W chorobie

(168 - listopad - grudzień 2009)

z cyklu "Z Kopiej Górki"

Lubię tu być

Ewelina Gagacka

Kopia Górka… myślę, że ta nazwa dla każdego oazowicza oznacza coś innego. Ile jest osób odwiedzających to szczególne miejsce, tyle też z pewnością jest wspomnień i skojarzeń, ale z pewnością na każdej twarzy słowo to wywołuje uśmiech……  

Jestem studentką piątego roku Ochrony Środowiska, a moja przygoda z Kopią Górką rozpoczęła się w 2004 r. przyjazdem na Kurs Oazowy dla Animatorów. Przyznam szczerze, że gdyby ktoś wtedy powiedział, że od tego momentu zostanę wolontariuszem Kopiej i będę odwiedzać to miejsce z taką regularnością, co roku, to z pewnością bym w to nie uwierzyła. To miejsce ma jednak tak szczególny klimat i doświadcza się tu tak wielu łask Bożych, że propozycje przyjazdu zawsze przyjmuje się z wielkim entuzjazmem i radością, nawet jeśli ma się świadomość, że posługa, do której się przyjeżdża nie jest łatwa. A posługa w takim miejscu, którego centrum stanowi Kaplica Chrystusa Sługi wraz z figurą Chrystusa Sługi to wyróżnienie i  zaszczyt, ale też jednocześnie wyzwanie. 

W tym roku otrzymałam tą szczególną łaskę od Boga, że mogłam przebywać w Centrum Ruchu Światło-Życie aż cztery razy. Pierwszy raz przybyłam do Krościenka zimą, w czasie ferii, tak po prostu, żeby odpocząć po ciężkiej sesji. Drugi przyjazd miał miejsce na początku maja, był zupełnie nieplanowany, trwał zaledwie 2 dni i choć pewnie więcej czasu spędziłam w podróży niż na samej Kopiej, to i tak było warto. 

Największym przeżyciem i wyzwaniem był lipcowy przyjazd do posługi w Diakoni Świadectwa, w czasie I turnusu rekolekcji oazowych. Perspektywa oprowadzania i opowiadania o miejscu, po którym jeszcze nie tak dawno samemu było się oprowadzanym wydawała się wręcz nierealna. Kiedy decyzja już zapadła pojawiło się pytanie, czy ja to w ogóle będę potrafiła zrobić? Pan Bóg jednak wie co robi, a do pewnych wyzwań pozwala dojrzeć, dorosnąć. I tak miałam okazję przeżyć niezwykle owocne dwa tygodnie. Spotykałam się z ludźmi, którzy pragnęli jak najwięcej dowiedzieć się o Kopiej Górce, gdyż nawiedzali to miejsce po raz pierwszy, ale także z takimi, którzy odwiedzili je przed pięćdziesięciu laty, a teraz wybrali się tu ponownie. Od nich to raczej ja mogłam się czegoś dowiedzieć, nauczyć. Na twarzach jednych i drugich niezmiennie można było zobaczyć uśmiech, szczęście, choć czasami pokonanie wszystkich schodków na Kopiej Górce nie należy do najłatwiejszych?. Dla mnie największą radością były słowa wypowiedziane przez jedną z Pań z grupy którą oprowadzałam: „Widać, że kocha Pani to miejsce”. 

Jednak największą radością zawsze były i będą przyjazdy do posługi w Diakoni Gospodarczej na oazach studenckich w czasie wrześniowego turnusu. Jak kiedyś powiedział mój przyjaciel, to raczej taka cicha i mało widoczna posługa. Na pewno jest w tym trochę racji. Jednak dla mnie był to zwykle czas najbardziej owocny, czas w którym Pan Bóg doświadcza pomimo zmęczenia, znużenia, w którym pomimo braku sił fizycznych wstaje się i idzie na adoracje Najświętszego Sakramentu. Czas w którym człowiek nabiera przekonania, że wszystko może w Tym, który umacnia.

Dlaczego tak bardzo lubię przyjeżdżać na Kopią Górkę? Z pewnością dlatego, że można tam przyjechać o każdej porze roku, czy to do posługi jako wolontariusz czy po prostu odpocząć. Po każdym takim pobycie pozostaje inny obraz Kopiej, pozostają inne wspomnienia i ludzie w sercu, ale przede wszystkim wraca się z nowymi siłami, żeby stawić czoło życiowym wyzwaniom. Ale też dlatego, że to miejsce jest niezwykłe, przyciąga i sprawia, że w pewnym momencie człowiek zaczyna je lubić tak bardzo, że nie wyobraża sobie wakacji bez pobytu na Kopiej Górce.