Światło-Życie

(195 - wrzesień - październik 2013)

z cyklu "Wieczernik Domowy"

Korepetycje z wiary

Krzysztof Jankowiak

Czas wakacji upłynął pod znakiem rekolekcji i odpoczynku, ale dla wielu także wytężonej pracy. Powrót dzieci do szkoły dynamizuje i intensyfikuje i tak napięty kalendarz rodzinny. Przecież trzeba na nowo rozplanować grafik spotkań, aktywności i obowiązków do realizacji. Czas pomyśleć również o zajęciach dodatkowych dla naszych pociech, a tych przecież nie brakuje zarówno w szkole jak i poza nią. Wszak orliki stoją otworem, języki (tu również jest w czym wybierać), basen, a to spotkania na kółkach tematycznych, to znów harcerstwo, gra na instrumencie, chór… Odrobina dobrej woli, jakiś nakład finansowy i czas można wypełnić. Pytanie tylko, czym wypełnić? Chcemy przecież, by dzieci rozwijały się wszechstronnie i rozwijały swe talenty. Dobrze, jeśli ta troska o ich przyszłość jest wyważona i uwzględnia możliwości naszych dzieci. Wrócę zatem do kluczowego pytania, czym wypełnić wolny czas dziecka? Rozwój intelektualny, sportowy, artystyczny oraz w zakresie języków obcych wydaje się dzisiaj dominować i właśnie w tym zakresie dopatruje się dobrego startu w życiu. Doświadczenie uczy jednak, że to za mało.

Wyzwanie dla rodziców

W tym punkcie warto przywołać wezwanie ks. Adama Wodarczyka, który niejednokrotnie podkreślał, że rodzina jest odpowiedzialna nie tylko za osobisty przekaz wiary, ale również za tworzenie środowisk wzrostu w wierze dla młodych ludzi. Ta uwaga jest ważna z kilku powodów. Po pierwsze ukazuje nam prawdę, że świat takich środowisk nam nie zafunduje, gdyż nie leży to w jego interesie. Po drugie odpowiedzialność za nasze dzieci oraz ich wzrost w wierze nie ogranicza się tylko do przysłowiowych czterech ścian. Po trzecie jest to konkretne zaproszenie, by środowisko Domowego Kościoła podjęło trud posługi na rzecz wspólnot młodzieżowych a także dziecięcych.

Oczywiście istnieje pewna nierówność – parafie miejskie skupiające dużą ilość wiernych nierzadko tętnią życiem, gdyż nie brakuje posług i posługujących. W znacznie trudniejszej sytuacji są parafie, gdzie wspólnoty młodzieżowe i dziecięce nie zakorzeniły się, a nasze dzieci są zawieszone w duchowej próżni. Ta sytuacja dotyka większości parafii, gdzie brakuje osób, które zechciałyby poświęcić swoje siły i czas. Okres między klasą trzecią szkoły podstawowej (po przyjęciu I Komunii Świętej) a klasami gimnazjalnymi (przed rozpoczęciem przygotowań do sakramentu bierzmowania) nierzadko zamienia dziecięce życie wiarą w pustynię. Wyrwanie czy pozostawienie młodego człowieka poza wspólnotą rodzi głębokie pragnienia, których świat nie zaspokoi lub zaspakaja namiastkami. Uprzywilejowane miejsce zajmują bowiem relacje osobowe wyrażające się w zażyłości i przyjaźni – podkreślał niegdyś św. Jan Bosko, a przyjaźń oparta na Chrystusie pozostawia szczególny ślad w sercu człowieka – dopowiadał ks. F. Blachnicki. Zauważał także, że aktywne zaangażowanie się w proces budowania i w życie parafii jest szczególnym darem, bez którego lokalna wspólnota zamiera. A przecież młody człowiek szuka życia i ucieka od skostniałych struktur.

