Pytania o szatana

(191 - luty - marzec 2013)

Modlitwa

rozmowa z ks. Eugeniuszem Guździołem

Nigdy żadne otwarcie na działanie złego ducha nie przynosi szczęścia. To jest udręczenie

Wieczernik: Pełni Ksiądz posługę egzorcysty i właśnie o egzorcyzmach chcielibyśmy z Księdzem porozmawiać. Na początek najbardziej zasadnicze pytanie: co to jest egzorcyzm?

ks. Eugeniusz Guździoł:Jest to modlitwa – prośba do Pana Boga, aby mocą Bożą zostało zamknięte zło dotykające człowieka czy bezpośrednio działanie złego ducha. Najczęściej będzie to wprost modlitwa nad człowiekiem, ale może być również nad przestrzenią i nad własnością czyli nad określonymi rzeczami.

W.: Czy sposób modlitwy jest z góry ustalony czy ustala go dany ksiądz?

ks.E.G.:Jest księga liturgiczna, która określa sposób modlitwy – rytuał (analogicznie jak rytuał na przykład ślubu czy pogrzebu). Nie jest więc to modlitwa spontaniczna, którą formułowałby ksiądz egzorcysta.

W.: Dlaczego Kościół wyznacza specjalnych kapłanów jako egzorcystów?

ks.E.G.:Dlatego, że jest pewna władza związana z tą posługą. Podobnie jak w momencie święceń otrzymałem możliwość odprawiania Mszy św. i spowiadania. Wcześniej umiałem, bo mnie uczyli sześć lat w seminarium, ale w momencie święceń otrzymałem władzę. Z mocy święceń egzorcystą jest każdy biskup, natomiast ksiądz ma władzę dzięki dekretowi biskupa.

W.: Nad jakim człowiekiem odprawia się uroczyste egzorcyzmy?

ks.E.G.:Jeśli ktoś trafia z jakimiś udręczeniami, pytamy o przyczyny – czy było jakieś otwarcia na działanie złego ducha. Katechizm Kościoła najpierw wymienia wróżbiarstwo i wszystkie jego formy jako otwarcia, mówi też o doktrynie spirytyzmu z praktyką wywoływania duchów. I jeżeli w takim wywiadzie okazuje się, że takie otwarcie było obecne, to wtedy jest zasadne to, żeby się modlić nad daną osobą, by Bóg swoją mocą zamknął możliwość działania złego ducha.

W.: Czy każdy może przyjść i poprosić o egzorcyzm nad sobą?

ks.E.G.:Przyjść może każdy, ale można powiedzieć, my „kierujemy ruchem”. Zawsze się modlimy. Gdy do mnie jako do proboszcza ktoś przychodzi do biura parafialnego zgłosić pogrzeb bliskiej osoby, zawsze zapraszam na koniec do wspólnej modlitwy dziesiątką różańca. Podobnie gdy młodzi przychodzą do biura dać na zapowiedzi, też się modlimy. Gdy więc przychodzi ktoś prosić o egzorcyzm, to zawsze się modlę – ale ja decyduję, w jaki sposób to robię. Gdy nie ma otwarć na złego ducha, to nie jest to modlitwa związana z rytuałem egzorcyzmów.

Zdarza się też, choć rzadko, że odsyłamy jakąś osobę do skorzystania z porady psychiatry.

W.: W jaki sposób rozpoznaje się, czy osoba, która prosi o egzorcyzmy, nie cierpi na zaburzenia psychiczne?

ks.E.G.: Ja osobiście troszeczkę żałuję, że nie mam wiedzy z psychologii, bo pewnie mogłoby to mi pomóc. Jeden z egzorcystów naszej diecezji jest psychologiem. 

Zazwyczaj osoby mocniej udręczone są już po wizytach u psychologów czy wszelkich lekarzy – neurologów, psychiatrów i dochodzą do wniosku, że obecność księdza egzorcysty to ostatnia jakby deska ratunku. Z reguły więc mam taką sytuację, że nie muszę zastanawiać się, czy skierować kogoś do psychologa, bo to już było wcześniej. Natomiast wyjątkowo zdarza się, że ktoś przychodzi z wyraźnymi znakami choroby psychicznej i jeszcze nie był u psychiatry. W jednej sytuacji rodzina już poczyniła ku temu starania, ale dana osoba potrzebowała jeszcze od księdza powiedzenia, że jednak trzeba lekarza. Trudno jest niektórym osobom przyjąć to, że są chore. 

W gronie egzorcystów naszej diecezji dzielimy się adresami psychologów, psychiatrów czy seksuologów, którzy biorą pod uwagę wymiar duchowy.

Wydaje mi się bowiem, że psychologia, a zwłaszcza psychiatria nie zawsze przyjmuje w pomaganiu danemu człowiekowi wymiar duchowy. Na zjeździe egzorcystów mieliśmy ostatnio wykład lekarza psychiatry z kliniki w Wiedniu, który przedstawiał taką wizję, że w każdym szpitalu psychiatrycznym powinien być egzorcysta. I każdy ma swoje do zrobienia – psycholog, psychiatra i egzorcysta. Myślę, że psychiatria oddzieliła się od duchowości. Rozmawiałem kiedyś z lekarką psychiatrą prowadzącą obecnie praktykę prywatną, która kiedyś pracowała w szpitalu psychiatrycznym. Mówiła, że z czasu tej pracy w szpitalu ma wyrzut sumienia, iż w niektórych schizofreniach, które skończyły się samobójstwem, nie spróbowała jeszcze posłać do egzorcysty, bo może by to pomogło. 

