Czyńcie uczniów

(159 - lipiec - sierpień 2008)

Czynił uczniów

Agata Jankowiak

Jeżeli czujemy się wezwani do wypełniania Wielkiego Nakazu Misyjnego Jezusa, przede wszystkim od Niego wypada uczyć się, jak czynić uczniów.

Zacznijmy od prostego pytania: czym zajmował się Jezus podczas trzech lat swojej publicznej działalności? Pierwsza odpowiedź jest oczywista: Jezus głosił Ewangelię o Królestwie, wzywał do nawrócenia, uzdrawiał chorych i opętanych. Jednak był jeszcze drugi nurt działalności Jezusa (równie oczywisty dla uważnych czytelników Ewangelii) - Jezus przygotowywał swoich uczniów do posługiwania po tym jak On już odejdzie do Ojca. Innymi słowy - Jezus przeznaczył te trzy lata z jednej strony na głoszenie Ewangelii, a z drugiej na czynienie uczniów. Uczniowie Jezusa rzeczywiście zdołali szeroko ponieść Ewangelię.

     Tej „drugiej stronie” chcę przyjrzeć się bliżej. Jeżeli czujemy się wezwani do wypełniania Wielkiego Nakazu Misyjnego Jezusa, przede wszystkim od Niego wypada uczyć się, jak czynić uczniów.

Na początek zastanówmy się, skąd wzięli się uczniowie Jezusa. Odpowiemy - sam ich wybrał, sam ich powołał. Tak rzeczywiście było, chciałabym jednak zwrócić uwagę na to, w jaki sposób Jezus wybierał swoich uczniów. W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: Szymona, którego nazwał Piotrem; i brata jego, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja, Mateusza i Tomasza:Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona z przydomkiem Gorliwy (Łk 6, 12-14). Wyboru apostołów Jezus dokonuje na modlitwie.

Myślę, że modlitwa Jezusa za uczniów jest pierwszym i najważniejszym wyrazem Jego poczucia odpowiedzialność za nich. Jezus nie tylko modlił się przed wyborem apostołów. Sądzę, że śmiało można powiedzieć, iż Jezus za swoich uczniów modlił się stale - ewangelie wspominają o tym także w innych miejscach. Są to modlitwy naprawdę poruszające, jak prośba za Piotra - Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara (Łk 22,31-32) czy prośba za uczniów w Modlitwie Arcykapłańskiej (J 17, 9-19).

Jezus jednak nie poprzestawał na własnej modlitwie, ale i pozwalał uczniom przy różnych okazjach być świadkami swojej modlitwy - zarówno krótkiego wezwania Ojca przed wykonaniem jakichś dzieł (np. Mk 6, 41; Mt 19, 13;...) jak i dłuższej modlitwy osobistej (np. Mt 14, 23; Mt 26, 36; Mk 1,35; Mk 4, 46; Łk 5,16; Łk 6, 12; Łk 9, 10; Łk 9, 28-29;...). To dzięki możliwości obserwowania modlitwy Jezusa zrodziło się w uczniach pragnienie nauczenia się modlitwy: Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: „Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów” (Łk 11, 1). Odpowiedzią na tę prośbę było: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo!... (Łk 11, 2-4). Jezus dawał też uczniom konkretne wskazówki co do tego jak powinna wyglądać modlitwa (np. Mt 6, 5-7; Mk 11, 24-25; Łk 18, 10-15).

Uczniowie mogli obserwować modlitwę Jezusa dzięki temu, że rzeczywiście byli z Nim na co dzień. Przez trzy lata towarzyszyli Mu w wędrówkach po Galilei, Judei, Dekapolu, Samarii... Zabierał ich ze sobą w gości (J 2, 1; Mt
9, 10), byli świadkami cudów, których dokonywał (np. Mt 9,19; Mk 1, 29-31) i - oczywiście - przekazywał im swoją naukę. Warto pamiętać (i rozróżniać), że wielokrotnie Jezus mówił tylko do uczniów - mówiąc inaczej: uczniowie słyszeli od Jezusa o wiele więcej niż idące za Nim tłumy. Właściwie gdy czyta się ewangelie widać, że bardzo wiele doskonale nam znanych nauk Jezusa skierowane jest do uczniów - a nie do przygodnych słuchaczy, idących z ciekawości za kolejnym cudotwórcą... (np. por. Mt 5, 1-2; Mt 24-25 itd.). Pewne sprawy są podawane zaś wyłącznie do ich wiadomości (por. Mt 16, 20; Mk 17, 8 ) - do pewnego czasu oczywiście.

