Formowanie następców

(218 - listopad - grudzień 2017)

Idzie nowe

ks. Krzysztof Mierzejewski

Co oznacza zmiana odpowiedzialnego? Jakie szanse i jakie zagrożenia ze sobą niesie? Co robić, żeby zmiany nie były szkodliwe dla dzieła, a rzeczywiście mu służyły?

Każdy nowy odpowiedzialny chce wnieść do pełnionej przez siebie posługi jakiś swój rys, coś dla siebie charakterystycznego. Jakieś pomysły i idee, które mu towarzyszą i które uważa za słuszne i potrzebne. Nie ma w tym nic złego, oczywiście jeżeli zachowane zostaną pewne konkretne ramy określone chociażby charyzmatem. Łatwo jednak ulec pokusie rewolucji. Zwłaszcza wtedy, gdy w naszym mniemaniu poprzednik obrał nie do końca szczęśliwą drogę pełnienia swojej posługi. 

Zdarza się, że pod płaszczykiem troski o dobro wspólne ktoś próbuje przepchnąć własną wizję rzeczywistości. Na ogół rewolucyjne podejście do pełnionej posługi nowych odpowiedzialnych rodzi frustracje ze strony otoczenia – zarówno zwolenników poprzedniego stylu działania jak i tych, którzy nie potrafią nadążyć za wizją nowego odpowiedzialnego. 

Kiedyś słyszałem o dwóch podstawowych zasadach polskiego duszpasterstwa: pierwsza – „u nas nigdy tak nie było” i druga – „u nas zawsze tak było”. Te zasady poznaje dotkliwie każdy nowy odpowiedzialny, zwłaszcza jeśli dokonuje rewolucyjnych zmian w stylu pełnionej przez siebie posługi. Skutkiem tego jest w najlepszym wypadku nie nadążanie za inwencją odpowiedzialnego przez ludzi powierzonych jego trosce, a w nieco gorszym – nawet ostry sprzeciw czy bunt wobec nie tyle działań, co nawet osoby odpowiedzialnego, który może na dobre podciąć mu skrzydła, odebrać przychylność ludzi i zniweczyć szanse na realizację jego, choćby najbardziej słusznych zamierzeń. 

Rozpoczynając jakąś posługę warto zdać się sprawę z tego, że to nie ode mnie zaczyna się historia, czyli że przede mną byli ludzie, którzy prowadzili dane dzieło i po mnie przyjdą kolejni. Aby nasza posługa była skuteczna i przyniosła konkretny owoc, musimy zdać sobie sprawę z pewnego kontekstu, w jakim przyszło nam ją pełnić. Ważne jest także odczytanie tzw. znaków czasu. Bywa, że nowi odpowiedzialni nie chcą słuchać komentarzy ludzi, którzy w naturalny sposób po dokonaniu zmiany odpowiedzialnego formułują oceny pod jego adresem. Nieżyjący już proboszcz jednej ze znacznych parafii mojej archidiecezji miał mówić, że jeśli w ulu jest gwarno, to znaczy, że ul żyje. Mądry pszczelarz to ten, który będzie przykładał ucho do ula. Nie trzeba szczególnie zrażać się zwłaszcza kąśliwymi komentarzami, warto jednak dokładnie wsłuchiwać się w to, co mówią ludzie. 

Przede wszystkim jednak trzeba wsłuchiwać się w to, co mówi Pan rozeznając podstawowe światła, jakie rzuca on na taflę ludzkich sumień. Światło rozumu, sumienia, Bożego słowa oraz głos Kościoła, zarówno jego hierarchii, jak i zwyczajnych jego członków. Obserwując różne kontrowersje i spory wewnątrz Kościoła warto zauważyć, że często wszystkim ich stronom zależy na dobru wspólnoty. Nie można jednak doprowadzić do sytuacji, w której niezależnie od tego, w którą stronę zostanie rozstrzygnięty dany spór – pozostaną ranni i niepogodzeni z ostatecznym werdyktem. Zbyt wyraźne artykułowanie decyzji, tam gdzie to nie jest konieczne, może stać się zarzewiem przyszłych konfliktów. 

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".