diakonii Ruchu). Już samo przystąpienie – podpisanie deklaracji – jest aktem odwagi i wiary. W wyprawie krzyżowej uczestniczą dzielni wojownicy Pana, którzy zdecydowali się pójść za swym wodzem – Jezusem Chrystusem.

W.: Jaki jest sens składania deklaracji podczas nabożeństwa wobec zgromadzonej wspólnoty?

ks. M.K.: Jeśli jestem gotów na czyn miłości, to dobrze, by odbył się nie anonimowo, ale żeby był czytelny – by był świadectwem, aby inni widząc Moc Boga mogli się zapytać, czy i oni nie zdecydowaliby się na taki dar. Stąd publiczna forma składania deklaracji, choćby podczas dni wspólnoty. Podobnie i Księga Czynów Wyzwolenia jest materialnym znakiem wielu Bożych natchnień.

Pamiętajmy jednak, że do KWC możemy przystąpić każdego dnia, bo znakiem przystąpienia jest podpisanie się pod deklaracją i nie trzeba czekać do nabożeństwa na wakacyjnym dniu wspólnoty.

W.: Chciałbym w takim razie zapytać o Księgę Czynów Wyzwolenia. Jaka jest jej rola? Czy jeśli ktoś wystąpi z Krucjaty, nie powinien być z niej wykreślony?

ks. M.K.: Każdy, kto pragnie swej wolności i chce się nią dzielić z potrzebującymi wyzwolenia braćmi i siostrami, jest znakiem wolności – wyzwolonym w Chrystusie. Cud już się dokonał! Dlatego wpisujemy jego imię i nazwisko do Księgi Czynów Wyzwolenia, aby odnotować fakt, nie tyle przynależności do KWC, co konkretny czyn wynikający z wiary w wyzwalającą moc Zmartwychwstałego.

Ten konkretny człowiek jest świadectwem Mocy Boga samego, bo przecież bez Jego działania nikt z nas nie złoży bezinteresownej ofiary sam z siebie dla bliźnich, czasem nie znanych nam, a nawet wrogo do nas nastawionych. Nawet jeśli kiedyś się wycofa ze swoich zobowiązań – wszak jest wolnym człowiekiem – to ten moment decyzji dokonał się.

Nikogo nie wykreślamy z Księgi, która nie jest spisem członków, ale spisem Bożych cudów, Bożego działania, Bożego wyzwolenia i ludzkiej odpowiedzi na zaproszenie do wolności.

W.: Czy Krucjata Wyzwolenia Człowieka jest ruchem antyalkoholowym?

ks. M.K.: Nie. Nie jest i nigdy nim nie była! Jest ruchem ewangelizacyjnym patrz Podręcznik KWC. Gdyby była ruchem antyalkoholowym walczyłaby z alkoholem jako takim, a tymczasem KWC jest głównie walką o wyzwolenie człowieka.

W.: Mam wrażenie, iż rzadko pamiętamy o tym, że Krucjata to nie tylko odmawianie sobie picia alkoholu, ale również modlitwa. Jaka jest rola modlitwy w KWC?

ks. M.K.: Na czas duchowego zmagania Jezus wkłada w nasze ręce potężny oręż: post, modlitwę i jałmużnę. Są one także narzędziem w walce, którą podejmuje Krucjata Wyzwolenia Człowieka. Znamy z Ewangelii moment bezsilności uczniów wobec złego ducha. Jezu przypomina wtedy o potędze postu i modlitwy. W tym kontekście odczytujemy zarówno nasze zobowiązania abstynenckie, jak i potrzebę wytrwałej modlitwy.

W dziele KWC nie chodzi tylko o naszą wolność wobec wszelkich uzależnień, ale o bycie kolumną ratunkową zdążającą na pomoc zniewolonym braciom. Nie modlimy się tylko o wytrwanie w poście, wszak złożyliśmy nasz dar w wolności i jesteśmy w stanie, przy pomocy łaski Bożej w nim wytrwać, ale nade wszystko wstawiamy się za tymi, „którzy nie mogą już wyzwolić się o własnych siłach”.

