Parafia

(172 - maj - czerwiec 2010)

Czynić uczniów

rozmowa z ks. Adamem Prozorowskim

Największą moją radością jest, gdy jako proboszcz staję przed ludźmi i mogę im głosić Słowo Boga

Wieczernik: Jest Ksiądz proboszczem od bardzo niedawna, zaledwie od pół roku. Chcielibyśmy porozmawiać o wchodzeniu w tę posługę, oczekiwaniach, początkach, trudnościach i radościach. Zacznijmy od kwestii podstawowej. Probostwo jest normalnym etapem na drodze większości księży diecezjalnych, etapem bardzo często wyczekiwanym z niecierpliwością. Ksiądz jednak przez długi czas nie chciał być proboszczem.

ks. Adam Prozorowski: Rzeczywiście, bycie proboszczem odkładałem na bok. Gdy mnie pytano, zawsze mówiłem: nie spieszy się, nie muszę być proboszczem, nie pragnę być proboszczem. Myślałem przede wszystkim o tym, żeby być dobrym katechetą, dyrektorem szkoły biblijnej, czy wikariuszem. Czyli starałem się dobrze wykonywać dzieło, które mi powierzono w danym momencie. Mówiłem: „wystarczy, żebym miał wierzącego proboszcza, żeby pozwolił mi Słowo Boże głosić”.

W.: Dlaczego nie chciał Ksiądz być proboszczem?

ks. A.P.: Związane to jest z klerykalną wizją proboszcza funkcjonującą w naszej polskiej rzeczywistości. W Dziejach Apostolskich jest scena, w której apostołowie mówią: zostawmy stoły, a zajmijmy się głoszeniem Słowa. Moja obserwacja była taka, że wielu proboszczów musi iść do tych stołów. Czyli musi iść np. na budowę, musi iść do całej masy innych czynności. I widziałem się w sytuacji, w której budzę się rano a nie ma pieniędzy na ogrzewanie. Albo zdarzy się, że będzie przeciekał dach czy coś innego się zepsuje, przyjdą ludzie i powiedzą: proboszczu zrób coś.

W.: Czy ksiądz się musi zajmować takimi rzeczami?

ks. A.P.: Teoretycznie nie musi. Ale w rzeczywistości? W realnej polskiej parafii? Kto ma się tym zajmować? Jest oczekiwanie, że będzie robił to ksiądz. Parafianie oczekują, że ksiądz się będzie na wszystkim znał, oni dadzą pieniądze a ksiądz ma wszystko zrobić.

W.: Ale w końcu został Ksiądz proboszczem.

ks. A.P.: Przyjąłem tę posługę jako wolę Pana Boga. Mam nadzieję, że podołam wszystkim obowiązkom. Ale jeśli mi się to nie uda, to poproszę księdza biskupa o zmianę.

W.: Kiedy dowiedział się Ksiądz, jaka to będzie parafia, co Ksiądz zrobił? Zaczął Ksiądz o niej czytać w roczniku diecezjalnym, w jakichś materiałach kurialnych?

ks. A.P.: Nie. Nic takiego nie robiłem. Zacząłem się modlić. Zacząłem Boga prosić za moich parafian i poprosiłem Pana Boga, żeby mnie do nich posłał.

W.: A jak zaczął Ksiądz poznawać parafię? Wprowadził się Ksiądz, wniósł rzeczy – i co dalej? W jaki sposób poznawał Ksiądz ludzi?

ks. A.P.: Po prostu – poszedłem do sklepu. Codziennie muszę kupować jedzenie i to jest naturalne miejsce spotykania się z ludźmi. Poszedłem do wójtaprzedstawiłem się, że jestem nowym proboszczem. Poszedłem do szkół, spotkałem się z dyrektorami.

Po Eucharystii wychodzę z kościoła, żeby się przywitać w niedzielę z ludźmi. Sam dyżuruję w kancelarii. Zacząłem prowadzić przygotowanie do bierzmowania, żeby się trochę poznać z uczniami z gimnazjum.

Po pierwszej czy drugiej niedzieli zaprosiłem tych, którzy wcześniej angażowali się w różne posługi w kościele i z tymi osobami zacząłem się regularnie spotykać.

W.: Czy w parafii były jakieś wspólnoty?

ks. A.P.: Była grupka „Effata”. Takie klasyczne duszpasterstwo młodzieżowe. Zajmował się nimi poprzedni ksiądz wikariusz. On również odchodził z parafii, tyle że ja przyszedłem na początku lipca a zmiany wikariuszy są w naszej diecezji z końcem sierpnia. Poszedłem więc z nim na ostatnie spotkanie tej grupy – oni mieli takie nastawienie, że wraz z odejściem tego księdza zawieszają działanie wspólnoty. Ja ich prosiłem, żeby pozostali. Jednak zostało kilkaosób i z tymi osobami się spotykam.

