Ekumenizm

(207 - październik - grudzień 2015)

z cyklu "Ze wszystkich narodów"

Kraj uśmiechu

Kamil Malarski

Zawsze mnie trochę zastanawiało, że tak często u wielu pobożnych katolików w naszym kraju można usłyszeć bezrefleksyjną krytykę cywilizacji Zachodu. Biskupi w Niemczech są źli, liturgia we Francji zeszła na psy, a w Holandii nie żyją już żadni dobrzy ludzie. Skandynawii też się nie raz oberwało, choćby za laicyzm czy złe obyczaje.

Tak się składa, że właśnie wróciłem z kilkumiesięcznego pobytu w Norwegii. Byłem tam na stypendium na uniwersytecie. I widziałem mnóstwo rzeczy w tym społeczeństwie, które są po prostu dobre. Moim pierwszym zaskoczeniem było to, że ludzie się do mnie uśmiechali, gdy mnie mijali. Pierwszego dnia myślałem, że może jakoś się nieodpowiednio ubrałem albo dziwnie wyglądam, ale nie. To się powtarzało. Zresztą z moją urodą całkiem nieźle wtapiałem się w tłum. Aż w końcu spytałem znajomych i okazało się, że tak po prostu Norwegowie często okazują sobie życzliwość.

Podziwiałem też ich brak pośpiechu. Tam raczej nikt nie biegnie, nie stresuje się. To przekłada się choćby na brak agresji wśród kierowców. Oprócz tego wszyscy bardzo cenią sobie życie rodzinne i starają się dużo czasu spędzać z dziećmi.

Norwegowie są też patriotami. Zdrowymi patriotami. Na wielu podwórkach powiewa norweska flaga, a sposób w jaki świętują Dzień Konstytucji jest imponujący. Zaczynają od uroczystego śniadania w gronie rodzinnym, a potem wszyscy idą na paradę. Wiele osób przebranych jest w stroje ludowe, reszta ubrana jest w garnitury. Wszyscy się pozdrawiają i cieszą. Są koncerty chórów a wieczorem pokaz fajerwerków. Znaczącą częścią świętowania jest też nabożeństwo w kościele.

Ujęła mnie jeszcze jedna rzecz. Otóż przy uniwersytecie działa kapelan. To duchowny Kościoła luterańskiego (to wyznanie przeważające w tym kraju). Ma swój pokoik w jednym z uczelnianych budynków i studenci potrzebujący życiowej rady mogą się do niego udać. Organizuje też spotkania przy kawie i ciastku dla studentów z zagranicy. Gdy nadchodził czas egzaminów, spotkałem go rozdającego na stołówce modlitwy o powodzenie w nauce. W każdy wtorek, z kolei, rano organizuje modlitwę, a potem spotkanie wspólnoty. Na uczelni!

Rozmyślając nad cnotami, które są owocami życia w wierze, wymienianymi przez św. Pawła (Ga 5, 22-23), zastanawiałem się mocno, czy podobnych postaw nie można by jednak zaszczepić w naszym kraju.

Chwała Bogu, miałem tam swoją wspólnotę parafialną. Był to Kościół św. Oskara w Kristiansand, gdzie mieszkałem. Sakramentów udzielają tam ks. Frode oraz ks. Piotr, prezbiter z Polski. W niedzielę rano jest Msza Święta po polsku, na której gromadzi się duża grupa naszych rodaków. Prężnie działają też grupy wietnamska oraz filipińska.

W takich momentach można jeszcze bardziej zachwycić się Kościołem. Jakie to szczęście mieć szansę na dostęp do Jezusa ukrytego w Eucharystii czy Najświętszym Sakramencie. W pewien wtorek przyszedłem na wieczorną Mszę Świętą. Rozejrzałem się po kościele. Dosłownie garstka ludzi, wydawało się, że niemal przypadkowych. W końcu zaczęła się modlitwa. Najpierw ksiądz dość słabo trafiał w tonację, a potem na dokładkę starsze panie Wietnamki zaczęły głośno zawodzić. Nie była to też najbardziej uroczysta Msza Święta, w jakiej uczestniczyłem. Rozejrzałem się jeszcze raz po ludziach. Taka rozsypanka. Przede mną pan w koszulce z dziurą na pół kołnierzyka (bynajmniej nie z ubóstwa ją nosił), obok fałszujące panie, prezbiter odprawiający liturgię bez entuzjazmu i na dokładkę ja, w tenisówkach i wymiętolonej koszuli. To wszystko musiało wyglądać z zewnątrz nadzwyczaj pokracznie. Ale już krótką chwilę później Pan mi zesłał łaskę spojrzenia na to wszystko inaczej. Pomyślałem sobie, że On sobie właśnie takich ludzi upodobał, w takim nieporadnym Kościele można dostąpić zbawienia i że On tam był w całej swojej mocy razem z nami.

