Czyńcie uczniów

(159 - lipiec - sierpień 2008)

z cyklu "Wieczernik Domowy"

Naprotechnologia

ecomedicum

Jedną ze stosunkowo niewielu specjalistek fenomenalnej i wciąż mało znanej wiedzy medycznej, rozwiązującej problemy natury ginekologiczno–repro-dukcyjnej kobiet, jest farmaceutka Janina Filipczuk. Będąc jedną z niewielu autorytetów w USA i Kanadzie w dziedzinie doboru hormonów zgodnie z indywidualnym zapotrzebowaniem każdej z pacjentek, stała się przewodnikiem po endokrynologicznych zaułkach, które nie mają dla niej tajemnic. To dzięki niej możemy zaprezentować wiedzę opracowaną przez prof. T.W. Hilgersa oraz wielu innych lekarzy i naukowców z nim współpracujących.

Prof. Hilgers, ginekolog, chirurg i specjalista chorób kobiecych jest dyrektorem Instytutu Naukowego im. Papieża Pawła VI z siedzibą w mieście Omaha (USA). Jako ekspert z zakresu mikrochirurgii i rekonstrukcji macicy jest również członkiem prestiżowej organizacji chirurgów. Za swoje zasługi i osiągnięcia został uhonorowany przez Jana Pawła II członkostwem w Papieskiej Akademii oraz nazwany „Lekarzem Roku” (1997) przez stanową organizację rodzinną (Nebraska Family Council). Jego naukowa działalność, którą zainicjował ponad 25 lat temu (profesorska odpowiedź na apel Papieża Pawła VI o zachowanie godności życia – Humanae Vitae – 1968), zaowocowała bezprecedensową w historii medycyny wiedzą, spisaną na 1250 stronach maszynopisu, co śmiało można określić jako kompendium najnowszej wiedzy na temat fizjologii hormonów… Wyniki jego badań są nie tylko nadzieją dla schorowanych kobiet, matek i dziewcząt, ale też i wspaniałym przykładem sukcesu, jaki można osiągnąć dzięki skojarzeniu technologicznego postępu medycyny konwencjonalnej z anatomią, biochemią, fizjologią i psychologią człowieka.

A wszystko to po to, aby należycie „wsłuchać się w mowę organizmu kobiety” i dać jej możliwość urodzenia dziecka, kiedy go pragnie, a z różnych powodów nie może urodzić (wielokrotne poronienia, ciąża pozamaciczna, bezpłodność). Może uwolnić ją od chorób, atakujących jej narządy rozrodcze, a wśród nich endometriozy, nadżerki, policystycznej choroby jajników, zrostów miednicznych i jajowodów, mięśniaków, włókniaków, nowotworów. Może skutecznie uchronić przed chroniczną infekcją wywołaną chlamydią oraz problemami związanymi z zatrzymaniem czy nieregularnością miesiączkowego cyklu. Wreszcie może ochronić przed osteoporozą oraz niechcianą ciążą bez konieczności stosowania HTZ, albowiem skutki uboczne tejże profesorowi są znane aż nadto dobrze.

Sukcesy NaProTechnology (natural procreative technology, bo taka jest pełna jej nazwa – naprotechnologia) przede wszystkim wynikają z tego samego podłoża, z którego powstała – pełna współpraca pomiędzy lekarzem i pacjentką. Nic nie jest narzucane odgórnie czy domniemane. Po prostu brak jest w niej miejsca dla jakichkolwiek przypuszczeń. To wiedza, w której poczesne miejsce zajmują nie tylko biochemia czy endokrynologia, ale też sprawdzone techniki leczenia, jakie na co dzień stosują w swoich praktykach ginekolodzy medycyny konwencjonalnej. Natomiast te wykazujące mierną przydatność, agresję lub wręcz medyczną szkodliwość (np. mammogram), zostały po prostu wyeliminowane.

Zawdzięczać to można tzw. biologicznym markerom, które precyzyjnie potrafią przekazać autentyczny stan hormonalny kobiety i zgodnie z nim pozwolić lekarzowi opracować optymalną terapię dla specyficznego typu schorzenia. Regularna analiza fizjologicznych i biochemicznych cyklów na przestrzeni całego miesiąca jest kluczem w tej metodzie. Oddaję głos jej twórcom:

„Naprotechnologia jest pierwszym w swoim rodzaju systemem, ogarniającym planowanie rodziny (z użyciem modelu płodności Creightona), monitorującym reprodukcję oraz niosącym pomoc w rozwiązywaniu problemów natury ginekologicznej. (…) Podczas gdy edukacja (pacjentów) stanowi jedną z jej podstaw, to jednak naprotechnologia polega również na osiągnięciach technologii medycznych – sprecyzowanej analizie hormonów, ultrasonograficznej ekspertyzie fachowców oraz wielu chirurgicznych technikach, w których włączone zostały technologia laserowa, mikrochirurgia czy metody antyzrostowe”.

