Ekumenizm

(207 - październik - grudzień 2015)

Dla kogo jest Eucharystia?

ks. Tomasz Bać

O Mszy świętej, ekumenizmie i uczestnictwie w liturgii

Historia i współczesność

Uczestnictwo w Eucharystii od samego początku traktowane było jako wielki przywilej zarezerwowany uczniom Chrystusa oraz ogromny dar, do którego dostęp mieli tylko i wyłącznie ochrzczeni. Pisał o tym między innymi św. Justyn Męczennik już w połowie II wieku: „Tylko ten może brać udział w Eucharystii, kto wierzy, że prawdą jest, czego uczymy, kto także został zanurzony w wodzie odradzającej i przynoszącej odpuszczenie grzechów, i żyje tak, jak nauczał Chrystus” (Pierwsza Apologia, 66). Warunkami uczestnictwa w Eucharystii były więc wiara zgodna z wiarą Kościoła, chrzest oraz życie według Ewangelii Chrystusa. Z tego powodu w pierwszych wiekach zupełnie nie do pomyślenia było, aby w Eucharystii wziął udział poganin, a dla katechumenów i odbywających pokutę w czasie ich długiego przygotowania do chrztu lub okresu pokuty dostęp do Mszy św. ograniczał się jedynie do Liturgii słowa. Po jej zakończeniu po prostu wypraszano ich ze wspólnoty.

Inną grupę w Kościele pierwszych wieków tworzyli tzw. heretycy, a więc chrześcijanie, którzy odpadli od jedności i idąc za odrzuconymi przez Kościół poglądami sami oddzielali się od wspólnoty wierzących. Jako że znakiem jedności i prawowierności w każdej wspólnocie był biskup, to już u początku II wieku św. Ignacy z Antiochii bardzo wyraźnie powiedział, iż ważna może być jedynie Eucharystia sprawowana w jedności i łączności z biskupem oraz pod jego przewodnictwem (por. List do Kościoła w Filadelfii, 4).

Nic więc dziwnego, że w miarę rozwoju prawa kościelnego przepisy zaczęły jednoznacznie wykluczać z uczestnictwa w Eucharystii wszystkich, którzy nie wyznawali wiary uznawanej za katolicką. Szczególnie mocno wybrzmiało to w czasie wielkich podziałów chrześcijaństwa najpierw w XI wieku, a później w czasie reformacji. I tak, przez wieki z jednej strony protestanci i prawosławni nie mogli uczestniczyć w katolickiej Eucharystii, a z drugiej – katolicy nie myśleli nawet, aby przekroczyć próg cerkwi bądź świątyni protestanckiej. W ten sposób podkreślano bardzo wyraźnie, że przynależność do Kościoła katolickiego jest jednym z podstawowych warunków uczestnictwa we Mszy św.

Dopiero rozwijający się przez cały XX wiek ruch ekumeniczny, który znalazł akceptację i szczyt w Dekrecie o ekumenizmie „Unitatis redintegratio” Soboru Watykańskiego II sprawił, że uczniowie Chrystusa należący do różnych Kościołów i wspólnot zaczęli spotykać się także na gruncie liturgicznym, a obecność chrześcijan wywodzących się z tradycji prawosławnej i protestanckiej w czasie katolickiej liturgii nikogo już dzisiaj nie dziwi, ani nie powinna gorszyć. Kościół jednak głosami Następców św. Piotra jednoznacznie potwierdza, iż wspólna celebracja Eucharystii i przystępowanie wszystkich chrześcijan do jednego Stołu Pańskiego nadal pozostaje celem – i to dość odległym – wysiłków ekumenicznych.

Czy Eucharystia jest zawsze konieczna?

Drzwi naszych kościołów są otwarte dla wszystkich. Każdy może wejść i zobaczyć, co uczniowie Chrystusa XXI wieku robią, gdy gromadzą się na łamanie chleba. Dobrze, że tak jest i że dzisiaj nikogo nie wyprasza się ze Mszy św., nawet jeśli życie takiego człowieka nie ma wiele wspólnego z Ewangelią ani wiarą chrześcijańską. Przecież do wielu konwertytów Bóg przemówił właśnie wtedy, gdy – być może niewiele rozumiejąc – znaleźli się w kościele, w którym celebrowana była Msza św. Gdyby drzwi kościoła były dla nich, jako zupełnie niewierzących lub pogubionych w wierze zamknięte, to prawdopodobnie nigdy nie znaleźliby drogi do Chrystusa i Jego Kościoła. 

W tym właśnie kontekście jasne jest że Kościół zaprasza do siebie wszystkich, tak jak zapraszał ich Jezus (por. Mt 11, 28). Jednak czy jedynym sposobem przeżywania wiary Kościoła musi być zawsze celebracja Eucharystii? Pytanie to ma szczególną wartość, gdy stajemy wobec modlitewnych spotkań ekumenicznych lub wobec uroczystości o charakterze świeckim z elementami religijnymi. Właśnie wtedy pojawia się pytanie o sens „uświetniania” ich przez odprawienie Eucharystii. Czy to, co dla uczniów Chrystusa było zawsze najgłębszym i najświętszym doświadczeniem spotkania z żywym Chrystusem we wspólnocie Jego Kościoła, nie schodzi w takich sytuacjach do poziomu zwykłego obrzędu i rytuału będącego jedynie tłem dla czegoś innego – ludzkiego?

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".