Być mężczyzną

(231 - marzec - kwiecień 2020)

Męska przyjaźń?

Tomasz Jan Białopiotrowicz

Młodzieńcza przyjaźń męska zaczynała się od zadziwienia, nawet zachwytu nad odkrytymi podobieństwami w widzeniu różnych spraw, z podobnej perspektywy, w podobny sposób

O trzech znajomościach z okresu studiów mogę powiedzieć, że z biegiem czasu nabrały charakteru przyjaźni. Każda z tych relacji była inna, a tym bardziej inna jest dzisiaj, kiedy nasze związki skostniały albo zostały zerwane. Zaczęły się te przyjaźnie, co charakterystyczne, od wspólnych rozmów, w których ujawniał się podobny stosunek do wartości, mających wówczas dla mnie i dla każdego z przyjaciół duże znaczenie. Każda z tych znajomości z czasem, jak to zwykle bywa w życiu, wzbogacała się również o pewne wspólne doświadczenia, przeżycia. Niemniej to nie te przeżycia, a właśnie wspólnota wartości stanowiła o sile naszych relacji. Kiedy w późniejszym okresie, po studiach, zdarzały się dłuższe przerwy w utrzymywaniu znajomości, to niespodziewana rozmowa telefoniczna po kilku latach stawała się jakby kontynuacją przerwanej dawniej rozmowy, jakbyśmy ją przerwali wczoraj. 

Jak wspomniałem, młodzieńcza przyjaźń męska zaczynała się od zadziwienia, nawet zachwytu nad odkrytymi podobieństwami w widzeniu różnych spraw, z podobnej perspektywy, w podobny sposób. Niespodziewanie się okazało, że oto spotkałem kogoś, z kim mam możliwość dzielenia się doświadczeniami, rozmawiania o nich, bycia rozumianym. Rozmowy odkrywające nasze dusze stwarzały przestrzeń spotkania radosnego i bezpiecznego; powstawała więź przyjaźni. Taka wspólnota dość żywiołowo może się przekształcić w pragnienie dokonywania pewnych wspólnych przedsięwzięć. Pamiętam wspólne dyskusje, podczas których na przykład odkryliśmy obietnicę Pana Jezusa, że jeśli dwóch lub trzech zgodnie o coś prosić będzie, to zostaną wysłuchani. Postanowiliśmy wtedy zgodnie w jakiejś intencji (nie pamiętam już jakiej) udać się na mszę świętą do oo. karmelitów w Lublinie. Z jednej strony było to bardzo niedojrzałe, ale z drugiej pokazuje jak poważnie traktowaliśmy siebie i te nasze dyskusje. Dzisiaj myślę, że chyba nie wszyscy z nas z jednakowo mocną wiarą do tego podeszli. Więzi, które nas łączyły, owocowały też wspólnymi studenckimi wypadami na Roztocze czy w Bieszczady.

Przyjacielskie relacje rozwijały się do czasu, kiedy kolejno każdy z nas się ożenił. Wtedy pełna zadatków na przyszłość męska przyjaźń wyhamowała.