Liturgia

(130 - maj - czerwiec 2004)

Ku Chrystusowi (świadectwo)

Joanna

Eucharystia jest dla mnie najpiękniejszą modlitwą, jest pełnią modlitwy. Żadne nabożeństwa ani koronki — choć również są bardzo ważne — nie mogą się z nią równać ani jej zastąpić.

Ojciec Święty we wprowadzeniu do encykliki „Ecclesia de Eucharistia” pisze: „Słusznie Sobór Watykański II określił, że Ofiara eucharystyczna jest «źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego». W Najświętszej Eucharystii zawiera się bowiem całe dobro duchowe Kościoła, to znaczy sam Chrystus, nasza Pascha i Chleb żywy, który przez swoje ożywione przez Ducha Świętego i ożywiające Ciało daje życie ludziom”.
W codziennej Mszy św. uczestniczę (z przerwami) od ponad dwudziestu lat. Jestem świadoma tego, że jest to dla mnie ogromnym darem od Pana Boga, za który powinnam Mu nieustannie dziękować. Niech takim dziękczynieniem będzie to świadectwo.
Nie pamiętam dokładnie początku tej codziennej Eucharystii w moim życiu, nie wiem, czy wyniknęło to z jakiegoś postanowienia, że odtąd będę codziennie chodzić do kościoła, czy też dokonywało się to stopniowo. Na pewno wielką zasługę mają tu ludzie, których Bóg postawił wówczas na mojej drodze, a którzy swoim przykładem pociągnęli mnie do Niego: ks. Jan, który przygotowywał mnie do sakramentu bierzmowania, mój pierwszy animator Andrzej, mój wieloletni spowiednik i wspaniały kapłan ks. Marcin, a także wielu moich rówieśników, których poznałam we wspólnocie Ruchu Światło–
–Życie. To im zawdzięczam „przygotowanie” serca, jego uwrażliwienie na tchnienie Ducha Świętego, jak również odkrycie tego, że Bóg mnie kocha. To odkrycie stało się początkiem nowej drogi — ku Chrystusowi.
Na tej właśnie drodze, będąc już we wspólnocie Ruchu Światło–Życie, poznałam mojego męża Roberta. Już długi czas przed ślubem spotykaliśmy się na codziennej Eucharystii. To pozwoliło nam wytrwać w czystości przedmałżeńskiej. Być może także dlatego po zawarciu sakramentu małżeństwa nie mieliśmy problemów z tzw. docieraniem się — już wcześniej stanowiliśmy jedno w Chrystusie. Od początku naszego małżeństwa byliśmy przekonani, że Chrystus jest tym najmocniejszym fundamentem, na którym powinniśmy budować naszą rodzinę i dlatego najważniejszym punktem każdego dnia stała się Eucharystia. Wszystko zmieniło się wraz z przyjściem na świat dzieci — zaczęliśmy opuszczać codzienną Mszę św. Trwało to kilka lat, w czasie których towarzyszyła nam tęsknota i chęć powrotu do tego co było. I udało się, choć nie było to łatwe. Poza tym jeszcze przez pewien czas chodziliśmy do kościoła na zmianę, gdyż dzieci były jeszcze na tyle małe, że zawsze któreś z nas musiało zostać z nimi w domu. Wkrótce dzieci podrosły i zaczęliśmy chodzić do kościoła wspólnie. Po kilku latach pojawiła się kolejna trudność — bunt najpierw starszej (wówczas jedenastoletniej), potem młodszej córki, który wybuchał najczęściej tuż przed pójściem do kościoła. Z początku próbowaliśmy wyjaśniać, tłumaczyć, ale szybko doszliśmy z mężem do wniosku, że wszelkie rozmowy i dyskusje „na ostatnią chwilę” nie prowadzą do niczego dobrego: spóźniamy się na Mszę św. i często idziemy do kościoła poirytowani. Tak więc odkładaliśmy to stanowczo na czas po Mszy św. i byliśmy w tym konsekwentni. A po Mszy św. zdarzało się, że nie było już o czym mówić — problem zniknął. Dziś najstarsza córka (13 lat) sama pilnuje, aby codziennie znaleźć czas na Mszę św., a młodsza (11 lat) chętnie chodzi do kościoła ze swoim braciszkiem Jasiem (2,5 roku).
Eucharystia to przede wszystkim całe bogactwo przeżyć duchowych. Przed każdą Mszą św. proszę Ducha Świętego o Jego prowadzenie, o to, abym ją dobrze przeżyła. Szczególne znaczenie ma dla mnie liturgia słowa — wsłuchiwanie się w słowo Boże pozwala mi rozpoznać Jego wolę na każdy dzień. Moment konsekracji to chwila, gdy wpatruję się w podniesione Ciało Pana Jezusa, wyznaję Mu miłość i wiarę w Jego rzeczywistą obecność w Hostii, a także ofiarowuję Mu siebie i Roberta (staram się o tym pamiętać zwłaszcza wtedy, gdy wiem, że akurat w tym dniu nie będzie miał możliwości uczestniczenia we Mszy św.). Podczas podniesienia kielicha proszę Jezusa, aby swoją Krwią obmył mnie z wszelkiego grzechu i uczynił godną przyjęcia Go w Komunii św. Przed przyjęciem Komunii św. modlę się prosząc Matkę Bożą, by pomogła mi przyjąć do serca Jej Syna. Modlitwa w ciszy serca po Komunii eucharystycznej stanowi dla mnie moment szczególnego zjednoczenia z Chrystusem w miłości, jest to chwila zanurzenia się w Bogu, wielbienia Go i słuchania Jego głosu w sercu (szkoda, że ten czas jest nieraz tak krótki).
Błogosławieństwo kończące Mszę św. rozpoczyna wędrówkę z Jezusem w codzienne życie. Otrzymałam Jezusa, aby nieść Go innym. Świadomość Jego obecności w sercu towarzyszy mi zawsze podczas codziennych zajęć i spotkań z ludźmi.
Każda Msza św. uświadamia mi ogrom miłości Boga do mnie, miłości aż po krzyż i pozwala mi trwać na co dzień przy Chrystusie, zwłaszcza gdy pojawiają się trudności i cierpienie. I choć na każdym kroku doświadczam własnej słabości, to Eucharystia prowadzi mnie do tego, aby coraz pełniej urzeczywistniały się w moim życiu słowa św. Pawła: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20).