Ku dojrzałości w wierze

(153 - wrzesień - październik 2007)

z cyklu "Rozmowy na Forum"

II stopień

Mam pytanie: jak przeżyliście swoją dwójkę? Co z niej wynieśliście, gdzie byliście i w ogóle :) Bo ja właśnie wróciłam i powiem że... to był niezły kop w tyłek, za co chwała Panu... Zmieniło się coś u was po drugim stopniu?

willoweczka

Dwójka to przede wszystkim inicjacja sakramentalna, zanurzenie się w liturgię. Po moim II stopniu ukochałem liturgię. Zrozumiałem, że jest to czyn całego Kościoła, a nie mój prywatny i że nie mogę dowolnie dokonywać tam zmian. Poza tym przestały mi przeszkadzać babcie odmawiające różaniec podczas liturgii.

pp

Na dwójce było super, podobała mi się Pascha, a w ogóle cała dwójka obraca się wokół tajemnicy wyjścia. Powiem tylko, że dwójka dała mi wiele do myślenia :)

waaaampirek

Dwójka była mocna, trudna zarazem i bardzo dobra. Pokazała mi, jak piękna może być Liturgia :), że to właśnie Liturgia jest największą z modlitw.

pio32

U mnie dwójka... to był „tylko” wstęp - bardzo bogaty w wyjaśnienia liturgiczne (tu zaczęłam rozumieć nieco liturgię), w wejście w KWC. Wstęp przed pustynią. Ta dwójka i jej owoce, którym była m. in. modlitwa wzajemna za siebie, pomogły mi wejść w nową rzeczywistość. Ta dwójka to wstęp do rozumienia różańca i Maryi. Trudny czas, ale jakże różnorodny i obfity!

asik

II stopień jest trudny do przeżycia, bo jak to określiła jedna osoba „nie da się dobrze przeżyć II stopnia bez wcześniejszej formacji...” Nie wiem, czy mogę tak „na już” oceniać te rekolekcje, bo dopiero dziś wróciłam do domku... (trochę chce mi się jeszcze spać ;)). Ale „po owocach ich poznacie”; a owoce, o ile dobrze mi wiadomo, wydaje się po rekolekcjach.

Nigdy nie zapomnę Paschy... to było coś.

Izamikino

Moim skromnym zdaniem II stopień ma to do siebie, że jak wszystkie rekolekcje Ruchu Światło-Życie, są przeżyciowymi. II stopień jest natomiast wybitnie przeżyciowy, gdyż znaki przemawiają tam z niesamowitą mocą, człowiek otwiera się na sakramenty i zaczyna widzieć liturgię jako wejście w Tajemnicę Historii Zbawienia. Dlatego też (również moim zdaniem) na II można pojechać tylko raz, tak tylko raz Izraelici szli przez Morze Czerwone i jak raz Chrystus pokonał śmierć.

pp

II stopień ONŻ jest nie do zapomnienia. Ja akurat byłam w malutkiej wsi (Sianowska Huta) i chyba nigdzie indziej nie mogłam czuć się lepiej, jak właśnie tam. Spokój, cisza, przyroda, 1 kilometr do stołówki. Cudowni i bardzo mądrzy ludzie ufający Panu.

Exodus, przyjęcie 10 kroków ku dojrzałości chrześcijańskiej, a także szczegółowe poznawanie znaczenia liturgii w Kościele, dzięki czemu można głębiej przeżyć Eucharystię.

A owoce dojrzewają do tej pory (to już 2 latka) i czasem nadal zadziwiają swoja rozmaitością.

kasienka

Wydaje mi się, że ta jednorazowość to zbyt pochopny wniosek...:) W końcu to nie sakrament inicjacyjny, ale oczywiście ten „pierwszy raz” jest bardzo ważny.

Ja sam swoją dwójkę przeżywałem pięć lat temu, a dwa lata temu byłem animatorem, no i pewnie zostanie w mojej pamięci ta druga w szczególny sposób, bo była to ostatnia oaza przed wejściem do Zgromadzenia. No i miałem łaskę włączyć się w KWC jako członek podczas tej oazy.

Myślę, że pozwala ona wejść w „misterium zbawienia” dokonujące się w liturgii, ale nie tylko w liturgii. W historii świata również. Mnie przynajmniej pomogła, szczególnie ta przed dwoma laty.

Bartek SVD

Wydaje mi się, że jednak drugi stopień można przeżywać kilka razy. Bo przecież człowiek, będący za pierwszym razem, może nie odnajdzie swojego Egiptu, niewoli itd. Więc może też potrzebuje tych 40 lat, żeby odejść od swojego faraona, a ta oaza może ma go w tym jakoś umacniać i pomagać. Takie jest moje zdanie, dlatego ja sama zastanawiałam się, czy nie chciałabym jechać kiedyś jeszcze raz na dwójkę już jako animatorka, ale długa, długa droga do tego jeszcze :)

willoweczka

Dla mnie były to bardzo trudne rekolekcje... Odkryłam wtedy, jak wielki jest Pan i jak wielką moc ma modlitwa, nawet jeżeli są to jakieś odklepywane regułki, jeżeli tylko wypowiadane są z wiarą...