W.: To jest młodzież?

ks. A.P.: Jest gimnazjalistka, jest studentka, jest małżeństwo. Taki Kościół w miniaturce. I teraz to małżeństwo ma dzieciątko.

W.: Są zapewne w parafii tradycyjne grupy?

ks. A.P.: Tak, tak. Jest żywy różaniec, jest Milicja Niepokalanej, czciciele Miłosierdzia Bożego, jest róża męska różańcowa.

W.: Czy więc nowy proboszcz miał się na kim oprzeć w posłudze w parafii?

ks. A.P.: Już wcześniej znałem kilka rodzin stąd zaangażowanych we wspólnoty w Poznaniu. Są też tutaj ludzie, którzy kiedyś byli zaangażowani w Kościele Domowym (przed laty istniał w tej parafii), są szafarze Komunii świętej. O nich wszystkich poprzedni proboszcz powiedział mi, że są to ludzie, którym mogę ufać.

Są też osoby, które tutaj coś od zawsze robiły – przygotowywały grób, żłóbek, dbały o kwiaty w kościele. Osobiście ich wszystkich jeszcze dobrze nie znam, ale wiem, że na nich można polegać. Oni zawsze wypełniali te zadania.  I to robili dla Kościoła. Niezależnie od tego, jaki to był ksiądz. To jest pomoc.

W.: Wiadomo, że każdy proboszcz ma nieco inny styl. Czy dokonał Ksiądz już jakichś zmian w funkcjonowaniu parafii?

ks. A.P.: Przyjąłem założenie, że tego co nie jest konieczne, nie zmieniam w pierwszym roku. Wprowadziliśmy tylko kilka nowości. Mamy stałe Msze święte, to znaczy, wiadomo, iż wikariusz ma jedną mszę, zawsze o tej samej godzinie i ja mam drugą mszę zawsze o tej samej godzinie. Wprowadziliśmy spowiedź pół godziny przede mszą. W czasie Eucharystii generalnie nie spowiadamy. Ale parafianie wiedzą, że jest spowiedź pół godziny przede mszą. Zacząłem głosić homilie na mszach w dni powszednie.

Zmieniliśmy nieco ustawienie prezbiterium.

W.: Parafianie się nie buntowali na te zmiany?

ks. A.P.: Wikary jest pasjonatem historii sztuki, więc na niego mogłem zganić – że to dlatego, iż zna się na sztuce (śmiech).

Oprócz tego zlikwidowaliśmy zwyczaj czytania intencji mszalnych. W ramach ogłoszeń odczytywano intencje na cały tydzień. To zajmowało dziesięć minut. Przyszli do mnie rodzice dzieci mówiąc, że dzieci się nudzą, nie wytrzymują tego. W jedną niedzielę przyszło kilka takich osób, korzystając z tego, że byłem nowym proboszczem. Więc po uzgodnieniu z księdzem wikariuszem przestaliśmy je czytać.

W.: To była zmiana, która wyszła od ludzi, więc pewnie nie budziła oporów.

ks. A.P.: A właśnie, że budziła. Po pół roku zjawił się ktoś z pretensjami, że nie czytam intencji i nie bardzo chciał przyjąć argumenty, że to sami parafianie chcieli.

W.: Czy ma Ksiądz jakąś wizję pracy w parafii, czy dopiero ją rozeznaje?

ks. A.P.: Oczywiście, że mam wizję. Jak można działać bez wizji? Czynić uczniów w parafii. To jest mój cel. Po to tutaj jestem.

W.: A w jaki konkretnie sposób chce Ksiądz ten cel realizować?

ks. A.P.: Zacząłem od cyklu kazań: Jaki jest Bóg, w którego wierzysz? Hasłem rekolekcji wielkopostnych była potrzeba słuchania. Ten temat podejmowałem przez cały Wielki Post. W Wigilię Paschalną było odnowienie decyzji związania się z Jezusem i od poniedziałku wielkanocnego pojawił się temat uczniostwa. Przygotowałem dla parafian specjalny zeszyt z tekstami do studium, swoje rozważania codziennie mam zamiar umieszczać na parafialnej stronie internetowej (ja sam zrobiłem to studium wcześniej). W Zesłanie Ducha Świętego będzie namaszczenie do uczniostwa.