Co może i potrafi naprotechnologia? Może pomóc donosić ciążę do końca i urodzić potomstwo w 79 procentach „beznadziejnych” przypadków skazanych na poronienia. Niedonoszona ciąża to nie tylko kwestia inkubatorów czy przyszłego zdrowia dziecka. To także problem stosowania inwazyjnych technik zapładniania, zazwyczaj kończących się ciążą mnogą (w jej wyniku rodzą się trojaczki, czworaczki, co zmniejsza szanse rozwojowe) lub 200-procentowym wzrostem ryzyka ich fizycznej deformacji. Naprotechnologia potrafi także w 95% usunąć przykre symptomy „choroby” menopauzy, a określając stan hormonalny kobiety, dobrać „medyczny garnitur” hormonów i w ten oto sposób ochronić 75% kobiet przed zbyteczną ingerencją chirurga. Może też w 99,5% (model Creightona) zapobiec niechcianej ciąży, a tym samym wyeliminować potrzebę szkodliwej antykoncepcji pod każdą postacią, co jak widać, czyni z lepszym efektem. Nie bez znaczenia jest też jej fenomenalna zdolność pomocy w przypadkach bezpłodności. „Nie ma programu leczenia bezpłodności, uniwersalnego i mogącego w 100% zapewnić powodzenie. Natomiast faktem jest, że nie ma też takiego programu leczenia bezpłodności, który mógłby choć trochę zbliżyć się do sukcesów, jakimi może poszczycić się naprotechnologia – mówi profesor Hilgers. (…) Oglądając wiadomości czy poranny program telewizyjny, można odnieść błędne wrażenie, że techniki sztucznego zapładniania są co najmniej jedyną i dostępną opcją dla kobiet wykazujących problem bezpłodności. Nie przekażą im jednak, że techniki te są wielce kosztowne i że ich stopień niepowodzenia jest nadzwyczaj wysoki, i że generalnie mogą one jedynie pomóc mniej jak 1% kobiet na rok”. Istnieje jeszcze inna zaleta, o której warto wspomnieć: 50–procentowa zdolność kontroli, czy wręcz eliminacja niezrozumiałych bólów głowy (migreny). (Myślę, że to powinno ucieszyć wielu mężów.)

Czy naprotechnologia lub model Creightona mogą pomóc kobietom z rakiem piersi lub narządów rodnych? „Kobiety wykazujące wysokie ryzyko raka macicy mogą być [dzięki obu technikom) zidentyfikowane, a dobrana terapia pomocnicza za pomocą progesteronu powinna pomóc im w obniżeniu tego ryzyka. Dane sugerują, że kobiety z rakiem piersi wykazują znaczne obniżenie progesteronu w poowulacyjnym okresie ich cyklu i że ta poowulacyjna faza cyklu jest wielce niestabilna w czasie”. Co to w praktyce oznacza dla kobiet? „Zarówno ogromną możliwość identyfikacji kobiet z wysokim ryzykiem zachorowania na raka piersi, jak i też łatwy sposób zmniejszenia tego ryzyka” – odpowiada prof. Hilgers.

Podsumowując zatem temat naprotechnologii, z całą pewnością można stwierdzić, że jest to wiedza ginekologiczno–endykrynologiczna, która w sposób niezwykle dokładny monitoruje i odsłania aktualny stan ginekologicznego zdrowia kobiety, a precyzyjnie oceniając go, określa przyczyny istniejących hormonalnych zaburzeń kończących się zazwyczaj patologicznymi zmianami w okolicy narządów rodnych, nadciśnieniem, wylewami czy też osteoporozą. Znając ich pochodzenie, potrafi w sposób optymalny im się przeciwstawić, wykorzystując w tym celu znane techniki ginekologiczne oraz wiedzę endokrynologiczną, niekoniecznie związaną z hormonalną terapią zastępczą…

Dzisiaj tak wiele kobiet, chcąc uniknąć ginekologicznych okaleczeń, wynikających z „tradycyjnego” leczenia, poszukuje rozwiązań medycznych, które mogłyby uchronić to, co stanowi podstawę ich kobiecości. Naprotechologia jest dla nich bodajże jedyną nadzieją, o czym zapewnia je prof. dr Hilgers.

Przedruk ze strony http://ecomedicum.org/naprotechnologia.html za zgodą fundacji EcoMedicum, która jest pionierem tej dziedziny w Polsce zapraszając do nas prof. Higlersa. Fundacja współpracuje w tym zakresie z Collegium Medicum UJ między innymi organizując wspólnie konferencję „Medycyna ekologiczna a choroby przewlekłe” 30 maja 2008, Kraków