Sytuacja innych Kościołów jest dość skomplikowana. Katolików w Norwegii jest bardzo mało. Są to głównie imigranci z Azji czy innych krajów Europy. Tradycyjnie większość Norwegów należała do norweskiego Kościoła Luterańskiego. To się mocno zmienia u młodych ludzi i coraz więcej osób deklaruje się jako niewierzący. W samym centrum Kristiansand, na centralnym placu miasta wyrasta piękna katedra luterańska. Przechadzając się stamtąd do miejsca, w którym mieszkałem, mijałem kolejno kościoły: baptystyczny, metodystyczny, wolny kościół, wspólnotę wyznaniową „Betania” i zielonoświątkowy. Młodych zielonoświątkowców spotkałem zresztą pewnego dnia w mieście, jak ewangelizowali przechodniów. Porozmawialiśmy o Jezusie i wymieniliśmy spostrzeżenia.

Starałem się dawać świadectwo, jak potrafiłem. Fakt mojego przechadzania się po kampusie od czasu do czasu z różańcem zdecydowanie nie zniechęcał nowych znajomych do życzliwego uśmiechania się w moją stronę (przemyślałem to dobrze i nie były to uśmiechy cyniczne). Na jogging wybiegałem w koszulce z dużym napisem na plecach “God Exists”. Nie wiem, czy coś to komuś dało, ale modliłem się po drodze za wszystkich, którzy ten napis przeczytali.

Bardzo mocno czułem przez cały czas modlitwę moich przyjaciół. To wsparcie było nieocenione. To też pokazuje siłę naszego Kościoła, jego jedność. Ja wspierałem ich, a oni mnie.

To wszystko nie znaczy oczywiście, że Norwegia i norweski Kościół są bez swoich problemów. W norweskim społeczeństwie są rzeczy niepokojące, jasne. Rozwiązłość seksualna wśród młodzieży do owoców życia w wierze już nie należy. Miałem też taką sytuację, że w innym mieście planowałem iść na wieczorną Mszę Świętą. Spojrzałem z kolegą na ich stronie, że jest Msza o godz. 19:00 w każdą niedzielę. Problem w tym, że była tej niedzieli uroczystość Bożego Ciała, która w Norwegii jest przeniesiona właśnie na niedzielę. Wszedłem do kościoła, zacząłem się modlić, a ksiądz zaczął mnie wyganiać. Z hiszpańsko brzmiącym angielskim powiedział: „Nie ma Mszy, ale Pan Bóg Ci przebacza”. Spytałem, czy możemy chociaż przyjąć Eucharystię. Nie, spieszył się. Potem rzeczywiście znaleźliśmy w gablotce informację, że w Boże Ciało są tylko dwie Msze Święte, w tym jedna połączona z procesją. Ale jak ja miałem na tą gablotkę wcześniej wpaść? Parafianie też wydawali się niedoinformowani, bo oprócz nas na Mszę przyszło jeszcze jakieś dwadzieścia innych osób. Przyznam, że byłem strasznie wkurzony. Zastanawiałem się, jak to jest, że w taki dzień, gdzie celebruje się w wyjątkowy sposób tajemnice Eucharystii, pozbawia się ludzi spotkania z żywym Ciałem Chrystusa. Od razu chciałem pisać do proboszcza, ale chyba lepiej, że w gniewie tego nie zrobiłem. Może powinienem teraz, gdy emocje opadły.

Absolutnie nie mówię, że mamy naśladować wszystko. Chodzi mi tylko o to, że jak już zapytamy kogoś krytykującego tego przysłowiowego biskupa niemieckiego, który to biskup konkretnie głosi herezje i o którą konkretnie sprawę chodzi, to odpowiedzi raczej nie otrzymamy. „Wszyscy biskupi niemieccy są źli” wydaje się odpowiedzią co najmniej dziecinną i niesprawiedliwą. Na przykładzie Norwegii widać, że obraz danego społeczeństwa czy Kościoła funkcjonującego w tym społeczeństwie to jednak sytuacja bardzo złożona. Pewnie trzeba by używać zarówno rozumu, jak i sumienia, żeby to wszystko rozważyć.

 

Po powrocie podoba mi się absolutnie wszystko. Poznań jest piękny, ludzie są piękni, Pan Bóg w liturgii bardzo hojny. Ten wyjazd był wartościowym doświadczeniem, ale wiem, że tu jest moje miejsce. Tu mam swoje wspólnoty, tu mogę wypełniać swoje powołanie. Wiecie, było dobrze, ale cieszę się, że mogę Was znów widzieć.