W.: Czy w modlitwę egzorcyzmu zaangażowani są tylko księża czy też współpracują z innymi osobami?

ks.E.G.: Jeśli ktoś z kimś przychodzi, to zazwyczaj rozmawiam w cztery oczy z daną osobą. Owszem, jeśli np. mąż przyjdzie z żoną, to proszę tę drugą stronę, by opowiedziała, na czym polega problem, ale potem rozmawiam w cztery oczy. Wówczas człowiek jest bardziej szczery i otwarty. Natomiast do modlitwy zapraszam wszystkich, którzy z daną osobą przyszli. Najczęściej są to członkowie rodziny, modlimy się wtedy razem. 

Natomiast dwa razy w miesiącu mamy modlitwy nad ludźmi najbardziej otwartymi na działanie złego ducha. W tych modlitwach uczestniczy cały zespół. Jeżeli są manifestacje na zewnątrz np. nadzwyczajna siła, to wtedy mężczyźni przytrzymają, a panie się modlą. Widzę, że ten zespół ma rolę rozeznawania. Nieraz ta sprawa wychodzenia jest pogmatwana, trzeba roztropności, żeby daną sytuację opanować. Stąd ten zespół, który widzi daną osobę co jakiś czas na modlitwie, następnie trochę słyszy o historii życia, również rozeznaje. 

Tak więc w tych modlitwach uczestniczy zespół. Ale w większości egzorcyści działają raczej indywidualnie. 

W.: Czy egzorcyzm jest jednorazową modlitwą czy też trzeba ją ponawiać? 

ks.E.G.: To zależy od sytuacji. Gdy są takie drobne otwarcia na złego ducha, to wystarczy jedna modlitwa i osoby, nad którymi się modlimy, już nie wracają. Wczoraj rozmawiałem z osobą, nad którą się modliłem i opowiadała, że wypełniła wszystko, co zasugerowałem. Bo sama modlitwa to jedno, ale ja zawsze sugeruję większe wejście w wiarę niż do tej pory. A więc zachęcam, by było więcej modlitwy, więcej Mszy Świętej, może odprawiona Msza Św. w danej intencji, pielgrzymka do sanktuarium. Ta osoba mówiła, że zastosowała to, co sugerowałem i wszystko, co było udręczeniem, minęło. Tak więc tutaj wystarczyła jednorazowa modlitwa. Natomiast w sytuacji większych otwarć na działanie złego ducha i udręczeń zdarza się, że modlitwa musi być ponawiana. 

Na zjazdach egzorcystów nieraz się zastanawiamy, dlaczego tak to się dzieje. Z moich obserwacji wynika, iż z reguły jest tak, że jak ktoś wchodzi w złe rzeczy, to nie jest to jednorazowe wejście. Tworzy się pewien styl i nurt życia, który jest związany zazwyczaj również z odejściem od Pana Boga – tej osoby a nieraz rodziny. I tak próbuję zrozumieć pedagogię Bożą, że gdyby udręczenie ze strony mocy ciemności minęło od razu, to by była pokusa, że można wejść ponownie w ten zły styl życia. Natomiast gdy jest to proces, to jest zarazem proces zbliżania się do Pana Boga – dana osoba i osoby z jej rodziny wchodzą w nurt nowego stylu życia z Panem Bogiem.

W.: O tym się raczej nie myśli w kontekście egzorcyzmów – że to jest posługa polegająca na zbudowaniu więzi z Panem Bogiem czy w ogóle przyciągnięciu do Pana Boga.

ks.E.G.: Ja tak rozumiem złego ducha, jego taktykę w stosunku do człowieka, że najpierw chce zerwać więź danego człowieka z Bogiem – żeby człowiek się przestał modlić, chodzić do kościoła. I wtedy kłamie, oskarża Pana Boga przed danym człowiekiem. 

W.:A czy jeszcze w jakiś inny sposób przejawia się działanie złego ducha?

ks.E.G.: Drugim przejawem jest uderzenie w jedność. Gdy atakuje małżonków, to chce żeby zburzyć jedność między nimi, spowodować, żeby się w końcu rozeszli. Gdy atakuje młodego człowieka, to uderza w autorytet – rodzica, wychowawcy w szkole, księdza. 

Nigdy żadne otwarcie na działanie złego ducha nie przynosi szczęścia. To jest udręczenie. 

