Duch i materia wiary

(212 - wrzesień - październik 2016)

z cyklu "Szkoła modlitwy"

Modlitwa walką

s. Rita od Chrystusa Sługi WNO

Mistrzowie duchowi wszystkich czasów opisywali wzrastanie w wierze i w miłości do Boga jako walkę, w której stawką jest życie i śmierć. Polem batalii jest ludzkie wnętrze. Bronią chrześcijanina jest modlitwa. Możemy zostać zwyciężeni przez własny egoizm, przegrać z powodu nieważnych rzeczy albo zyskać Boga.

Kto chce się modlić, musi często najpierw przezwyciężyć swoje lenistwo. Zauważalna współcześnie wśród młodych ludzi obojętność czy frustracja, znana była już Ojcom pustyni jako acedia, czyli znużenie duchowe. Niechęć wobec Boga to bardzo poważny problem w życiu duchowym. Również duch epoki nie widzi sensu w modlitwie, a w pełnym kalendarzu nie ma na nią miejsca. Należy też walczyć z Kusicielem, który podejmie się wszystkiego, żeby tylko odwieść człowieka od poświęcenia się Bogu. Gdyby Bóg nie chciał, żebyśmy docierali do Niego w modlitwie, nie wygrywalibyśmy walki. [Youcat 505].

***

O tak – walka! Przez wiele pism Świętych Kościoła wszystkich wieków przewija się ten obraz życia wewnętrznego. Walka duchowa jest nawet wcześniejsza niż Kościół, bo Psalmista na długo przed narodzeniem Chrystusa woła:

Wystąp, Panie, przeciw tym, co walczą ze mną, 

uderz na moich napastników!

Pochwyć tarczę i puklerz, i powstań mi na pomoc.

Rzuć włócznią i toporem na moich prześladowców; 

powiedz mej duszy: Jam twoim zbawieniem.

Niech się zmieszają i niech się zawstydzą ci, co na życie me czyhają; 

niech się cofną zawstydzeni ci, którzy zamierzają mi szkodzić.   (Ps 35,1-4)

Słowo Boże przechowało dla nas modlitwę, która pokazuje nam sytuację niezmiennie aktualną: człowiek doświadcza ataku od nieprzyjaciół, którzy nie bawią się w wojnę lecz naprawdę „czyhają na życie”; w tym śmiertelnym zmaganiu człowiek nie ma sił wystarczających, by się przeciwstawić, bo przeciwnik ma ogromną przewagę. Moglibyśmy przeczytać ten Psalm jako historyczną modlitwę żołnierza w trakcie zmagań wojennych, ale ukrywa on w sobie także głębszy sens. Walka się toczy o duszę. „Powiedz mej duszy: Jam Twoim zbawieniem” – to prośba o ocalenie życia duszy. Napastnikami i nieprzyjaciółmi są ci, którzy pragną wydrzeć życie Boże człowiekowi i sprowadzić na niego duchową śmierć: szatan i demony. Ich bronią są: kłamstwo, zwątpienie, pokusy, okazje do złego, przygnębienie, chciwość, pożądliwość oczu, pożądliwość ciała, pycha (por. 1J 2,16)… 

Walka o duszę często zaczyna się od rzeczy, która pozornie mało zmienia w życiu: od modlitwy! Człowiek, który ulegnie już w tym pierwszym starciu (często podstępnie prowadzonym ) może nadal być np. dobrym mężem i ojcem, uczciwym pracownikiem itp. ale przestaje się modlić. Jego dusza traci siły, jakby była na głodówce, a na froncie wewnętrznym pozostaje sam. Gdy przyjdzie decydująca pokusa, ulegnie. Bitwa o modlitwę może się zacząć w różny sposób, np. od pychy i ambicji (gdy człowiek uwierzy, że ma tak ważne rzeczy do zrobienia w służbie Panu Bogu, rodzinie i Kościołowi, że na modlitwę nie ma czasu – czyli że może służyć Bogu nie rozmawiając z Nim), albo od fałszywego wstydu (gdy człowiek popełni grzech i uwierzy, że z tym grzechem nie powinien stawać przed Bogiem – więc zaczyna unikać spotkań z Nim i nie modli się). Za każdym z tych przekonań kryje się kłamstwo – podstawowe narzędzie Złego. 

Człowiek, który modli się w Psalmie35 znalazł jedyne zwycięskie wyjście z ataku Złego: woła Boga na pomoc! Po pierwsze więc modli się. Po drugie, oddaje Bogu pole walki wewnątrz siebie. Czy to znaczy, że człowiek pozostaje bezczynny? Nie, on aktywnie uczestniczy w walce, ale wojnę prowadzi Bóg i On będzie zwycięzcą. On jest Jedynym, który ma moc pokonać Złego – i w historii świata dokonał już tego w Chrystusie i Jego Krzyżu. Ale w życiu każdego z nas walka toczy się indywidualnie i duszę każdego człowieka Bóg zbawia z jego świadomym udziałem. 

„Prowadźmy zatem walkę duchową, tak byśmy byli przygotowani jak do bitwy. Najpierw, zachowajmy uwagę. Potem, gdy poznamy, że nieprzyjaciel powziął przeciw nam zły zamiar, odpierajmy go w sercu z gniewem, słowami przekleństwa. Wreszcie, należy natychmiast się modlić, aby się mu przeciwstawić i skupiać serce przez wzywanie Jezusa Chrystusa” (Hezychiusz z Synaju, z „Mądrości Ojców pustyni”). Modlitwa jest zarazem bronią i polem walki, a walce potrzebny jest dobrze ukierunkowany gniew! Modlitwa jest więc zadaniem dla odważnych i wyrabia także męstwo. Popełniony grzech oznacza przegrane starcie, ale nie oznacza przegranej wojny. „Póki żyjemy, walczymy, jest to znak, że nie zostaliśmy pokonani i dobry duch mieszka w nas. A jeśli śmierć nie dosięgnie cię jako zwycięzcy, ma cię znaleźć w walce” (św. Augustyn z Hippony). 

Zanim wyruszymy w dalszą waleczną drogę modlitwy, zatrzymajmy się jeszcze przy realistycznych uwagach św. Josemarii, duchowego przewodnika wielu mężnych świeckich członków Kościoła (św. Josemaria Ecsrivá de Balaguer, Droga 713,725,720):

„To niezdecydowanie duchowe, te pokusy, które cię otaczają, to jak gdyby przepaska zawiązana na oczach twojej duszy. Pozostajesz w mroku. Nie upieraj się iść sam, bo przecież potkniesz się i upadniesz. Zwróć się do kierownika duchowego, a on sprawi, ze usłyszysz słowa, które Archanioł Rafał wypowiedział do Tobiasza: bądź dobrej myśli, wkrótce Bóg cię uzdrowi! Bądź posłuszny, a spadnie opaska z twoich oczu i Bóg wypełni cię łaską i pokojem”.

„Szatan prawie zawsze stosuje własną taktykę wobec dusz, o których wie, że będą stawiały mu opór. Postępuje obłudnie, łagodnie; wyciąga motywy duchowe, stara się nie wzbudzać podejrzeń… A gdy wydaje się że już nie ma wyjścia (zawsze jest), zrzuca maskę i cynicznie próbuje wtrącić cię w rozpacz, abyś skończył jak Judasz, bez aktu skruchy”.

„Że to ciężki wysiłek? Wiem o tym dobrze. Naprzód, mimo wszystko! Nikt nie otrzyma nagrody bez stoczenia bohaterskiej walki – a wiesz, jaka nagroda”!