Oaza III stopnia

(157 - kwiecień 2008)

z cyklu "Wieczernik Domowy"

Ile dzieci powinna mieć rodzina katolicka?

Krzysztof Janowski

Czasami można usłyszeć różne opinie na temat pożądanej ilości dzieci w rodzinie. Niektórzy mówią, że rodzina prawdziwie katolicka powinna być wielodzietna i często myślą tu nie o rodzinie z trójką dzieci, która w naszych czasach uznawana jest już za wielodzietną, ale o rodzinie z czwórką, piątką, a nawet większą ilością dzieci.

Czasami narzeczeni spotykani w Katolickiej Poradni Rodzinnej w ramach przygotowania do ślubu, mówili, że na katechezach przedmałżeńskim prowadzący je ksiądz mówił, że rodzina powinna mieć co najmniej trójkę dzieci, dwoje, aby zastąpiło w przyszłości rodziców i trzecie, aby mogło zostać księdzem lub siostrą zakonną.

Z punktu widzenia demografii, aby była prosta zastępowalność pokoleń, to rodność kobiety powinna wynosić 2.1 dziecka, czyli średnio każda kobieta powinna mieć 2.1 dziecka. Co, uwzględniając fakt, że nie każda kobieta ma dziecko, potwierdza opinię, że z punktu widzenia demografii społeczność „zyskuje” dopiero w przypadku, gdy rodzina ma trójkę lub więcej dzieci.

Z drugiej strony w krajach wysoko rozwiniętych w tym i w Polsce, często mamy rodziny z jednym, góra dwójką dzieci. A był okres, że pół żartem mówiło się, że najpopularniejszy model rodziny to małżonkowie i pies. Teraz wydaje się, iż w tej kwestii w Polsce jest trochę lepiej. Znów daje się słyszeć o „baby boom”, braku miejsc na porodówkach itp. Z drugiej strony eksperci podkreślają, że jest to między innymi skutek faktu, że pokolenie wyżu demograficznego z lat 80. rozpoczyna samodzielne dorosłe życie w rodzinach i przestrzegają, że wiele z współczesnych matek po urodzeniu pierwszego dziecka, mówi, że nie planuje już kolejnego. Widać też, że wiele małżeństw mających dotychczas jedno dziecko, decyduje się na drugie, a czasem i na trzecie.

Niestety nie zawsze znajdują tu wsparcie otoczenia. O ile, gdy małżeństwo parę lat po ślubie nie ma jeszcze dziecka, to rodzice często w jakiś sposób starają się zmobilizować swoje dzieci – małżonków do podjęcia decyzji o dziecku. O ile często zachęcają też do drugiego dziecka, to potem już raczej zniechęcają, mówiąc, że takie niepewne dzisiaj czasy, że całe życie trzeba harować itp. Dobitnie świadczy o tym wypowiedź jednej z moich znajomych, która na wieść, że nasza wspólna koleżanka oczekuje narodzin swojego drugiego dziecka powiedziała, że ona też oczekuje na narodziny swojego trzeciego dziecka i od razu jakby przepraszając dodała, że niektórzy mają takie dziwne pomysły. A to przecież nie jest „dziwny pomysł” tylko naturalny rozwój powołania rodzicielskiego.

Albo co myślimy w głębi duszy, gdy małżeństwo mieszkające w małym mieszkanku w krótkim okresie czasu mówi, że oczekują narodzin trzeciego, czwartego i kolejnych dzieci? Czy czasami nie zastanawiamy się, czy nie trzeba by ich porządnie nauczyć NPR?

Z kolei pewna matka szóstki dzieci, powiedziała, że mąż trochę ze strachem przyjmował informację o poczęciu kolejnego dziecka, ale gdy poczęło się już czwarte to „poszło z górki” i teraz wiadomość o poczęciu jest dla nich tylko źródłem radości.

     Po tych obserwacjach dnia dzisiejszego zobaczmy, co na ten temat mówi oficjalne nauczanie Kościoła. Encyklika Humanie Vitae w punkcie 10 mówi:

    " Jeśli uwzględnimy warunki fizyczne, ekonomiczne, psychologiczne i społeczne, należy uznać, że ci małżonkowie realizują odpowiedzialne rodzicielstwo, którzy kierując się roztropnym namysłem i wielkodusznością, decydują się na przyjęcie liczniejszego potomstwa, albo też, dla ważnych przyczyn i przy poszanowaniu nakazów moralnych, postanawiają okresowo lub nawet na czas nieograniczony unikać dalszego dziecka.

     Co więcej, odpowiedzialne rodzicielstwo, o którym teraz mówimy, w szczególniejszy sposób wiąże się z inną, i to bardzo głęboką ideą należącą do obiektywnego porządku moralnego, ustanowionego przez Boga, którego to porządku prawdziwym tłumaczeniem jest prawe sumienie.

     Dlatego do zadań odpowiedzialnego rodzicielstwa należy, aby małżonkowie uznali swe obowiązki wobec Boga, wobec siebie samych, rodziny i społeczeństwa, przy należytym zachowaniu porządku rzeczy i hierarchii wartości.

Konsekwentnie, w pełnieniu obowiązku przekazywania życia nie mogą oni postępować dowolnie tak, jak gdyby wolno im było na własną rękę i w sposób niezależny określać poprawne moralnie metody postępowania; przeciwnie, są oni zobowiązani dostosować swoje postępowanie do planu Boga – Stwórcy, wyrażonego z jednej strony w samej naturze małżeństwa oraz w jago aktach, a z drugiej – określonego w stałym nauczaniu Kościoła."