     Jezus nie tylko naucza - również tłumaczy uczniom swoje postępowanie, tłumaczy dlaczego naucza tak, a nie inaczej (Mt 13, 10-17) i wyjaśnia im dogłębnie swoją naukę (np. Mt 13, 18-23; Mt 15, 16-20). Uczniowie nie boją się zadawać pytań, jeżeli czegoś nie rozumieją (np. Mt 17, 10; Mt 24, 3; Mt 15, 15). I nawet jeżeli powoduje to pewne zniecierpliwienie Pana To i wy jeszcze niepojętni jesteście? (Mt 15, 16) - nadal tłumaczy o co Mu chodzi. A po wyjaśnieniach upewnia się czy Go zrozumieli (Mt 13, 51: Zrozumieliście to wszystko?). Jezus też niekiedy prowokuje uczniów do myślenia, zadaje im pytania, na które czasem niełatwo jest odpowiedzieć (Mt
16, 13-16).

Jezus nie tylko przekazuje swoim uczniom wiedzę. Po pewnym czasie wysyła ich na samodzielne głoszenie Ewangelii. Ale nie rzuca ich od razu na głęboką wodę. Najpierw pozwala obserwować, jak robi to sam, a potem, zanim ich roześle, udziela szczegółowych wskazówek co do tego jak mają podczas tej ewangelizacji postępować (Mt 10, 5-16; Mk 6, 7-11; Łk 9, 3-5; Łk 10, 3-11). Okazuje im też wielkie zaufanie obdarzając wielką mocą (np. Mt 10, 1, przy czym nie cofa tego daru, kiedy już wrócą z wyprawy ewangelizacyjnej - Łk 9, 54).

Jezus też prawdziwie i konkretnie troszczy się o swoich uczniów. Kiedy wracają po ewangelizacji, wysłuchuje ich radosnej relacji (Łk 9, 10; Mk 6, 30; Łk 10, 17), a potem każe im odpocząć (Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco! Mk 6, 31). Broni uczniów przed faryzeuszami (Mt 12, 1-8; Mt 15, 1-4). Relacja łącząca Mistrza z uczniami to nie związek szkoleniowca ze uczestnikiem kursu, ale rzeczywista głęboka relacja przyjaźni, troski, miłości (por. np. Łk 22, 15; Mt 12, 46-50).

Swojego nauczania czy wskazówek Jezus nie ogranicza do wiedzy, którą nazwalibyśmy teologiczną, ale uczy też jak żyć w niekoniecznie przyjaznym świecie - np. Mt 16, 6. Mt 23, 1-12; Mt 17, 24-27. Jezus uczy również uczniów wrażliwości na potrzeby innych ludzi (np. Mt 26, 10; Mt 14, 14; Mk 6, 34). Co ciekawe, miłość i troska Jezusa w stosunku do uczniów nie łączy się z pobłażaniem ani z wygodnictwem - kiedy przychodzą bardziej potrzebujący, odpoczynek trzeba przerwać (Mk 6, 34). Jezus uczy swoich uczniów zarówno myślenia o innych, jak i czynnej służby, nie uważa, że uczniowie są posłani tylko do rzeczy wyższych - to oni rozdawali chleby głodnym tłumom i zbierali po nich resztki (Mk 6, 41-43; Mt 14, 19; Mt 15, 36; Mk 8, 6). Zleca im zadania - ale mówi jak je wykonać (por. Mt 26,3 17-19; Łk 22, 9-13). Jezus nie obiecuje też złotych gór, nie mówi, że jego uczniowie będą mieli życie łatwe i przyjemne, raczej ostrzega wprost przed czekającymi ich trudnościami i prześladowaniami (np. Łk 21, 12; J 15, 20-21). Jedyną „korzyścią” jaką obiecuje jest zbawienie (Mt 19, 25-28; Mk 10, 26-30; Łk
18, 26-30).