Modlitwa to dar, który zawsze możemy złożyć. Czasem wydaje się nam, że nic nie możemy dla kogoś zrobić, więc w akcie bezsilności modlimy się. Jednak my chrześcijanie mamy głębokie przekonanie, że modlitwa jest owocna, bo jeśli wytrwale prosić będziemy, zwłaszcza wspólnie, to Pan da to co potrzebne, choć czasem nie będzie to literalne spełnienie naszych próśb. Dlatego modlitwa to nie znak ludzkiej bezsilności, ale zaufania Bogu. Powinna dla nas być pierwszym aktem działania. Najpierw trzeba zaprosić Boga do konkretnego problemu, bo są takie sprawy, które bez Boga są nie do rozwiązania. Czasem modlitwa może być swoistym „wytupywaniem” przez nas jakiś spraw u Boga, jak małe dziecko u rodziców. Nie chodzi o to, żebyśmy działali, a potem prosili Boga, aby się podpisał pod efektami naszych działań.  Z drugiej strony nie mamy poprzestać tylko na modlitwie – z niej ma rodzić się wszelkie nasze działanie. Dlatego najpierw trzeba nam gorliwie się modlić, prosząc Boga o światło na życie i o siły do wprowadzenie tego światła w nasze życie, ale potem trzeba to co nam wskazał konsekwentnie czynić.

Warto też zwrócić uwagę, że dla wielu ludzi słowo „modlić się” jest równoznaczne z „prosić”. W naszym rozumieniu, modlić się za innych, to także za nich i z nimi dziękować. Mamy też świadomość wielkiego przebłagania, gdyż każde uzależnienie rani w trzech kierunkach – niszczy relacją z Bogiem, drugim człowiekiem i samym sobą. Trzeba i ten akt przebłagania podjąć. 

W.: Istnieje modlitwa Krucjaty, odmawiana choćby podczas Godziny Odpowiedzialności na dniach wspólnoty.

ks. M.K.: Jest to modlitwa do Niepokalanej Matki Kościoła ułożona przez Sługę Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. Modlitwa ta zawiera w sobie całą teologię, strategię i taktykę KWC. Można by powiedzieć, że to najkrótszy opis, czym to dzieło jest. Ma charakter zawierzenia Niepokalanej – zarówno działania, jak i daru abstynencji. Mówi także o naszych braciach, którym spieszymy z bezinteresowną pomocą.

Modlitwa ta jest wyrazem wspólnoty – modlimy się stosując liczbę mnogą. Z tych racji nie powinno jej zabraknąć na wszelkich spotkaniach KWC (parafialnych, diecezjalnych, krajowych). Powinna być wspólnie odmawiana w każdej możliwej sytuacji. Zachęcamy także do modlitwy indywidualnej.

W.: Czy to oznacza, że ta modlitwa jest obowiązkiem członków Krucjaty?

ks. M.K.: Odmawianie wspomnianej modlitwy nie było nigdy koniecznością, gdyż w duchowości Ruchu Światło-Życie, który wszak stworzył duchową bazę dla KWC, nigdy nie zobowiązywano do konkretnej modlitwy, raczej kierując ku znalezieniu każdego dnia około kwadransa na osobiste spotkanie z Bogiem w Namiocie Spotkania. Z tych racji także w KWC modlitwa nie jest zobowiązaniem, gdyż bez niej i tak nie ma szans na włączenie się Chrystusowe wyzwolenie – zawsze skończy się to ludzką klęską. Modlitwa, to nie obowiązek, to zaszczyt Nowego Człowieka, który może i chce co dnia spotykać się ze swoim Panem i Zbawicielem. Współtowarzyszenie uzależniony poprzez dar modlitwy jest pierwszy i kluczowym dziełem jaki możemy podjąć z miłości.

