Animator

(174 - wrzesień - październik 2010)

z cyklu "Ze wszystkich narodów"

Nad każdym słowem

rozmowa z Agatą Jankowiak

Wieczernik: Jesteś odpowiedzialna za tłumaczenie materiałów formacyjnych Ruchu na język angielski. Skąd pomysł tłumaczenia materiałów?

Agata Jankowiak: To nie pomysł, to konieczność. Rozwój Diakonii Misyjnej wskazał wyraźnie, że absolutnie niezbędne dla dalszego funkcjonowania Ruchu w wymiarze międzynarodowym jest przetłumaczenie naszych materiałów. Pierwsze tłumaczenia na inne języki zresztą się już dokonywały wcześniej – istnieją wszak podręczniki słowackie i czeskie, nawet tłumaczone są na bieżąco na te języki rzeczy nowe (np. zeszyty do formacji permanentnej), wspólnota Drogocenna Perła podejmowała z konieczności tłumaczenia na rosyjski czy białoruski. Pierwsze cząstkowe (nie zawsze do wykorzystania) tłumaczenia na angielski też dokonywały się już wcześniej, choćby na potrzeby zeszłorocznej oazy, w której uczestniczyli Chińczycy, został też przełożony częściowo podręcznik ORD (głównie część wykładowa). Na pewno nie o wszystkich próbach wiem. 

Tłumaczenie na angielski jest o tyle ważne, że to jest język znany na całym świecie i rzeczywiście można powiedzieć, że to co jest dostępne w tym języku jest po prostu ogólnodostępne (no, może poza Ameryką Łacińską i Południową czy dawnymi koloniami francuskimi w Afryce).

W.: Co już zostało zrobione?

A.J.: Jeszcze zanim zaczęłam tę pracę przełożono wspomniane spore części podręcznika ORD (te kluczowe konferencje) – to wymaga jeszcze korekty czy redakcji. Natomiast dzięki pracy naszego zespołu podczas ubiegłego roku formacyjnego w całości został przełożony na angielski podręcznik ONŻ I stopnia. Przy okazji zostały też przetłumaczone teksty przedstawiające Ruch na www (nie tylko na angielski) – liczę, że będą kiedyś dostępne w internecie

W.: W jaki sposób zorganizowano pracę?

A.J.: Sposób organizacji pracy wymusił ogrom treści, brak pieniędzy i stosunkowo krótki czas (osoby zaangażowane w to dzieło służyły na zasadzie wolontariatu, obok normalnych obowiązków rodzinnych, „ruchowych” i zawodowych czy szkolnych). Wiedziałam, że nie jestem w stanie (czas!) sama podołać pracy od zera. Zebrałam chętnych do pomocy częściowo przez ogłoszenia na stronie Ruchu, częściowo przez kontakty osobiste i podzieliłam pracę. Moją rolą było najpierw czuwanie nad całością a potem redakcja, poprawianie, ujednolicanie oraz tłumaczenie tego, co nie zostało przydzielone bądź przetłumaczone. Niektóre osoby cierpliwie zgadzały się na podejmowanie tłumaczeń kolejnych fragmentów.

W.: Ile osób brało udział w tłumaczeniu?

A.J.: Bezpośrednio w tłumaczeniu – 15. Plus dziewczyna wpisująca teksty biblijne na ostatnim etapie, kiedy czasu było już bardzo mało. Ale była też osoba, która na samym początku zadeklarowała samorzutnie pomoc w postaci modlitwy w intencji dzieła tłumaczenia. Myślę, że jej też sporo zawdzięczamy. Oczywiście z najrozmaitszych względów nie każdy tłumaczył objętościowo tę samą ilość tekstu.

W.: Co było największą trudnością?

A.J.: Chyba jednak walka z czasem. Potem ujednolicanie tekstów, zmaganie się z różnym poziomem tłumaczeń – zawodowych tłumaczy była zdecydowana mniejszość. Sporo też trzeba było pogrzebać w najrozmaitszych źródłach, by sprawdzić czy moje (bądź innych) intuicyjne przekłady rzeczywiście funkcjonują w określonych kontekstach. Tu nie można sobie pozwolić na żadną prowizorkę. 

Niełatwe okazało się także tłumaczenie typowo oazowych pojęć czy też takich, które tak bardzo mocno wrosły w nasz język, że nie przychodzi nam do głowy iż w innych… mogą nie istnieć. Tak jest na przykład ze słowem „dopowiedzenie” w kontekście różańca (nie ma go w angielskiej wersji listu Rosarium Virginis Mariae, a byłam pewna, że tam znajdę rozwiązanie problemu). Niektóre kwestie nadal są otwarte albo też rozwiązane w sposób na pewno dobry, ale ciągle nie idealny. A ja jako pedantka bardzo bym chciała by było idealnie ;).

W.: Czy było coś, co Cię zaskoczyło?

A.J.: Jestem tłumaczem, ogromnie lubię moją pracę i wiem, że podejmowana z pasją zawsze łączy się z odkrywaniem nowych światów. Zaskoczeń jako takich chyba nie było, były natomiast odkrycia. Na przykład okazało się, że przepiękna modlitwa z nabożeństwa rozpoczynającego pielgrzymkę na dzień wspólnoty została ułożona w 1967 r. na nabożeństwo Słowa Bożego wieńczące długotrwałą drogę do pojednania między Wschodem a Zachodem chrześcijaństwa. Ks. Blachnicki prawdopodobnie zaczerpnął te modlitwę z materiałów Roku Świętego 1975 (tak przypuszczają znawcy przedmiotu) ale swój początek wiedzie ona właśnie z tego historycznego wydarzenia. 

Poza tym zachwyciłam się (kolejny raz) głębią i mądrością programu rekolekcji I stopnia – a choć od wielu lat jestem w Ruchu i niejedną jedynkę prowadziłam, szczerze przyznam, że nigdy aż tak wnikliwie nie zastanawiałam się nad praktycznie każdym słowem podręcznika… Tu musiałam to zrobić, żeby naprawdę zrozumieć o co Ojcu chodziło i dobrze to ująć po angielsku. 

Podobnie kilka innych osób zaangażowanych w tłumaczenie spontanicznie dziękowało za możliwość wniknięcia w przedstawiane w podręczniku treści, mówiły, że to tłumaczenie było też dla nich doświadczeniem duchowym. 

Jest we mnie wielka wdzięczność za te wszystkie panie i dziewczyny (tak się składa, że to wyłącznie płeć piękna pracowała nad podręcznikiem), które naprawdę wiele trudu włożyły w tę pracę. Bez nich o prostu nie mielibyśmy podręcznika po angielsku. 

W.: Pierwszy stopień zrobiony. Co dalej?

A.J.: Wszystko… ale po kolei. Na pierwszy rzut idą drogowskazy (spotkania – kroki) i podręcznik ONŻ II stopnia – przede wszystkim część B. Trochę pewnie zostanie zmodyfikowany system pracy, wykorzystamy dotychczasowe doświadczenia. Modlitwa będzie potrzebna…