Ekumenizm

(207 - październik - grudzień 2015)

Jaki ekumenizm

Marcin Staniewski

Powinniśmy znajdować takie formy naszej wiary, by pozostając niezmieniona, stawała się wspólną dla wszystkich chrześcijan

Był czas w historii chrześcijaństwa, gdy wierzącym w Chrystusa zasadniczo nie przeszkadzało to, że są podzieleni. Zdecydowana większość nauczania Kościołów była określona nie „wierzymy w...” tylko „w przeciwieństwie do innych (nie) wierzymy w...”. Jedyna droga „pojednania” uznawana przez wspólnoty kościelne wyglądała tak, że „innowiercy” przyjdą do nas w worze pokutnym, na klęczkach, przyznają się do swoich win, a my ich łaskawie przyjmiemy do naszej jedynej „prawdziwej” wspólnoty. Choć od takiej postawy były chwalebne wyjątki, dominowała ona przez całe stulecia.

Gdy w XIX wieku misje chrześcijańskie zaczęły docierać masowo „na krańce świata”, postawa taka zaczęła mocno ciążyć. Okazało się bowiem, że zasadniczym przesłaniem misjonarzy przestawało być „Przyjmijcie Chrystusa!”, lecz przekonywanie „nie przyjmujcie wiary od nich, bo tylko nasza jest dobra”. Szybko zauważono, że gorszące spory między chrześcijanami mocno osłabiają skuteczność głoszenia Ewangelii i tak właśnie zaczęło się szerzej rodzić myślenie ekumeniczne. Podobny skutek miało również to, że w tym samym czasie intensywnego rozwoju kolonii dochodziło do dużo częstszych niż wcześniej spotkań chrześcijan z różnych Kościołów 

Z tych historycznych okoliczności wynika to, że pierwszym celem ekumenizmu była zmiana myślenia z podkreślania tego, co nas dzieli, na to, co nas – chrześcijan łączy. I w ostatnich dziesięcioleciach ten cel udało się w znacznej mierze zrealizować. W codziennym języku chrześcijan i Kościołów zanikło praktycznie używanie niezbyt miłych określeń „schizmatycy”, „heretycy”, które zostały zastąpione przez znacznie cieplejsze „bracia odłączeni” czy „Kościoły siostrzane”. Wspólna modlitwa chrześcijan z różnych Kościołów przestała być wyłącznie przywilejem małej grupy Bożych szaleńców, a stała się udziałem milionów uczniów Chrystusa. Również na poziomie prawa kościelnego wprowadzono rozwiązania uznające np. chrzest w imię Trójcy Świętej jako ważny w każdym Kościele. Uczniowie Chrystusa zaczęli się nawzajem coraz lepiej rozumieć.

Wraz z tymi sukcesami pojawiło się w sercach chrześcijan pragnienie pełnej jedności Kościoła. Wydawało się, że dzięki odniesionym sukcesom nastanie szybko znowu „jedna owczarnia”, której widocznym znakiem będzie wspólnie sprawowana Eucharystia. Jednak rany otwarte przez wieki nie były w stanie się szybko zagoić. Ekumenizm nie może być bowiem swego rodzaju targiem: my trochę ustąpimy, wy trochę ustąpicie i spotkamy się gdzieś pośrodku drogi. Takie myślenie to niedopuszczalna droga na skróty – wiara nie powinna opierać się na kompromisach, a praktycznym wynikiem przyjęcia takiej postawy będą nowe podziały. 

Pełna jedność wciąż pozostaje celem na przyszłość. Jak ta przyszłość może w praktyce być osiągnięta, to pokazał św. Jan Paweł II w encyklice o ekumenizmie Ut unum sint. Omawiając przyjmowaną tylko w Kościele katolickim pozycję biskupa Rzymu napisał: 

Jestem przekonany, że ponoszę w tej dziedzinie szczególną odpowiedzialność, która polega przede wszystkim na dostrzeganiu ekumenicznych dążeń większości chrześcijańskich Wspólnot i na wsłuchiwaniu się w kierowaną do mnie prośbę, abym znalazł taką formę sprawowania prymatu, która nie odrzucając bynajmniej istotnych elementów tej misji, byłaby otwarta na nową sytuację 

W podobny sposób powinniśmy szukać jedności w innych miejscach, które nas dzielą – znajdować takie formy naszej wiary, by pozostając niezmieniona, stawała się wspólną dla wszystkich chrześcijan. 

W potocznym myśleniu ekumenizm bywa utożsamiany z dialogiem międzyreligijnym. Łatwo wykazać, że dialog między religiami różni się w swej istocie od dialogu wewnątrz chrześcijaństwa. O ile bowiem już wiemy, że w tym co wierzymy dużo więcej nas łączy niż dzieli z braćmi odłączonymi, o tyle między religiami istnieją nieprzekraczalne granice. Można sobie wyobrazić, że Kościół znów jest jeden. Niemożliwa jest natomiast jedna religia. Nie można z różnych źródeł historycznych i całkiem odmiennych doświadczeń duchowych dojść do wspólnej wiary. Nie zmienią tego wspólne elementy duchowe różnych religii, ani dzielone przez religie zagrożenia w laicyzującym się świecie. 

Na zakończenie warto przypomnieć jeszcze inne słowa św. Jana Pawła II: 

Tam, gdzie istnieje szczera wola pójścia za Chrystusem, Duch sprawia często, że Jego łaska rozlewa się innymi niż zwykle drogami. Doświadczenie ekumeniczne pozwoliło nam lepiej to zrozumieć. Jeżeli w owej wewnętrznej przestrzeni duchowej, którą opisałem, wspólnoty będą umiały naprawdę „nawrócić się” i dążyć do pełnej i widzialnej komunii, Bóg uczyni dla nich to, co uczynił dla ich świętych. Zdoła przezwyciężyć przeszkody odziedziczone z przeszłości i poprowadzi wspólnoty swoimi drogami tam, dokąd chce: ku widzialnej koinonii, która jest jednocześnie uwielbieniem Jego chwały i służbą Jego zamysłowi zbawienia.