Sługa Niepokalanej

(216 - lipiec - sierpień 2017)

Matka Kościoła

Magdalena Roszak

Ojciec Franciszek nazwał charyzmat maryjny, który ewoluował i w jakiejś pełni objawił mu się poprzez Ruch Żywego Kościoła, „tajemnicą wielką”

Kiedy z grupą wolontariuszy wracając z Ukrainy, zatrzymaliśmy się w Przemyślu i mając naprawdę mało czasu poszliśmy bodajże do franciszkanów, gdzie nasz ksiądz Adam odprawił ekspresową Eucharystię (co chyba nie miało być rozpowszechniane), usłyszeliśmy homilię, składającą się z dwóch słów: „kochajmy Maryję!”. 

Od tego trzeba zacząć. Nie będzie żadnej maryjności Ruchu Światło-Życie, żadnego oblubieńczego oddania siebie w miłości na Jej wzór, jeśli nie będzie zdolności do wypowiedzenia przed samym sobą tych dwóch prostych słów: „kocham Maryję”. Proste? Oj, bynajmniej! Zupełnie jak prostym i oczywistym wydaje się fenomen miłości do mamy i taty, a przecież temat maglowany jest na psychoterapiach bez końca, tyle tam zranień, niedopowiedzeń, braków. Jeśli już tutaj dopadło kogoś przygnębienie, że on tej miłości do Maryi za grosz nie posiada, nie czuje tej relacji i koniec, niech przetrwa jeszcze kilka akapitów, wrócę do tego.

Jak to zatem jest z tą miłością do Matki Bożej wśród katolików? Obserwujemy dwie skrajne postawy: z jednej strony naiwny sentymentalizm, traktujący Maryję niemalże jak boginię, którą należy obłaskawiać podarkami w postaci kwiatów, odmówionych paciorków czy pielgrzymek do Jej sanktuariów, z drugiej natomiast wiejąca chłodem poprawność polityczna, pilnująca się, żeby czasem za bardzo Jej nie wychwalać, za dużo Jej nie przypisać, żeby jakimś cudem nie wypchnęła Pana Jezusa z centralnego miejsca. Oczom wyobraźni już ukazują się te przepychanki wokół niebieskiego tronu między Matką Bożą, a Trzema Osobami Trójcy Świętej. A sztuka na przykład nie ucieka od wizerunku Maryi w momencie ukoronowania, gdy zajmuje miejsce na środku, otoczona przez Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Jakiego zatem odniesienia do Maryi szuka Ruch Światło-Życie? 

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".