Ekumenizm

(207 - październik - grudzień 2015)

z cyklu "Szkoła modlitwy"

Modlić się wszędzie?

s. Rita od Chrystusa Sługi WNO

Tak, można modlić się wszędzie. Jednakże katolik szuka miejsc, gdzie Bóg przebywa w szczególny sposób. Przede wszystkim są to katolickie świątynie, gdzie nasz Pan jest obecny pod postacią Chleba w tabernakulum.

To bardzo ważne, by modlić się wszędzie: w szkole, w środkach komunikacji, na przyjęciu, wśród przyjaciół. Cały świat powinien być przeniknięty błogosławieństwem. Równie ważne jest jednak to, żebyśmy uczęszczali do świętych miejsc, gdzie Bóg nas oczekuje, byśmy mogli przy Nim odetchnąć, zostać przez Niego umocnieni, napełnieni i posłani. Prawdziwy chrześcijanin nigdy nie zajmuje się samym tylko zwiedzaniem, gdy wchodzi do kościoła. Trwa moment w ciszy, uwielbia Boga i odnawia swoją przyjaźń z Nim i miłość do Niego [Youcat 498].

***

Więc jak? Można modlić się wszędzie, ale nie wszystko jedno, gdzie? Tak! A dlaczego nie wszystko jedno? 

Bóg słyszy nas w każdym miejscu, i w każdym momencie naszych codziennych zajęć i rozterek towarzyszy nam Jego wzrok. Ale nie po to został dla nas w Najświętszym Sakramencie, byśmy pomijali Jego prawdziwą, rzeczywistą i substancjalną Obecność! Nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych – ale dobrowolnie „uzależnił się” od naszej woli! I zgodnie z tą swoją decyzją ukryty w Chlebie i Winie po prostu… czeka! Daje nam całkowitą wolność: przyjdę do Niego czy nie? Poświęcę Mu czas (uświęcając tym samym swój czas) czy wykorzystam go tylko dla siebie? On sam wybrał oczekiwanie! 

To oznacza, że mogę mówić do Niego w każdym miejscu, mogę zwracać do Niego myśli w czasie pracy, ale zupełnie innym rodzajem modlitwy będzie odwiedzenie Go w Jego domu. I jestem tam oczekiwany! A jeśli do kościoła wejdę przy okazji np. zwiedzania, a nie zauważę Domownika i nie zamienię z Nim choć kilku serdecznych słów – tracę niepowtarzalną okazję Spotkania!

Czy z najbliższymi przyjaciółmi wystarczy nam telefon lub Skype? Do podtrzymania znajomości pewnie tak – choć i tak będzie odczuwalny pewien brak… Ale do rozwijania i pogłębiania relacji nieodzowne staje się spotkanie twarzą w twarz i czas poświęcony sobie nawzajem, z oddzieleniem od np. zawodowych spraw. Są sprawy, które łatwo załatwimy sms-em lub mailem, ale są takie, dla których umawiamy się na specjalną rozmowę. I jeszcze coś. Czy nie jest tak, że z niektórymi osobami wystarczy nam kontakt mailowy, ale z niektórymi – po prostu lubimy przebywać? Nie – coś robić, tylko właśnie – przebywać…

Człowiek, który nosi w sercu wiarę, nie tylko korzysta z nadarzających się okazji wejścia do kościoła i pozdrowienia Pana, który czeka, ale szuka czasu na osobistą, spokojną rozmowę z Nim. A trzeba mieć serce o dużej wrażliwości, by dostrzec Jego żywą obecność! Już prorok Izajasz pisał z zadziwieniem: „Prawdziwie Tyś Bogiem ukrytym, Boże Izraela, Zbawco!” (Iz 45,12-18). Bóg ukryty, w Nowym Przymierzu pozostał z nami schowany w kruchej Hostii, często zakryty także ściankami tabernakulum, tak łatwy do… niezauważenia! I tak Oczekujący!

Niezwykłe jest to, że nasz Bóg wybierając oczekiwanie i przyjmując przeżywanie tęsknoty za nami – jest otwarty na przyjęcie naszej miłości, co więcej: pragnie jej! Mogę tylko przyjąć od Boga to, że jestem Jego synem lub córką, umiłowanym dzieckiem (co samo w sobie jest faktem, któremu nie możemy zaprzeczyć, możemy tylko z niego nie korzystać), ale mogę też Bogu odpowiedzieć miłością – i sprawię mu tym radość! Radością dla Niego będzie także, jeśli przyniosę Mu swoje codzienne troski i bóle, aby je z Nim podzielić. Dlaczego? Bo to On – pragnie ze mną przebywać… Czy to możliwe? Tak, „boć Zbawiciel nasz ma Serce prawdziwe, nie malowane, Serce podobne naszemu, które kocha, czuje i nie może bez współczucia patrzeć na nasze cierpienia” [bł. Honorat Koźmiński]. Wejście do kościoła na chwilę adoracji Najświętszego Sakramentu jest prostym i wymownym sposobem, aby wyrazić swoją wiarę, przynieść Jemu swoje życie codzienne i jeszcze więcej: obdarzyć eucharystycznego Pana swoją miłością (Youcat 218).