Kapłaństwo

(127 - styczeń 2004)

z cyklu "Szkoła modlitwy"

Medytacja według św. Ignacego w pięciu etapach

Wojtek Gałązka

Medytacja ignacjańska to modlitwa, którą swego czasu bardzo pokochałem. Szczególnie polecam zapisanie jej kolejnych etapów do wędrówki nimi na modlitwie.
PIERWSZY ETAP to jakby wejście do Namiotu Spotkania. Św. Ignacy proponuje trzy akty strzeliste — trzy krótkie westchnienia do Pana Boga. Pierwszy akt jest krótką prośbą, aby największym celem mojej modlitwy było spotkanie z Bogiem, abym nie załatwiał swoich spraw i problemów, albo jak faryzeusz szukał usprawiedliwienia swojego zachowania, ale pragnął tylko spotkania z Najwyższym. Drugi akt strzelisty, to prośba o zaangażowanie wszystkich sfer mojej osoby — wyobraźni, pamięci, emocji. To prośba o obraz na mojej modlitwie, skoro nie da się walczyć z pamięcią i wyobraźnią, to trzeba je zaprosić i włączyć do modlitwy. Trzeci akt strzelisty jest prośbą o wielkie pragnienia na modlitwie. O odkrycie czego chcę i pragnę. To prośba o wewnętrzną uczciwość, o prawdę w mojej modlitwie. Modlitwa często jest płytka, bo nie jest inspirowana pragnieniem, ale poczuciem obowiązku, lęku, czy poczuciem winy. Jeśli jednak nie ma we mnie wielkich pragnień, to właśnie ich brak przedstawiam Panu Bogu. Na modlitwie nie muszę być piękny, ale muszę być prawdziwy.
DRUGI ETAP to czas Słowa Bożego, które oświetli moje życie. Pierwszy na modlitwie głos zabiera Pan Bóg, więc na samym początku jest czas na Słowo Boże, które ma dalej prowadzić nasze spotkanie. Ta jedna myśl lub cytat, który zapisałem na przygotowaniu modlitwy, szybko prowadzi mnie do mojego życia — naprowadza na myśli, opory, lęki i rozproszenia. Czasem rodzi we mnie radość, entuzjazm i pokój, ale czasem opór lub bunt — nie wolno go łamać, ale przyjrzeć się dlaczego się rodzi — trzeba szukać przyczyn. Dlaczego się buntuję? Jeśli zaczynam się nudzić, trzeba pytać, dlaczego się nudzę. Jeśli gniew — to dlaczego? Trzeba spokojnie obserwować i pytać, ale nie silić się na udzielanie odpowiedzi. To Słowo Boże pokazuje miejsca, w których chce działać.
Szybko wprowadza mnie w TRZECI ETAP, gdzie Słowo Boże osądza moje myśli — to czas przyjęcia swoich reakcji, które rodzą się we mnie pod wpływem słuchania Słowa Bożego, to chwila prawdy o moim życiu. Słowo Boże potwierdza moje dobre pragnienia i pomysły budząc pokój w zetknięciu z moim życiem. Bardzo ważne jednak, jeśli nie ważniejsze, jest obserwowanie swoich nieprzyjemnych reakcji w spotkaniu ze Słowem Bożym. To one pokazują mi, gdzie moje życie w jakiś sposób nie pasuje i boli w zetknięciu ze światem Pana Boga. Dlatego warto obserwować swoje reakcje i pytać o nie Pana Boga.
CZWARTY ETAP to serdeczna rozmowa — jak przyjaciel z przyjacielem. Ten dialog może być cichym i uległym błaganiem, podniosłym uwielbieniem lub radosnym dziękczynieniem, ale często bywa krzykiem, skargą na grzech, czy wypowiadaniem bólu i cierpienia. Przyjacielowi mówi się zawsze prawdę, nawet, jeśli jest trudna i bolesna. Nie ważne jak teraz wyglądam; płaczę, czy się cieszę, to mój osobisty czas z Panem Bogiem. To czas kiedy chcę i jestem z Bogiem prawdziwy… A On udziela mi odpowiedzi i tłumaczy moje życie i swoją do mnie miłość.
PIĄTY ETAP — zakończenie modlitwy. Św. Ignacy proponuje taką kolejność: Pomódl się do Maryi, aby z tobą zakończyła tę modlitwę. Razem z Nią udaj się do Jej Syna, Jezusa i poproście, aby razem z wami wstawiał się do Ojca za tobą. Na koniec razem z Maryją i Jezusem udajcie się do Ojca i jemu składajcie twoje wysiłki i czas tej modlitwy.
Po każdej modlitwie św. Ignacy proponuje Refleksję: Na modlitwie nie przyglądaj się sobie, nie pytaj, czy dobrze się modlisz. Jest taka zasada: Modlę się jak umiem, a więc modlę się dobrze. Refleksja to nie ocena modlitwy, a raczej spokojne zastanowienie się, co mi pomagało, a co przeszkadzało. Może warto zmienić miejsce modlitwy, a może właśnie to było bardzo dobre. Jaki wydał mi się Pan Bóg na tej modlitwie? Co działo się we mnie? Co mnie szczególnie dotknęło? Może jest coś, do czego powinienem wrócić na następnej modlitwie. Refleksja ma mi również pomóc zweryfikować spontaniczne reakcje serca — to nie analiza własnych postaw, ale rzeczowe i jakby techniczne przedłużenie spotkania z Panem Bogiem.
Po kilku dniach, tygodniach warto wracać jeszcze raz do medytacji nad tym samym fragmentem. Tak jak zakochany człowiek, który dostawszy list od swojej ukochanej przeczytał go i odłożył, aby za jakiś czas, czytając na nowo, wracać do miłych lub trudnych i bolesnych myśli. Odkrywam wtedy głębsze przesłanie Słowa.