Krucjata Wyzwolenia Człowieka

(185 - kwiecień 2012)

Na całość

Asia

Zdaję sobie sprawę, że KWC nie jest dla ideałów, ludzi z nieskazitelną reputacją. Odkrywam, że to z jednej strony sposób na walkę z nałogami narodu, a z drugiej sposób walki z własnymi słabościami

Mam dopiero 18 lat i moje doświadczenie uczestnictwa w Krucjacie jest jeszcze dość ubogie, jednak chcę podzielić się radością z tego, czym jest Krucjata dla mnie. 

Po pierwsze – Krucjata to pewna droga uczenia się prawdziwej miłości. I to jest dla mnie konkret. Pewnik. Dzięki temu przesłaniu uczę się postrzegać człowieka jako piękno stworzenia, istotę o niepodważalnej godności. Jako dar dla mnie, dar do kochania. Dzięki temu usuwam sprzed oczu obraz siebie, uczę się bycia prawdziwą, pozbywania się interesowności. Dzięki Krucjacie ograniczam mówienie: ja, mi, moje, u mnie. 

Krucjata to dla mnie też szkoła wolności. Szkoła – bo wolną nie staję się w chwili podpisania papierka. Zdaję sobie sprawę, że KWC nie jest dla ideałów, ludzi z nieskazitelną reputacją. Odkrywam, że to z jednej strony sposób na walkę z nałogami narodu, a z drugiej sposób walki z własnymi słabościami.

Krucjata Wyzwolenia Człowieka to dla mnie konkretna realizacja słów: Bądź zimny lub gorący. Zawsze uderzały mnie te słowa, jakby rzucały wyzwanie... a jednocześnie inspirowały! Dlatego też zawsze podobało mi się, że Krucjata „idzie na całość”. Całkowita abstynencja dziś?! A jednak da się. Choć powieje tu próżnością, to kocham Krucjatę, bo mogę poczuć się kimś wyjątkowym, radykalnym, innym. Bożym wojownikiem.

Mówiąc Krucjata, myślę modlitwa. To najważniejszy wymiar tego dzieła. I w sobie, także dzięki Krucjacie, zauważam ewolucję w coraz lepszym rozumieniu słowa modlitwa. Bycie w KWC stwarza nową linię porozumienia, zaufania między Tatą a mną. To bardzo pomaga w formacji duchowej.

I to, za co chyba najbardziej kocham Krucjatę, to fakt, że likwiduje mój strach. Sprawy dla mnie najtrudniejsze – akceptowanie siebie, dawanie świadectwa w rodzinie, bronienie wiary w rozmowach z kolegami – Krucjata nie pozwala mi tego przed sobą przemilczać! Spychać w kąt to, co uwiera. Tylko stawiać sobie to przed oczy. I naprawiać. Próbować, próbować... ciągle od nowa, z cierpliwością wobec siebie. Bo chcę, by to, kim jestem, całe było prawdą.

Poprzez bycie członkiem Krucjaty uczę się bycia członkiem, animatorem Ruchu Światło- Życie.

To wielkie błogosławieństwo, że jest coś takiego, jak Krucjata! To naprawdę wielka ulga, że mamy gotowy, piękny program, rodzaj drogi do budowania świętości w sobie i w innych.

Wiem, że w tym wyrzeczeniu, ograniczeniu siebie, poszerza się mój horyzont patrzenia na różne zjawiska, ludzi, relacje. Jestem pełna nadziei. I bardzo ciekawa, co takiego jeszcze Krucjata pozwoli mi dostrzec i odkryć.