Gdy głośno mówi się dzisiaj o niewystarczalności samej katechezy szkolnej, potrzebie nowej ewangelizacji oraz katechezie parafialnej jako ważnego elementu obok oddziaływań szkolnych, przed nami stawia się konkretne zadanie – to my mamy stworzyć środowiska rozwoju wiary dla naszych dzieci. Poprzeczka została wysoko postawiona, bo łatwiej zapłacić trenerowi w szkole pływania, w klubie piłkarskim czy komuś, kto zatroszczy się o naukę języków obcych – trudniej o owe „korepetycje z wiary” albo inaczej konkretnie środowiska wzrostu w wierze. Myślę, że rodzice uformowani w Ruchu Światło-Życie dostrzegają ogromną szansę, jaką niesie Ruch dla ich dzieci. Jednak apel wystosowany przez ks. Moderatora ukazuje inną „słabość” naszej kondycji duchowej. Potrzeby istnieją, wartość widzimy, ale nie przekuwamy naszych przekonań na życie – w tym przypadku odpowiedzialność poszerzoną o wspólnotę parafialną z ukierunkowaniem na ludzi młodych. „Potrzebujemy mniejszych i większych nadziei, które dzień po dniu podtrzymują nas w drodze – mówił Benedykt XVI – jednak bez wielkiej nadziei, która musi się wznosić ponad wszystko pozostałe, są one niewystarczające. Tą wielką nadzieją może być jedynie Bóg, Ten, który ogarnia wszechświat i który może nam zaproponować i dać to, czego sami nie możemy osiągnąć”. To, co przynosi i proponuje świat jest niewystarczające, by zaszczepić w sercu naszych dzieci nadzieję tak, by bez lęku patrzyły w przyszłość.

Z drugiej strony brak naszego zatroskania o zakotwiczenie dziecka we wspólnocie daje mu podświadomy sygnał, że to nie jest aż tak ważne. Życie wiarą przestaje być częścią życia (tego poza domem) i marginalizuje się. Wówczas zanika doświadczenie Boga żywego i działającego. Młody człowiek nierzadko traci umiejętność dostrzegania głębi i gdy staje się „niedzielnym słuchaczem” może się okazać, że odwraca się od parafii. W Kościele „zawsze istnieje niebezpieczeństwo takiego głoszenia, które nie przekazuje życia, lecz zamyka w śmierci zarówno głoszonego Chrystusa, jak i głosicieli oraz adresatów orędzia” (LINEAMENTA, p. 2). Natomiast doświadczenie drugiego człowieka, w życiu którego działa Bóg poprzez konkretne wydarzenia jest wprowadzeniem w żywą przestrzeń wiary. To samo doświadczenie wiąże ze wspólnotą parafialną, gdyż tam jest namacalny Bóg.

Lubimy planowanie, układanie naszego życia i naszych spraw. W kwestii wiary nie możemy pójść w myśl zasady jak zostanie czas na te sprawy to pomyślimy. One muszą wybrzmieć jako priorytet. Wówczas zobaczymy owoce, bo przecież Bóg jest w nas sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z jego wolą (Flp 2, 13) i to właśnie On mówi: Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane (Mt 6,33).

Jest w tym również aspekt profilaktyki. Włączenie młodego człowieka we wspólnotę wyposaża go we właściwe postawy, które budują dojrzałość. Z drugiej strony zauważa się bowiem, że „szczególnie podatni na uzależnienia okazują się zwłaszcza ci młodzi, którym brakuje pogłębionych pragnień i aspiracji, którzy nie odróżniają dojrzałych i zaburzonych sposobów korzystania z wolności, którym brakuje dojrzałości duchowej i religijnej, którzy nie budują więzi międzyludzkich opartych na miłości i prawdzie” (M. Dziewiecki, Nowoczesna profilaktyka uzależnień). Od samego początku oazy jawiły się jako przeciwstawienie się wszystkiemu, co spłycało życie człowieka. Kard. Karol Wojtyła mówił do młodzieży: „Bogu dzięki, że są te oazy! Przecież to jest front walki o człowieka w Polsce! (…) Wiemy, co jest po stronie przeciwnej: jakie spłycenie, jaki minimalizm, jaka postawa wobec życia” Owszem, był to inny kontekst historyczny ale spłycenie, minimalizm i postawa wobec życia, jakie nasycają dzisiejszy świat również są wystarczającym wołaniem o Dobrą Nowinę. Mamy iść i głosić Ewangelię wszędzie tam, gdzie Jezus nas posyła w tym przypadku jest to następne pokolenie, do którego należą również nasze dzieci. Ojciec Franciszek, gdy mówił o wizji przyszłości zaakcentował również ten kierunek: „Oto są wielkie charyzmaty Ruchu… przyjęte w całości dają bogatą rzeczywistość Ruchu Światło-Życie… Naszym zadaniem jest pomnożenie tego dzieła na następne pokolenie”.