Modlitwa wiąże się z wiernością, bo wypływa z miłości i ją ukazuje. Warto więc ujrzeć w niej nie tyle wyrzeczenie i zobowiązanie, co spotkanie, dzięki któremu możemy prowadzić prawdziwie chrześcijańskie życie.

W.: Czy można włączyć się do KWC w czyjejś intencji? Pisze nasza czytelniczka: „Parę lat temu usłyszałam, że to jest błąd, że podjęcie Krucjaty powinno wynikać z troski o trzeźwość narodu, ze świadomości pijaństwa i alkoholizmu wśród Polaków. A bardzo często spotykam się z tym że ktoś podpisuje w intencji konkretnych uzależnionych osób. Czy coś się zmieniło w patrzeniu na motywację kandydatów i członków KWC?”

ks. M.K.: Szczegółowa intencja postu nie wyklucza daru dla wielu, aby zmienić obyczaj i na odwrót. Konkretna intencja nie jest konieczna, ale i nie zabroniona, czy umniejszająca dar. Ważne jest zrozumienie, iż podejmujemy czyn wyzwolicielski (już o tym mówiłem wcześniej), który jest w ostateczności skierowany na dobro człowieka (nie tylko konkretnego, ale i każdego).

W.: A jeśli nie ma się konkretniej intencji – dlaczego warto również wtedy włączyć się do Krucjaty?

ks. M.K.: Nasz – wyzwolony z reguł tego świata – styl życia oddziałuje zarówno na naszych bliskich, jak i w szerszym kontekście przemienia świat. Każdy, kto z miłości jest w stanie dać coś z siebie dla innych jest znakiem, że możliwe jest życie w inny sposób, że to po prostu jest realne i osiągalne. Nawet kiedy ustanie bezpośrednia przyczyna naszego daru, to zawsze mamy za kogo złożyć swój post, bo zawsze są ludzie, którzy póki nie zobaczą, że można żyć inaczej, to nie uwierzą w alternatywę, a w konsekwencji nigdy nie podejmą choćby próby zmiany w swoim życiu. Z tych racji każdy członek Krucjaty Wyzwolenia Człowieka jest żywym dowodem na wyzwalającą moc Boga, na to, że człowiek może zdecydować się na Nowe Życie, w który realizuje ideały Nowej Kultury.

W.: A czy można zmienić intencję, dla której podjęło się Krucjatę lub czy można dołączyć jeszcze jedną?

ks. M.K.: Oczywiście, że można. To dzieło wolności, a nie sztuczna konstrukcja na zasadzie coś-za-coś.

W.: Często stawiane pytanie: Nie należę do KWC, jestem abstynentem , nie piję alkoholu. Jaki sens miałoby moje przystąpienie do Krucjaty skoro nie będzie to żadna ofiara?

ks. M.K.: Bo kiedy trwam we wspólnocie i dorośle podjętym zobowiązaniu, to łatwiej mi być konsekwentnym w swoich decyzjach. Nie chodzi o to, że „musi boleć”, ale o to, że ma służyć mojej wolności i wyzwoleniu braci.

W.: Chciałbym zapytać o relacje między Diakonią Wyzwolenia a Krucjatą. Diakonia Wyzwolenia jest to diakonia Ruchu Światło-Życie, a Krucjata jest dziełem szerszym, mogą do niej należeć również osoby spoza Ruchu. Jak jedno ma się do drugiego?

ks. M.K.: Diakonia to postawa, która wynika z drogi ku dojrzałości chrześcijańskiej, niejako objawiając tą dojrzałość. Ewangelizacja, katechumenat, diakonia – to opis wspomnianej drogi. Dlatego w diakonii są ludzie uformowani na drodze deuterokatechumenatu, zaś w Krucjacie są osoby na różnych etapach drogi ucznia Chrystusa. Diakonia Wyzwolenia podejmują uformowani, dojrzali członkowie Ruchu Światło-Życie, aby służyć w i poprzez dzieło KWC. Ks. Blachnicki widział, iż na pierwszym etapie rozwoju Krucjaty, właśnie oazowicze będą zdolni do podjęcia Diakonii Wyzwolenia, później przygotowując osoby spoza Ruchu najpierw do członkowstwa w KWC, a następnie do posługi. Charyzmat wyzwolenia jest integralną częścią charyzmatu Światło-Życie i był weń wpisany od samego początku. Dlatego członkowie Ruchu są wezwani do podjęcia dzieła KWC i odpowiedzialności za nie. Nie wszyscy członkowie KWC są jednocześnie członkami Ruchu. Nie ma takich wymagań. Od początku tak to widział ks. Franciszek.