W.:Czy każdy katolik może mieć zastanawiać się, czy kogoś skierować na egzorcyzmy? Jeśli zobaczę u kogoś jakieś problemy, czy mam w ogóle prawo do rozważania tej kwestii?

ks.E.G.: Ja myślę, że to zależy od rodzaju więzi. Jeżeli w rodzinie czuję się odpowiedzialny za kogoś, czy w więzach przyjacielskich, to mogę zadawać sobie pytanie, jak to zasugerować, w jaki sposób powiedzieć. Uważam, że w takich sytuacjach powinno się modlić do Ducha Świętego, zarówno o światło – czy jest coś, co mam powiedzieć, jak i o to, jak to zrobić, żeby ta druga osoba nie zburzyła sobie relacji ze mną. Musi być w tym ogromna delikatność. Trafiają do mnie osoby, której mówią, że np. koleżanka w pracy powiedziała, iż jest ktoś taki, może pomóc.

Chociaż pojawia się też taki problem, że niektóre osoby wszędzie widzą tego złego ducha. To też jest pewne niebezpieczeństwo. Niedawno uczestniczyłem w rekolekcjach na temat modlitwy Ojcze Nasz. Tam o złym duchu była mowa przy okazji prośby „I nie wódź nas na pokuszenie”. Była to może jedna dwudziesta czasu przeznaczonego na wszystkie nauki. Ja myślę, że taka proporcja jest dobra – w przestrzeni naszego życia sprawy złego ducha nie powinny zajmować więcej miejsca niż jedną dwudziestą. Oczywiście nie lekceważę, ale bym też nie eksponował, że wszędzie, na zakręcie życiowym czy w każdym niepowodzeniu od razu odnosić to do złego ducha.

My wcale nie jesteśmy zadowoleni z tego trendu, że wiele osób sięga po Amortha, czy inne książki z tej tematyki. Jest niebezpieczeństwo projektowania czyli nakładania na siebie, na swój sposób przeżywania Pana Boga jakiegoś niewielkiego skrawka naszej wiary.

Gdy ktoś to wszystko, co wyczyta u Amortha, nałoży na siebie, to cały czas się lęka, czy gdzieś tam się nie otwarł, czy nie ma jakichś reperkusji, czy te krzyże czy nieszczęścia, które niesie, nie są z tego powodu. Nie zachęcamy do lektury, raczej sugerujemy, że trzeba czytać o Panu Bogu, o Jego miłości, niż to. Ja nie lubię czytać z tej dziedziny. Nieraz muszę i muszę oglądać różne filmy, ale bardzo tego nie lubię. Uważam, że są ciekawsze tematy niż zajmowanie się tym błotem, tym złem, które niesie ze sobą szatan.

W.:Na koniec chcielibyśmy zapytać o te drogi otwarcia na działanie złego ducha. Wspomniał Ksiądz o wróżbach, spirytyzmie. Rzeczywiście, kiedy mówimy o działaniu szatana, od razu się takie skojarzenia budzą czy też jeszcze z jakimiś wschodnimi praktykami. Ale chcielibyśmy zapytać, czy otwarciem drogi dla złego ducha nie może być po prostu taki zwykły grzech, czy życie w grzechu? Czy te skojarzenia są słuszne, czy one czegoś nie gubią?

ks.E.G.: Zgodziłbym się, że każdy grzech jest otwarciem. Ale myślę, że jest pewna różnica polegająca na tym, ze w zwykłym grzechu ja nie uderzam w ufność w Pana Boga, w pierwsze przykazanie. Po grzechu idę do spowiedzi. Natomiast te nurty, o których mówimy, polegają na tym, że ktoś wchodząc w jakieś techniki, medytacje – zaczyna wchodzić w ufność innym siłom niż Pan Bóg. Nawet zawieszenie talizmanu znaczy: a ja ufam komuś innemu. Niebezpieczeństwo polega więc na tym, że nie zwracam się: „Panie Boże pomóż”, tylko gdzie indziej A uważam, że albo jest Pan Bóg albo zły duch, nie ma stanów pośrednich.

Rozmawiałem z człowiekiem, który na pytanie, czy się modli, odpowiedział: nie. Gdy spytałem, kiedy był na Mszy św. – kilka lat temu, jak syn miał bierzmowanie. Kiedy był u spowiedzi – gdy syn przyjmował Pierwszą Komunię, a więc jeszcze dawniej. On, żeby jakoś sobie pomóc, wszedł niemal wszystkie te wschodnie techniki, we wróżbiarstwo, w spirytyzm – a więc w zaufanie innym siłom. Gdy mu powiedziałem, że trzeba się modlić codziennie, na Mszę św. chodzić, patrzył na mnie, jakbym go namawiał do czegoś złego. Ale jakbym mu powiedział: tam jest taki ogieniek, ze skał wychodzi, musi się pan ogrzać, tylko że to 5 tys. euro kosztuje, to on w ciemno by poszedł. To jest dla mnie przykład zaufania wszystkiemu innemu, tylko nie Panu Bogu. I myślę, że taka tutaj jest różnica – komu ufam. Ten zwykły grzech nie burzy zaufania do Pana Boga, bo ja wiem, że trzeba się ukorzyć, trzeba się uderzyć w piersi, iść do spowiedzi. Nawet jak człowiek nie zgadza się z nauczaniem Kościoła, buntuje się przeciw niemu, to w tym buncie też do Boga się odnosi.