Czyli Kościół zachęca do roztropnego powiększania swojej rodziny, ale dopuszcza też odkładanie poczęcia kolejnego dziecka z ważnych przyczyn i tu, moim zdaniem, przede wszystkim nasze sumienie, kształtowane prawidłowo, ma nam pomagać zdefiniować, co to są te ważne przyczyny. Czy jest nimi skończenie studiów, znalezienie pracy, zakupienie mieszkania itp. To przede wszystkim sami małżonkowie powinni pytać się o to siebie samych i mieć na uwadze również prawa natury, że z upływem czasu płodność małżonków może maleć, a po 35 roku życia kobiety zwiększa się też prawdopodobieństwo wystąpienia chorób genetycznych. To małżonkowie muszą nieustannie zastanawiać się, czy powód, dla którego chcą odłożyć poczęcie kolejnego dziecka, to rzeczywiście ważna przyczyna, czy też może przyzwyczajenie lub wygoda. Może okazać się, że to co na początku jest ważną przyczyną – np. zdobycie pewnej pracy dla utrzymania rodziny, potem staje się wymówką, bo pracę już mamy, pokazaliśmy się w niej z dobrej strony, ale ciągle mówimy, że musimy jeszcze „umocnić swoją pozycję w pracy”.

Są oczywiście bardziej szczegółowe opisy ważnych przyczyn odkładania poczęcia dziecka. Np. ks. Adam Kokoszka w swojej „Moralności życia małżeńskiego” pisze:

Za Humane vitae (n. 10) wymieniamy następujące racje usprawiedliwiające ograniczenie liczby poczęć: fizyczne (zdrowotne, eugeniczne), ekonomiczne, psychologiczne i społeczne.

1. Fizyczne (zdrowotne i eugeniczne)

Rozumiemy przez nie poważne zagrożenie zdrowia rodziców, zwłaszcza matki. Niektóre schorzenia mogą spowodować w czasie ciąży poważne niebezpieczeństwo dla życia dziecka lub matki. Istnieje uzasadniona obawa przekazania potomstwu chorób dziedzicznych w wyniku poczęcia dziecka z tak zwanym zespołem Downa. Częste porody mogą być źródłem fizycznego wyczerpania matki, dzieci mogą być mało odporne na choroby i słabo się rozwijać.

2. Ekonomiczne

Poważne trudności finansowe lub lokalowe utrudniające wychowanie większej liczby dzieci (np. rodzice budują dom, składają na mieszkanie, brakuje pieniędzy na rzeczy konieczne do życia, ale wówczas nie mogą oni kupować przedmiotów zbytkowych, komfortowych, wyjeżdżać za granicę itp.). Kapłan – zwłaszcza duszpasterz winien takim rodzicom przyjść z pomocą!

3. Psychologiczne

Urazy psychiczne, głębsze nerwice czy psychoza u matki powstałe z powodu trudnego porodu, trudnej ciąży. (Lęk, ponieważ dziecko urodziło się kalekie, z zajęczą wargą; obawa, aby kolejne dziecko nie było wątłe, z defektem fizycznym lub psychicznym). Trzeba tu także brać pod uwagę utrzymanie równowagi psychicznej w rodzinie, dzięki rozumnemu rozłożeniu kolejnych porodów.

4. Społeczne

Może się zdarzyć, że małżonkowie z racji pełnienia ważnych funkcji społecznych decydują się na mniejszą ilość dzieci, co jest usprawiedliwione. Trzeba jednak pamiętać, że są to przypadki sporadyczne. Może się zdarzyć i tak, że obydwoje dojeżdżają daleko do pracy, nie mogą znaleźć pracy w jednym miejscu, ich praca wiąże się z częstymi wyjazdami, żona sama nie może poradzić sobie z wychowaniem i opieką nad dziećmi.

Osobiście traktowałbym tą szczegółową listę z książki ks. Kokoszki jako pomoc a nie wyrocznię. Ale nawet ta lista pokazuje, że nikt z zewnątrz nie ma prawa powiedzieć małżonkom: „Nie jesteście dobrą rodziną katolicką, bo nie macie żadnego dziecka, albo macie tylko jedno dziecko”. Tak naprawdę tylko oni mogą wiedzieć, czy w ich małżeństwie są ważne przyczyny dla których odkładają poczęcie kolejnego dziecka. A może nawet starają się o to dziecko, ale nie otrzymują od Boga tego daru. W dzisiejszych czasach około 20% małżeństw ma problemy z poczęciem dziecka. Co ciekawe, czasami mogą to być problemy z poczęciem kolejnego dziecka, chociaż nie było żadnych problemów z poczęciem pierwszego potomka.

Nie bądźmy więc niczyimi sędziami, ale starajmy się pomagać innym gdzie tylko możemy. Popierajmy rozwiązania systemowe wspierające rodzicielstwo (chociażby ulgę na dzieci w podatku PIT uchwalonym w zeszłym roku, dłuższe urlopy macierzyńskie, dostępność przedszkoli dla dzieci itp.). A przede wszystkim twórzmy atmosferę sprzyjającą rodzinom z dziećmi. Nie kamienujmy sąsiadów za to, że ich pociechy biegają po podwórku i trochę krzyczą, nie patrzmy pogardliwym wzrokiem na kobiety w stanie błogosławionym, współczując im w myślach, a może i głośno, że tyle się napracują przy swoim dziecku. Twórzmy atmosferę, w której dzieci są chciane i kochane. Nie tylko jedynaki, ale także kolejne dzieci. I miejmy oczy otwarte, by umieć pomagać rodzicom w naszym otoczeniu i w naszej rodzinie w ich trudzie rodzicielstwa. Czasami zaprosić naszych kuzynów na jakiś czas do siebie czy zabrać dzieci sąsiadów, aby mogły z nami pojechać na spacer do parku, a rodzice mogli złapać chwilę oddechu.