Przestrzenie do zagospodarowania

Do tego momentu skupiliśmy się na naszym zaangażowaniu się w ramach samego Ruchu. Mówiąc jednak o środowiskach wzrostu w wierze popatrzmy nieco szerzej. Mam tu na myśli np. prowadzenie spotkań przygotowujących młodzież do sakramentu bierzmowania. Praktyka tych spotkań jest różna, jeśli prześledzilibyśmy rozwiązania w różnych diecezjach. Nierzadko akcent położony jest na większy zakres czasowy np. przygotowanie dwuletnie zamiast krótkich intensywnych oddziaływań duszpasterskich, które nie zawsze przynoszą oczekiwane rezultaty. Jest to wciąż przestrzeń, gdzie wskazana jest nasza obecność jako rodziców, gdzie możemy skutecznie pomóc młodym ludziom w odkryciu Bożej miłości.

Tu również pojawia się sprawa „zagospodarowania” duchowego potencjału tych, którzy trafią na rekolekcje ewangelizacyjne i przebudzą się: „Dzisiaj problemem staje się nie tyle ewangelizowanie człowieka, co znalezienie dla przebudzonych, świeżo nawróconych ludzi środowiska rozwoju wiary. Nie zawsze da się od razu umieścić ich w rzeczywistości ruchów kościelnych” (Instrumentum laboris, p. 80-83). Z taką sytuacją możemy się spotkać, po dobrze przeżytych szkolnych rekolekcjach ewangelizacyjnych. Serce młodego człowieka drgnęło i wypowiedział swoje „tak” dla Chrystusa, jednak trudno mu włączyć się we wspólnotę osób, które mają za sobą wcześniejszą formację. On jednak jest gotowy, by pójść dalej lecz potrzebna mu pomoc.

Narodzić się na nowo

Każda wspólnota parafialna ma swoją specyfikę i swego Ojca (czyt. proboszcza J ) a ponadto swoje żniwo. Dzisiaj nadal jest wołanie o robotników, których Pan wyprawi na swoje żniwo i jeśli dzisiaj mówi się (choć jeszcze nieśmiało), że jesteśmy w przededniu wielkiego przebudzenia Kościoła to dlatego, że dostrzegliśmy potrzebę nowej ewangelizacji a wcześniej uznaliśmy, że trzeba się nam narodzić na nowo. Głos ten był słyszalny podczas XIII Zwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów: „Jednym z zasadniczych celów nowej ewangelizacji jest uświadomienie dorosłym – w szczególności tym, którzy oddalili się od Kościoła – odpowiedzialności za młode pokolenie… Skoro młode pokolenie zwykle konfrontuje swoją wiarę z wiarą dorosłych, ochrzczeni rodzice mogą na nowo – ze względu na miłość do swoich dzieci – stać się ich pierwszymi i niezbędnymi katechetami” (abp Stanisław Gądecki, Watykan 2012). Przebudzenia oczekujemy wszyscy i wszyscy go potrzebujemy.

 

To wszystko jest przed nami i w tym jest nadzieja, że jednak nie jesteśmy bezradni. Nowy rok i nowe obowiązki ale także odnowiony zapał i wzmocnione siły. Gdy inni patrzą na bolączki tego świata z trwogą, nam potrzeba wznieść się na wyżyny, by z nich dostrzec rozwiązania i je wskazać. Żyjemy wszak w tym świecie ale nasz Ojciec niebieski ma inną perspektywę spojrzenia i chętnie podzieli się z nami swą łaską.