Diakonia

(178 - kwiecień 2011)

Do diakonii

świadectwo

 

Mój czas formowania był krótki. Stosunkowo szybko zostałam rzucona na głęboką wodę

 

Diakonia czyli posługa, czynienie czegoś bez zapłaty, branie na siebie odpowiedzialności. Już w szkole podstawowej, potem średniej byłam przewodniczącą, skarbnikiem, angażowałam się w różne zadania klasowe do wykonania. Odkąd pamiętam korzystałam z talentów, którymi Pan Bóg mnie obdarował. Ale nie traktowałam tego jak posługi. To pojęcie było mi jeszcze nieznane. Jako siedemnastolatka przyszłam do wspólnoty. Pojechałam na rekolekcje. Rozpoczęła się formacja i angażowanie się w życie oazy. Tu nie można było nie służyć. Zawsze jakieś zadanie było do wykonania.

Miałam to szczęście, że trafiłam do wspólnoty Ruchu Światło-Życie, której moderatorem był kapłan wiedzący, dokąd chce nas doprowadzić. Dobrze znał charyzmat Ruchu. Prawie od początku swojej pracy z nami oswajał nas z myślą, że od nas odejdzie. I tak z nami postępował, byśmy potrafili radzić sobie, gdy zmieni parafię. Powierzał nam wiele zadań postępując według kilku kroków. Najpierw robił sam. Potem z nami. Potem był przy nas. I zostawiał nam zadanie do wykonania.

Mój czas formowania był krótki. Stosunkowo szybko zostałam rzucona na głęboką wodę. Zostałam animatorką. W te same wakacje wyjeżdżałam jako uczestnik i animator. Formowałam się jednocześnie podejmując posługę.

Nie mieliśmy jeszcze wtedy diakonii specjalistycznych. Miały się urodzić w naszej wspólnocie za kilka lat. Były w planach moderatora. Zadania, które były do wykonania, dzieliliśmy pomiędzy osoby we wspólnocie. Pamiętam, jak po raz pierwszy zostało mi powierzone zadanie opowiedzenia ludziom o Czterech Prawach Życia Duchowego na rekolekcjach ewangelizacyjnych. Mój moderator uwierzył w pewne predyspozycje, które miałam. Było to dla mnie bardzo trudne (mikrofon i dużo ludzi przed sobą), ale myślę, że właśnie wtedy został we mnie przełamany opór przed wystąpieniami publicznymi. Nasz moderator obserwując to co działo się w Ruchu w kraju podsuwał nam propozycje rekolekcji specjalistycznych. Przed zmianą parafii chciał, by odpowiedzialność za wspólnotę spoczywała w rękach parafialnej diakonii jedności.

Przed moim pierwszym rokiem studiów dziewczyna ze wspólnoty wybierała się na Oazę Rekolekcyjną Diakonii Życia i szukała kogoś, kto mógłby jej towarzyszyć. Wybrałam się. Bardzo to było cenne dla mnie przeżycie. Uporządkowało mi sferę damsko-męską na najbliższe lata, ale nie odnalazłam w sobie pokładów do służby w tej diakonii – zostały uśpione na przynajmniej dwa lata. A później jeszcze jeden ORDŻ. Posługa animatorska na ORDŻ. Posługi na rzecz wspólnoty, prelekcje na oazach letnich do młodzieży, spotkania w czasie roku uzupełniające formację o tę szarą strefę budowania przyjaźni, miłości, odpowiedzialności za strój, czystości. Zanim się obejrzałam, stworzyłyśmy z koleżanką parafialną Diakonię Życia. Nawiązałyśmy kontakt z osobami, które działały na poziomie diecezji. W trakcie swoich ekonomicznych studiów za namową kolegi rozpoczęłam Studium Życia Rodzinnego. Wcale nie z myślą o posłudze dla narzeczonych. Ale bardzo mnie interesowały treści związane z rodziną. Marzyłam o szczęśliwej rodzinie i chciałam być dobrze przygotowana.

Gdy skończyłam studia, to już miałam ukształtowaną przez Ruch Światło-Życie świadomość, że moim miejscem posługi powinna być parafia. I jak się nadarzyła okazja do prowadzenia katechez dla narzeczonych i uczenia metod rozpoznawania płodności, to z niej skorzystałam. Przez kilka lat byłam odpowiedzialna za diecezjalną Diakonię Życia.

W tym czasie posługując jako animator na ORDŻ poznałam mojego męża. Posługując razem dojrzewaliśmy w promieniach diakonii do podjęcia decyzji o zawarciu Sakramentu Małżeństwa. Jesteśmy 14 lat razem, mamy trójkę dzieci. Jesteśmy w Domowym Kościele. Przez ten czas wiele posług sprawowaliśmy. Byliśmy parą rejonową, pilotowaliśmy krąg, obecnie koordynujemy jeden z Dni Wspólnoty w naszej diecezji.

Moja łączność z diecezjalną i centralną Diakonią Życia trwa cały czas. Jestem członkiem Stowarzyszenia Diakonia Ruchu Światło-Życie, posługuję w poradni rodzinnej. Ta droga do diakonii w Ruchu rozpoczęła się wraz z rozpoczęciem formacji.

To przedziwne jak Pan Bóg potrafi poprowadzić człowieka za rękę i jeszcze uczynić go szczęśliwym. Bogu niech będą dzięki za te wszystkie osoby, którymi posłużył się, by doprowadzić mnie do diakonii. Szczególnie pragnę podziękować ks. Władysławowi Nowakowi za kilka lat wychowywania we wspólnocie, za wymagania, które nam stawiał i za czuwanie nad swoimi wychowankami do dzisiaj i mobilizowanie do wzrostu duchowego.

 

Jowita Kuźmicka