Oaza II stopnia

(164 - kwiecień 2009)

z cyklu "Rozmowy na Forum"

Jak świadczyć?

Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii! (1 Kor 9,16)

Czym jest ewangelizacja dziś? No właśnie, co to tak naprawdę znaczy? Co to znaczy ewangelizować? No i pytanie, co dalej?

Cordis

Wystarczy tylko żyć z Panem na codzień... :)

ja-dia

Wystarczy :) bo często słowa to tylko słowa, lecz już słowa poparte czynem mają wielką moc :). Czyny są po prostu bardziej przekonywujące! Należy być wielkim w małych rzeczach :)

Filozof

Ktoś jednak tę Ewangelię musi głosić, a nie tylko pokazywać. Ktoś, kto nigdy nie słyszał o Chrystusie, za nic w świecie nie domyśli się, że jestem chrześcijaninem ;-). Może więc - jak świadczyć słowem (oczywiście popartym czynami)?

Nobody

To oczywiście także :) Ja miałam na myśli świadczenie w życiu codziennym... chyba rzeczywiście powinnam to zaznaczyć powyżej...

Chodzi mi o świadectwo np. w szkole, gdy są grupy, które przychodzą ewangelizować, mówią piękne, mądre rzeczy, a w ich życiu czasami nie widać odniesień do słów. Według mnie w takich sytuacjach, wśród ludzi, którzy są obok, lepiej świadczyć swoją postawą :).

Nie chcę generalizować, bo wiem, że ludzie, którzy ewangelizują, nie zawsze są tacy, twierdzę jednak, że zdarzają się takie przypadki i wtedy nie najlepiej to świadczy.

Agaja

Ja się absolutnie zgadzam z koniecznością świadectwa życia. Niekoniecznie musi to być od razu życie idealne (żeby ktoś nie pomyślał, że nie może być świadkiem) - ale takie, które jest świadectwem...

Ale w którymś momencie musi przyjść moment świadectwa słowem... Wiara rodzi się ze słuchania... Jednym słowem - Filozof ma rację.

Czasem - proszę, by nikt nie brał tego do siebie, to jest uwaga ogólna - mam wrażenie, że chrześcijanie uciekają w taką zamkniętą uliczkę „głoszę swoim życiem, więc nie muszę słowami”. A to często jest próba wytłumaczenia siebie, tego, że brakuje odwagi do powiedzenia pewnych rzeczy, kiedy trzeba. Takie zwalnianie się na zapas z głoszenia Ewangelii. Wiem, co mówię, bo i ja miałam takie problemy. I teraz też głoszenie, jeśli trzeba (czasem w drobnych rzeczach), nie przychodzi mi wcale łatwo.

habercia

Chyba życiem i słowem. Życie rodzi się z życia...

A żeby móc mówić, głosić, czyli świadczyć słowem, trzeba móc to poprzeć swoim życiem, powiedzieć o tym życiu, ale też nasze życie musi być zgodne z tym, co mówimy...

Ale uwaga!!! To, że coś nam nie wychodzi, załóżmy na przykład namiot spotkania, nie znaczy, że mamy o tym nie mówić. Trzeba umieć się przyznać do tego, że nie jesteśmy doskonali, ale mimo to chcemy iść za tym, co mówimy. I to pokazuje nasze życie - zgodność założeń, nawet jeśli realizacja czasem nie wyjdzie. Ale musimy stale dążyć do zmiany, do stawania się bardziej zgodnym z tym, co głosimy:)

Agaja

To jest podstawowa zasada ewangelizacji, formacji, posługi animatorskiej... Nie możesz dać tego, czego sama nie masz. Nie możesz przekazać Życia Bożego, jeśli go w Tobie nie ma... Możesz doprowadzić innych tylko tak daleko, jak sama doszłaś...

Mrówka

Ok - ewangelizacja czynem i słowem, a jeśli szczerze głoszę Ewangelię słowem, bo tak czuję, a w życiu tego nie stosuję, albo nie dam rady zmienić tego, co już się stało, to jestem postrzegany jako hipokryta, a tak na prawdę mam dobre intencje.

Czy w takiej sytuacji nie ewangelizować słowem???

Nie zawsze dobrze jest mówić o swoich błędach wprost i wówczas można być źle zrozumianym.

ja-dia

Mrówko, każdy ma jakieś wady i to nie przeszkadza w ewangelizacji. Przynajmniej nie spotkałam się z osobami z takimi przeszkodami.

