Życie w świetle

(239 - czerwiec - sierpień 2022)

Jezus – moje światło

Agata Jankowiak

Ciągle zmagamy się z nieco pogańskim podejściem do kwestii wiary

Ciągle zmagamy się z nieco pogańskim podejściem do kwestii wiary. Nieustannie spotykam w chrześcijańskich grupach na Facebooku informacje o „skutecznej modlitwie”, o „modlitwie dającej pocieszenie” – tę ostatnią należy ponoć odmawiać w określonym dniu przez dziewięć tygodni przy zapalonej świecy i wtedy na koniec „dostanie się o co się prosi, choćby było to bardzo trudne”, natykam się na pytania „do którego świętego się modlić, aby otrzymać to, czego chcę”.  Mówimy o odmawianiu różańca, odmawianiu pacierza, odmawianiu modlitw, odmawianiu brewiarza. Może w wielu wypadkach to tylko kwestia słów, ale wymienione wyżej sytuacje pokazują dobitnie, że lepiej jest mówić o modleniu się różańcem czy liturgią godzin… Dlaczego? Dlatego, że chrześcijaństwo nie polega na odmawianiu modlitw (Truizm, prawda? To dlaczego tak wielu ludzi wciąż tak je traktuje?). Chrześcijaństwo ma prowadzić do budowania relacji z Bogiem Trójjedynym, czy też może bardziej do otwierania się na Jego wyjście do nas, wszak On jest głównym Budowniczym tej relacji. Bóg wyciąga rękę do  każdego z nas pojedynczo. Jezus chce być światłem dla każdego z nas osobiście, chce by każdy z nas uznał w Nim Pana i Zbawiciela – swojego Pana i swojego Zbawiciela, nie tylko Pana i Zbawiciela ludzkości in toto.

Zdanie, że „Jezus jest moim światłem i życiem” stoi – jak myślę – u źródeł każdej drogi duchowości chrześcijańskiej. Tej oferowanej przez rozmaite zakony, wspólnoty, ruchy, stowarzyszenia i tej „zwyczajnej” opartej  „tylko” na życiu parafialnym. Więcej – jeżeli człowiek nie uzna tej prawdy, nie powie, że wierzy w to i chce za tym iść – iść za Jezusem – może się okazać, że wszelkie jego działania będą oparte na nie do końca chrześcijańskiej motywacji – będzie chciał realizować głównie siebie, swoje plany, będzie szukał poklasku i pochwał, gratyfikacji dyplomów i medali, czyniąc dobro będzie budował głównie poczucie własnej wartości i ważności i… załamie się, gdy coś pójdzie inaczej niż. Czy te wszystkie czyny będą mniej warte? Nie. Ale może zabraknąć w nich – i w tym człowieku – chrześcijaństwa.

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym Wieczerniku.