Modlitwa

(140 - listopad - grudzień 2005)

z cyklu "Czego uczy nas Tora?"

Galed i Machanaim

Karol Madaj

Dopiero gdy Jakub zawarł przymierze z Labanem, ostatecznie skończył się jego pobyt w Charanie i dwadzieścia lat zależ­ności od teścia. Jakub został głową swojej rodziny. To był je­den z trzech punktów zwrotnych w jego życiu. Dlatego postanowił upamiętnić go, stawiając stelę. Podobnie postąpił w Betel, gdy otrzy­mał Boże wezwanie (28,18), oraz przy drodze do Betlejem, po śmierci ukochanej żony, Racheli (35,19n). Dodatkowym potwierdze­niem zawartego w tym dniu przymierza miał być usypany z kamieni
„kopiec świadectwa” - po hebrajsku galed.

Można zapytać: Po co aż dwa symbole? W Biblii powtórzenie sło­wa czy gestu zawsze oznacza, że mamy do czynienia z czymś bardzo ważnym (por. 41,32). Ponadto według Tory, potrzeba było przy­najmniej dwóch świadków, by uznać kogoś winnym (Pwt 19,15). Ja­kub, zdając sobie sprawę z tego, że Laban nie jest zbyt wiarygodnym partnerem, w ten sposób „zabezpieczył” to istotne przymierze. Sę­dzią, który miał oprzeć się na niemych kamiennych „zeznaniach”, miał być sam Jahwe. Tylko On mógł strzec realizacji postanowień przymierza, gdy już każda ze stron powróci do siebie (w. 49). Jakub zobowiązał się, że nie będzie poniżał swoich żon i nie weźmie sobie oprócz nich innych kobiet (ironiczne brzmi to żądanie w ustach La­bana, który sam zmusił Jakuba do bigamii). Ponadto Galed miał być granicą ich terytoriów, której mieli nie przekraczać w złych zamia­rach. Tora uczy nas tu, że każdej rodzinie do poprawnego funkcjo­nowania, poza miłością i wiernością, potrzebne są także ustalone granice suwerenności, których nie mogą naruszać nawet rodzice.

Zauważmy, na kogo przysięgały strony przymierza: Laban był po­liteistą, co widać dobrze w hebrajskim oryginale, gdzie używa liczby mnogiej („Niech rozsądzą”) i przywołuje kilku bogów: Boga Abraha­ma, boga Nachora i na końcu, boga ich ojca, Teracha. Laban starał się znaleźć wspólnego „boga” z Jakubem. Patriarcha wiedział jednak, że nie może zgodzić się na innego „boga” poza Jahwe. Żadne bożki nie zapewniłyby szczęścia jego rodzinie. Jakub przysiągł więc na
„Strach Izaaka” (por. w. 42). Rabini zauważają, że Jahwe nie jest na­zywany czyimś Bogiem, dopóki ten człowiek żyje i jest poddawany próbom wiary. Dlatego Jakub nie przysiągł na „Boga Izaaka”, ale na Tego, którego z bojaźnią czcił jego ojciec. To Jemu też złożył Jakub na ofiarę zwierzęta, których zjedzenie było znakiem potwierdzenia przymierza i zarazem dziękczynieniem za otrzymane tego dnia do­brodziejstwa.

Nazajutrz po uczcie Laban ucałował swoje córki i wnuki i pobło­gosławił im, po czym wyruszył w drogę do domu. Zdaniem żydow­skich komentatorów Tora uczy nas tu, jak skuteczne może być bło­gosławieństwo wypowiedziane szczerze, nawet jeśli wypowiadający je jest daleko od Boga. Nie należy więc lekceważyć modlitwy, płynącej z głębi serca zatwardziałego grzesznika.

Gdy Jakub udał się w kierunku Kanaanu, na spotkanie wyszli mu aniołowie Boży. Podobną scenę zobaczył w Betel, gdy wychodził z Kanaanu (28,12). Jak wyjaśnić te tajemnicze widzenia przy prze­kra­czaniu granicy Ziemi Obiecanej? Zdaniem rabinów były to aniel­skie „zmiany warty”. Boży posłańcy opiekujący się Jakubem w Cha­ranie zostali wymienieni przez tych, którzy mieli służyć mu w Izraelu. Anio­łowie byli zgrupowani w „dwóch obozach” - hebrajskie macha­na­im. Były to obozy wojenne, gdyż zadaniem aniołów było walczyć zbrojnie z mocami wrogimi ludowi wybranemu. Nie był to odosob­niony przypadek. Jozuemu przyszedł z pomocą sam wódz zastępów Pańskich (Joz 5,13n), a przy Elizeuszu walczyła cała anielska armia (2 Krl 6, 15-17). Archaniołowie Michał i Gabriel, broniąc świętego ludu, używali swoich ognistych mieczy przeciw demonicznemu wład­cy Persów i księciu Greków (Dan 10, 20-11,1). Nie pierwszy i nie ostatni raz, obok zachodzących na ziemi historycznych wydarzeń, w niewidzialnym wymiarze odbywały się prawdziwe duchowe bitwy.

Można jeszcze zapytać: Czy na pewno były to obozy przyjazne? Raczej tak, choć niektórzy komentatorzy, widzący w mającej się wkrótce rozegrać walce zapasy z demonem (por. 32, 25-30), suge­rują, że jeden z obozów był obozem Przeciwnika. Nikt jednak nie wątpi w to, że spotkanie w Machanaim służyło zapewnieniu Jakuba o Bożej opiece. My również nie jesteśmy osamotnieni w duchowych zmaganiach z mocami zła i zawsze możemy liczyć na to, że nasze modlitwy zostaną skutecznie dostarczone Bogu. Dzisiejszy fragment pokazuje nam też biblijne podstawy modlitwy: „Aniele Boży, stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój...”