Jezus stawia swoim uczniom konkretne wymagania. Nieraz bardzo trudne - mówi o wzięciu krzyża, o zaparciu się siebie, o zostawieniu rodziny, o bezinteresownej miłości (nawet nieprzyjaciół), o wielokrotnym przebaczaniu... (por. Mt
16, 24-26; Łk 9, 23; Mt 18; ...). Warto jednak zwrócić uwagę, że nie zaczyna od stawiania wygórowanych wymagań, nie podaje im na wstępie przytłaczającej listy warunków, które muszą natychmiast zacząć wypełniać... Owszem pewne radykalne „cięcia” - decyzja o pójściu za Jezusem - dokonują się na początku, ale potem do poważnych wymagań Jezus dochodzi stopniowo. Daje też wskazówki co do funkcjonowania wspólnoty - mówi o tym jak tworzyć wspólnotę (J 15, 1-17), jak zwracać sobie uwagę (Mt 18, 15-16; Łk 17, 3-4) i jak istotne jest przebaczanie (Mt 5, 23-24).

Już przy takim dość pobieżnym przyjrzeniu się relacjom łączących Jezusa z Jego uczniami widać, ile możemy się od Niego nauczyć. Jeżeli chcemy czynić uczniów - tak jak On - musimy najpierw modlić się za nich. Jeszcze zanim ich poznamy. Musimy dzielić z nimi życie - oni powinni na przykład widzieć naszą modlitwę, powinni uczyć się jej od nas. Przyglądając się temu jak Jezus formował swych uczniów dochodzę do wniosku, że nie da się tu niczego nauczyć teoretycznie. Jeżeli jako animator chcę, aby osoby uczestniczące w spotkaniach mojej grupy stały się odważnymi ewangelizatorami, najpierw muszę sam im pokazać jak ja ewangelizuję. Jeżeli chcę, by ci ludzie żyli Słowem Bożym, najpierw sam muszę Nim żyć - a oni muszą to zobaczyć, nie tylko o tym słyszeć! Ważne jest przekazywanie wiedzy, ale ważniejsze świadectwo życia i połączenie nauczania z tym świadectwem. Mam prawo stawiać uczestnikom mojej grupy czy kręgu wymagania - ale nie wszystkie od razu, nie wolno mi przytłoczyć ich nakazami, których nie są w stanie wypełniać. Muszę też być otwarty na ich pytania - oni nie mogą wstydzić się i bać zadawania pytań, nawet po raz n-ty. Jestem odpowiedzialny za tych, których prowadzę drogą formacji - mam dbać nie tylko o ich posługę i wynajdować im różne zadania (i najpierw powiedzieć jak je wykonać), ale mam też zadbać o ich wypoczynek, pilnować, aby nie byli przeciążeni. I muszę mieć czas na wysłuchanie ich - zarówno gdy chcą mówić o problemach, jak i wtedy, gdy chcą dzielić się radością z wykonanej posługi. Mam jasno ukazać im cel - zbawienie - i nie wolno mi mamić ich obietnicami raju na ziemi. No i wskazówki co do budowania wspólnoty muszą opierać się na mocnym fundamencie - skoro Jezus kazał nam miłować się tak, jak On nas umiłował (J 13, 34; J 15, 9; J 15,12), przykład miłości powinien płynąć od animatora...

Warto pamiętać też o innej kwestii. Trzy lata formacji, trzy lata chodzenia za Jezusem i z Jezusem nie uczyniły z uczniów chodzących ideałów. Zdarzało się, że nie rozumieli Go (nawet się denerwował - Mt 16, 23; Mk 8,33), bywali zadufani w sobie (Mt 20, 20-22), nie potrafili Mu zaufać (Mt 14, 30; Łk 8, 22-25), nie przywiązywali wagi do Jego próśb (Mt 26,40; Mk 14, 37), ten, który zaklinał się, że przy Nim wytrwa, wyparł się trzykrotnie, jeden z najbliższych wydał Go oprawcom, a na koniec wszyscy Go opuścili (Mk 14, 50). Również później, kiedy już nieśli Ewangelię w świat, nie byli ideałami, nawet kłócili się miedzy sobą (Dz 15, 37-40). Skoro to wszystko przydarzyło się samemu Jezusowi, tym bardziej jest prawdopodobne, że może się przydarzyć nam. Dlatego sadzę, że podejmując zadanie czynienia uczniów warto się liczyć z wszelkimi ograniczeniami ludzkiej natury - własnej i cudzej.

Odchodząc do nieba Jezus nie pozostawił uczniów samych. Dotrzymał danej wcześniej obietnicy - Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem (J 14, 26). Jeżeli usłyszeliśmy Słowo i zapadło ono w nasze serce, jeżeli Nim żyjemy odważmy się zawierzyć obietnicy - i czyńmy uczniów.