W.: Często wśród członków czy odpowiedzialnych Ruchu padają pytania o relację Ruchu do Krucjaty. Dlaczego w Oazie jest takie „ciśnienie” na KWC? Dlaczego na pewnych etapach trzeba do Krucjaty przystąpić? Skądinąd różnie się te etapy określa – jedni mówią, że jest to obowiązek po II stopniu, inni że obowiązek animatora. Na pewno do Krucjaty muszą należeć członkowie stowarzyszenia „Diakonia Ruchu Światło-Życie”, przynależność przynajmniej kandydacka jest obowiązkiem par diecezjalnych DK. Z czego wynika takie zobowiązanie?

ks. M.K.: Jak już mówiłem, wyzwolenie w Chrystusie to część charyzmatu Ruchu. Nie ma takiej wersji Ruchu, w której nie byłoby tego aspektu. Nasza formacja wychowuje do podjęcia tej decyzji i odpowiedzialności. Jeśli wychowuje to daje czas na dojrzewanie. Nie stawiamy wymagania przynależności do KWC w punkcie wyjścia (ewangelizacji), ale na etapie formacji podstawowej (deuterokatechumenat). Kto wchodzi do diakonii, ten przyjmuje cały charyzmat Ruchu, a nie tylko jakąś część. Najpierw musi poznać, potem zaakceptować, a wreszcie pokochać i przyjąć jako część swego życia, nie dlatego, że ktoś mu każe, ale dlatego, że chce.

W.: Czy to prawda, że KWC obejmuje tylko terytorium Polski?

ks. M.K.: KWC nie obejmuje jakiegoś terytorium, tylko człowieka, a człowiek jest wszędzie. Tu chodzi o wolność człowieka, a nie tylko o nasz naród.

W.: Czy będąc członkiem KWC można np, będąc o to poproszonym przez rodziców czy osoby starsze, otworzyć wino, piwo, nalać do kieliszków lub też podać alkohol z jednego miejsca na drugie?

ks. M.K.: Człowiek wolny w wolności podejmuje decyzje i są one dobre jeśli prześwietlimy je światłem rozumu, sumienia, Słowem Bożym, spotkaniem z Jezusem światłem świata, i wspólnoty Kościoła. Członkowie KWC nie są marionetkami zdalnie sterowanymi ze Stanicy nr 1, mają uczyć się podejmowania autonomicznych decyzji w rozeznaniu, jakim wszystkie wybory poddaje chrześcijanin Bogu. Krucjata nie zniewala, zakazując i ograniczając, ale wyzwala do myślenia, podejmowania decyzji, kreatywności, a wszystko to wmyśl Bożych zamysłów. Nikt z nas nie umrze (ani biologicznie, ani moralnie, czy duchowo) dotykając naczynia z alkoholem. My go nie pijemy, bo jesteśmy nieprzymuszonymi abstynentami. Jeśli rozeznajemy, że większym dobrem, prowokującym do dania świadectwa, jest odmowa wzięcia alkoholu do rąk, to go nie bierzemy, a jeśli to byłoby tylko dziwactwo (jak w czasie milczenia na rekolekcjach pisanie sobie karteczek), to nie warto przesadzać. Co innego abstynencja, nie namawianie, nie częstowanie i nie kupowanie dla innych, a co innego zabobonny lęk przed dotknięciem się „nieczystego” alkoholu.