Przekazywanie wiary

(214 - styczeń - marzec 2017)

z cyklu "Dusza mnie pyta"

Mistyka medyka

Błażej Kmieciak

Czy lekarz może wierzyć w Boga? Czy może powierzać Najwyższemu swoich pacjentów? Czy Jezus może być dla niego największym wzorem?

Gdy medycynę zaczyna się łączyć z wiarą i religią, natychmiast pojawiają się mocne głosy sprzeciwu. Zaznacza się, że lekarz ma używać rozumu. Ma leczyć lekami, a nie różańcem. Ma korzystać z literatury fachowej, a nie modlitewnika. Sugeruje się wręcz, że religię należy zostawić za drzwiami gabinetu. 

Gdy pojawiają się podobne opinie zaczynam się zastanawiać, skąd taka niechęć do wiary w medycynie. Przecież Hipokrates w swojej przysiędze odwoływał się do bogów. Starożytni Egipcjanie funkcję lekarza łączyli z posługą kapłana. W zasadzie tylko kapłani mieli prawo leczyć. W wiekach średnich sławę zyskał rabin Majmonides, będący jednocześnie lekarzem ówczesnych władców. Uczony ten, jako pierwszy głośno podkreślał, że w leczeniu nie tylko leki, ale także sposób podejścia do chorego odgrywa szczególną rolę. Co ciekawe uwagi te zachowały się i stanowią istotny element jego pięknych modlitw. 

Medycyna zawsze przenikała wiara. Tak jest nadal. W zasadzie nauki medyczne opierają się na wierze, na jakimś wewnętrznym przepiszczeniu, które nieuchronnie przenika nadzieja.. Doskonałym przykładem jest w tym miejscu postać francuskiego genetyka i pediatry, prof. Jerome Lejeune. W połowie XX w. zainteresował się on sytuacją dzieci z Zespołem Downa. W tamtych czasach uznawano, iż zaburzenie to jest niczym innym, jak tylko bożą karą. Bardzo często kojarzono ją z niemoralnym prowadzeniem się kobiety. Lejeune uwierzył, że zespół ten musi być spowodowany czymś konkretnym, czymś co można medycznie zbadać. Nie mylił się. Znalazł on konkretny element odpowiadający za powstanie zespołu. Jego córka Clara Lejeune podkreśla w książce „Życie jest cudem”, że jej tata tak naprawdę był mistykiem. Nie zamykał się on bowiem tylko w laboratoryjnej rzeczywistości. Jego najważniejsze odkrycia, pomysły i przypuszczenia rodziły się z szopie na wsi. Rzeźbił w niej krzyżyki dla rodziny oraz znajomych. Były to chwile zatrzymania się, chwile kontemplacji i modlitwy. Lejeune nie bał się przyznawać do wiary. Swego czasu docenił to św. Jan Paweł II który powołał go na stanowisko pieszego przewodniczącego Papieskiej Akademii „Pro Vitae”. 

Myśląc jednak o mistycznych wątkach medycyny nie trzeba sięgać do dalekiej przeszłości. 

W zeszłym roku opublikowana została książka pt. „Mam odwagę mówić o cudzie”. Jest to wywiad jaki Joanna Bątkiewicz-Brożek przeprowadziła z prof. Januszem Skalskim, kardiochirurgiem, na co dzień pracującym w klinice w krakowskim Prokocimiu. Postać profesora znana była w zasadzie przede wszystkim środowisku medycznemu. Był on bowiem uczniem zmarłego kilka lat temu prof. Zbigniewa Religii. Skalski stał się jednak znacznie bardziej rozpoznawalny dzięki pewnemu małemu, dwuletniemu chłopcu o imieniu Adaś. Chłopiec ten – z dotąd nieznanych przyczyn – opuścił w nocy dom dziadków. Został znaleziony mad ranem, w stanie skrajnego wyziębienia. Jak wypominał profesor Skalski, z perspektywy medycznej chłopiec ten nie żył. Jego ciało miało nieco ponad 13 stopni Celsjusza. Profesor podjął jednak razem ze swoim zespołem walkę o życie tego dziecka. Walkę wygrał. Wszyscy gratulowali. Nikt wcześniej w dziejach medycyny nie udzielił skutecznej pomocy człowiekowi w tak ekstremalnym stanie. W trakcie jednego z wywiadów profesor powiedział wprost „To był cud!” W tym samym momencie część dziennikarzy zaczęła go krytykować podkreślając, że umniejsza on w ten sposób dokonania swoje i zespołu. Ba, zaznaczano, że umniejsza rolę nauki. On tym bardziej zaznaczał, że dla medycyny to dziecko nie żyło, a on nie potrafi w pełni wyjaśnić jak to się stało, iż nie tylko uratowano go. Nie wie on również czemu chłopiec nie doznał, spodziewanych w takiej sytuacji trwałych obrażeń.

Janusz Skalski we wspomnianej książce mówi wprost. Razem z nimi w ratowaniu Adasia brał udział sam Bóg. Dla prof. Skalskiego to Chrystus jest wzorem dla lekarzy. To jego podejście do choroby i cierpienia było wręcz rewolucją. On wskazywał na godność każdej osoby.

Czy nie jest to czasem dzisiaj najbardziej oczekiwana od lekarza postawa?

Nie da się zbliżyć do człowieka chorującego, bez skupienia. Nie można go skutecznie leczyć, bez chwili zatrzymania się, bez głębszej refleksji. Czasem w chwili tej można spotkać Tego, który jest Najwyższym Lekarzem