Nauczyły mnie odpowiedzialności za słowa wymawiane na modlitwie... Dostałam wtedy wielkiego kopa w „4 litery”, którego czuję do dziś... Dodały mi wielu sił na początek mojej posługi jako animatorki muzycznej.

dangemka

Ja wróciłam z II stopnia z Gorzyc. Te rekolekcje wydawały mi się w pierwszym momencie (tzn. jeszcze przed wyjazdem) w pewnym sensie dziwnie obce i trochę się ich obawiałam. Moja obawa nie polegała na tym, że boję się wyjść z moich niewoli. Bałam się ludzi i tego, czy odnajdę się wśród niech i dzięki nim jeszcze pełniej przeżyję te rekolekcje. Wiem, że to może się niektórym wydać głupie, ale to było takie moje płytkie myślenie wtedy. Jeszcze jedna myśl odciągała mnie od wyjazdu. Gorzyce są bardzo blisko miasta z którego pochodzę (17 km), a do tego nie ma tam gór, które tak kocham. Te błahe sprawy jakoś chciały mnie odciągnąć od wyjazdu, ale jednak powiedziałam, że co ma być, to będzie!!

Wydaje mi się, że nie bez przyczyny Pan Bóg posłał mnie w tak dziwne miejsce. Nie umiałam się tam odnaleźć (tzn. wśród ludzi), ale dzięki temu mogłam skupić się na zbliżaniu do Boga... Ignorowana przez ludzi znalazłam cichy kącik, gdzie mogłam sobie pomyśleć, pomedytować...

Odkryłam, że nie ma przypadków i wszystko, co się dzieje, ma jakiś swój sens, ukryty znak, który trzeba dobrze odczytać, co często jest bardzo trudne... Mogłam poobserwować ludzi i nauczyć się od nich wielu rzeczy. Dziękuję Bogu, że mogłam tam być, choć wiem, że z mojej strony nie zawsze było wszystko fair, ale mam nadzieję, że wybaczą mi te osoby. Moje wyjście było, choć póki co jakoś ciężko mi je wcielić w życie, ale bardzo się staram i dlatego proszę was o modlitwę, abym umiała stawać się dobrym człowiekiem.

Za wszystkich, których tam spotkałam, za wszystkie banalne wydarzenia i za Ciebie, który mnie wysłuchałeś CHWAŁA PANU :)

Paulianna

Cieszyłam się, że w zeszłym roku mogłam pojechać na dwójkę jako animator modlitwy. Były to dla mnie bardzo ciężkie rekolekcje, na których Bóg bardzo konkretnie wyprowadzał mnie z moich zniewoleń - zburzył mi coś, co budowałam przez długi czas i myślałam, że jest dobre... Długo zbierałam się po tych rekolekcjach, ale widzę bardzo konkretne owoce tego czasu :)

Teraz jadę na dwójkę jako moderatorka i wiem, że jadę tam po to, by pomagać ludziom. :) Wierzę, że będzie to dobry czas Bożego działania :) bo rekolekcje drugiego stopnia są naprawdę trudnym etapem na drodze formacji oazowej.

Ellunia

Zawsze na rekolekcjach jest dużo wiedzy, dużo informacji, dużo przeżyć, tak samo i na II stopniu, ale na mojej dwójce ksiądz moderator, moderatorka, klerycy, diakon, animatorzy tak to jakoś zrobili (nie wiem, jak, ciągle jestem pod wrażeniem:) ), że cały ten ogrom informacji, przeżyć był nam przekazywany z niesamowitym spokojem i porządkiem, co ułatwiło przyswojenie go i przełożenie na swoje życie. Dwójka to racja, niesamowite ukochanie liturgii i to PIĘKNEJ liturgii. Teraz na każdej mszy świętej staram się skupiać na wszystkich czynnościach i pamiętać, że mają one konkretny cel. Kiedy posługuję na mszy jako muzyczna, to daje mi jeszcze więcej, bo wiem, że śpiew również ubogaca liturgię, a kto śpiewa modli się podwójnie:)

JJJoasia

Kiedy ksiądz moderator zapytał pierwszego dnia, czy jesteśmy gotowi na wszystko i że nasze życie już nigdy nie będzie takie, jak przed IIo pomyślałam, że mówi tak, bo taka jego rola, żeby to mówić. Oj, jak bardzo się wtedy pomyliłam... :)

Jezus naprawdę zmienił moje życie w te wakacje i to o 180 stopni:)

Ankus