Jolaa

Ewangelizację prowadzę czynem i słowem. Ten czyn uwidacznia się we wszystkim: mam na myśli styl życia Nowego Człowieka. To ubiór, gesty, uśmiech, pomoc, serdeczność, które mieszczą się w ramach mojej osobowości. Słowa zaś tyczą się na ogół nie jakichś dłuższych, z góry zaplanowanych wypowiedzi, lecz sytuacji mnie zaskakujących. W danym momencie muszę jednoznacznie opowiedzieć się za Panem i tym samym dać wyraz mojej wiary, czyli ewangelizować. :)

Każdy w swój własny, indywidualny sposób prowadzi ewangelizację... Mrówko, nie musisz dużo mówić o Bogu; ważne, żeby życiem pokazać swoją przynależność do Niego...

Dorothea

Ja ostatnio odkrywam, a raczej Ktoś mi odkrywa, że dziś ewangelizacja to połączenie wszystkich rodzajów posług... nawet diakonii naszego Ruchu...

Trzeba ewangelizować poprzez Nowy styl życia, bo świat tego teraz bardzo potrzebuje i ewangelizować, walcząc w obronie życia i rodziny... i ewangelizować naszą Wolnością i ewangelizować przywracając ubogim nadzieję przez miłosierdzie... Więc ewangelizacja dziś to jest wszystko, nawet powieszenie na ścianie rysunku z podpisem Bóg Cię kocha albo ostatni trend - ewangelizujące grafitii. To takie niezwykłe w zwykłym, a niezwykłe w niezwykłym np. koncerty, pantomimy, tańce... na ulicy w centrum miasta... to jest wszystko szalone, ale trzeba teraz szaleństwa dla Ewangelii!

Słyszałam ostatnio na Szkole Animatora od naszego Moderatora Diec. taki extra przykład, że gdzieś tam, we Francji chyba, ekipa ludzików sobie siadła na rynku i odmawiała Nieszpory, śpiewając psalmy na chóry... ZACHWYT LITURGIĄ :) A w tych krajach, co to niby z duchem czasu idą, takie coś, że MŁODZI się modlą, jest nienormalne, ale sprawia, że na chwilkę zachwieją się w tym swoim dziwacznym światku i może z lekką bojaźnią pomyślą „a może to prawda?”. Daje to do myślenia...

SZALEŃSTWO... to jest ewangelizacja dzisiaj!!! MIŁOŚĆ... to jest ewangelizacja dzisiaj!!!

Szeliga

Dorothea napisała, że szaleństwo to ewangelizować... I ja się chyba zgadzam w tym aspekcie, że będziemy (jesteśmy) przecież szaleńcami, głupcami... Ale na szczęście tylko w oczach tego świata:) Tak, i zgadzam się, że ludzie, ci zwykli, otaczający nas zewsząd, w tramwaju, w parku czy supermarkecie bardzo potrzebują naszego świadectwa; takiego impulsu, który sprawiłby, że na chwilkę przystaną i się zastanowią: dlaczego? A może coś się w nich zmieni...

A my, owszem powinniśmy głosić moc Jezusa w naszym życiu i życiu każdego człowieka, ale nic na siłę. Myślę, że czasem takim głoszeniem „na siłę” można spowodować coś zupełnie przeciwnego do naszych oczekiwań... I właśnie od tego mamy Ducha Świętego - On nas będzie prowadził, On będzie stawiał na naszej drodze ludzi, a nam otwierał usta... Dopóki ktoś nie jest gotów, by głosić Słowo Boże, niech świadczy życiem, a to wcale nie mniej, a po prostu inaczej, a czasem to i lepiej.

Mam znajomych, którzy chodzili co jakiś czas swoją grupką (a jest to grupka męska:)) i w akademikach rozwieszali ogłoszenie o darmowym myciu kibelków w segmentach. W umówionym terminie - zgodnym z ustalonym grafikiem przychodzili świetnie przygotowani, zaopatrzeni we wszelkie sprzęty, sprzątali na błysk, zostawiali po sobie zapachowy papier toaletowy i odchodzili...  i wyobraźcie sobie, jakie wzbudzali zainteresowanie... A kiedy ludzie pytali: dlaczego?, mówili o świadczeniu, służbie, braterskości, pewnego rodzaju dawaniu czegoś po prostu... I byli tacy, którzy kpili, i byli tacy, którzy nie byli w stanie zrozumieć... Ale byli i tacy, którzy się nawrócili!

kasiekt

Ewangelizować czyli głosić ZMARTWYCHWSTAŁEGO!!!

Maria Magdalena pierwsza miała taką możliwość... i co zrobiła? Nie głosiła teorii, nie rzucała hasłami, nie moralizowała, ona tylko powiedziała dwa słowa... WIDZIAŁAM PANA.

To jest sens i cel: zawsze trzeba ŚWIADCZYĆ, nigdy głosić teorii, bo zostaną odrzucone.

Tabita