Ruch Światło-Życie dał mi mocne przekonanie, że trzeba zaczynać od ewangelizacji i że nikogo nie można automatycznie nazywać uczniem Jezusa.

W.: A potem?

ks. A.P.: Po uczniostwie jest wzrost. Potem, jeżeli Pan Bóg pozwoli, to będzie rozeznawanie darów duchowych – jakim darem możesz usłużyć.

W.: Czy tylko w kazaniach ta wizja będzie się realizować?

ks. A.P.: Już zaczęliśmy pracę z rodzicami dzieci pierwszokomunijnych i bierzmowanych. Dla nich mieliśmy serię wykładów „Fundamenty wiary” opartą na materiałach opracowanych przez Josha McDowela. Ten cykl wejdzie na stałe. Zawsze rodzice, którzy mają dziecko przygotowujące się do sakramentów, będą mieli szansę w nim uczestniczyć. Rozpocząłem od razu szkołę biblijną, którą prowadziłem we wszystkich parafiach, gdzie dotąd byłem.

W.: Są chętni?

ks. A.P.: Tak. Mam jednak świadomość na pierwszą szkołę biblijną przychodzą ci, którzy mają trochę większe potrzeby. Dlatego w przyszłym roku chcę mocniej zachęcać do udziału. Szkoła biblijna może być odpowiedzią na temat „wzrost”, o którym mówiłem.

W.: A tej konieczności „troski o stoły” doświadczył Ksiądz tutaj?

ks. A.P.: Gdy zostaje się proboszczem, widzi się, ile jest do zrobienia. Trzeba wymienić dach, wyremontować kościół. Parafianie oczekują, że to będzie zrobione i mam świadomość, że część z nich po tym właśnie przede wszystkim ocenia proboszcza.

W.: Rada duszpasterska nie mogłaby tu pomóc?

ks. A.P.: W parafii jest i rada duszpasterska i ekonomiczna. Na radzie ekonomicznej powiedziano mi: proboszcz zarządzi, a my pozbieramy pieniądze. A ja przecież nie muszę mieć wizji, co trzeba zarządzić w kwestiach budowlanych.

W.: Jakie są radości młodego proboszcza?

ks. A.P.: Radością jest to, że w niedzielę na sumie o 12.00 staję jako proboszcz i mówię: Bóg powiedział mi, że mam wam to i to powiedzieć. Gdy staję przed ludźmi i mogę im wygłosić Słowo Boga, to jest największa moja radość. Jutro mam pogrzeb dwunastoletniego chłopca. Wiem, że pójdę do tych rodziców i nic dla nich nie mam oprócz Słowa Boga. Wiem, że mi Pan Bóg dzisiaj da Słowo. Pójdę do nich z tym słowem i wiem, że będę leczył rany serc złamanych. To jest moją największą radością, że mogę pokazywać i mówić o Jezusie, o tym że tylko Jezus jest dla nas  ratunkiem. Kiedy mogę powiedzieć w autorytecie Jezusa: „Straciłeś żonę czy straciłeś dziecko, ale Bóg w którego wierzę, o którym mówi ta księga, Bóg mówi, że jest dla ciebie nadzieja. Bóg mówi, że z tej śmierci może wyjść dla ciebie życie. Uwierz w to. Chwyć się tego słowa”. 

To jest moja radość. Świadomość, że są ludzie, których Bóg mi dał i dla nich Bóg ma słowo przeze mnie.

Są też takie radości, kiedy ktoś przychodzi i mówi: usłyszałem to słowo. I coś zrobiłem, coś postarałem się zmienić w swoim życiu.

Moją radością jest też to, że parafianie kochają poprzedniego księdza proboszcza, który musiał odejść ze względu na ciężką chorobę. Troszczą się o niego, jeżdżą, odwiedzają, są zaniepokojeni jego stanem zdrowia. To wszystko jest ważne, bo pokazuje, że oni w nim kochają kapłaństwo. Dalej – wikariusz. To jest moja radość, że mimo iż jesteśmy inni od siebie, tak różni, a jednak się rozumiemy. Radością jest też, że są ludzie gotowi do pomocy w codziennych sprawach, gdy czegoś nie wiem. To są moje radości.

W.: Życzymy więc, aby radości miał Ksiądz w swojej posłudze jak najwięcej.

ks. A.P.: A ja bym sobie życzył ucha otwartego na Głos Pana, serca ogromnego abym mógł pokochać wszystkich i odwagi aby słowo wprowadzać w czyn. Życzę czytelnikom „Wieczernika” Bożego Szalom.

 

rozmawiali Agata i Krzysztof Jankowiakowie