Parafia

(172 - maj - czerwiec 2010)

z cyklu "Wieczernik dla Ciebie"

Narzeczeństwo - czas burz i naporów

Jolanta Such-Białoskórska

Zakochani dziewczyna i chłopak. Zafascynowani sobą, spędzają razem każdą wolną chwilę. Zapatrzeni w siebie, pragną być bardzo blisko siebie.

Czas tzw. „chodzenia ze sobą” jest bardzo przyjemny dlatego, że niczego sobie nie przyrzekali.

Miło było dziewczynie i chłopakowi spotykać się ze sobą, przeżywać chwile uniesień, być blisko siebie, kiedy jeszcze do niczego nie zobowiązali się wobec siebie.

Moment zaręczyn wyzwala sprzeczne emocje: radość i lęk, niepewność i nadzieję.

Radość – bo nareszcie zdecydowali się, że chcą być razem na całe życie.

Lęk na myśl o tym, czy im się uda to małżeństwo?

Niepewność co do wyboru: czy się nie pomylili? Czy to na pewno jest miłość?

Nadzieja na to, że łączy ich prawdziwa miłość, która nie wygaśnie i przetrwa trudności życiowe.

 Zwykle przeważają albo radości albo lęki. Czego jest więcej? Zależy od osobistego doświadczenia konkretnej osoby. Od tego, w jakiej rodzinie wzrastała.

Od emocji, jakie towarzyszą narzeczonym, zależeć będzie czas trwania narzeczeństwa. Lęki i niepewność przyczyniają się do odsuwania terminu ślubu przez jednego lub obojga narzeczonych

Przyjrzyjmy się temu, czym jest narzeczeństwo, czym na pewno nie jest oraz temu, jaka jest chrześcijańska wizja narzeczeństwa.

Formalnie narzeczeństwo rozpoczyna się od zaręczyn poprzedzonych oświadczynami. Oświadczyny obecnie polegają na tym, że kawaler prosi pannę o rękę. Odbywa się to zwykle „na osobności” i często jest związane z wręczeniem wybrance pierścionka zaręczynowego.

Jednak przyjęta społecznie forma oświadczyn wymaga, żeby kawaler przyszedł do rodziców dziewczyny i ich poprosił o jej rękę. Dopiero po wyrażeniu zgody na ślub przez rodziców panny, odbywa się oficjalne spotkanie młodych i rodziców obojga. Jest to spotkanie zaręczynowe, na którym kawaler deklaruje poważne zamiary wobec panny i daje jej pierścionek zaręczynowy. Wtedy jest ustalany planowany termin ślubu oraz omawiane są szczegóły organizacyjne związane ze ślubem i weselem.

Zaręczyny, to moment podjęcia decyzji zgodnej z wolną wolą oraz wzięcia odpowiedzialności za tę decyzję. Narzeczeństwo jest obietnicą, jak promesa w banku o otrzymaniu kredytu, jak umowa przedwstępna o kupieniu domu. Ale nie ma jeszcze kredytu i nie ma jeszcze domu. Tak samo jak narzeczeństwo nie jest jeszcze małżeństwem i nie uprawnia narzeczonych do życia takiego, jak w małżeństwie.

Narzeczeństwem na pewno nie jest wspólne mieszkanie kobiety i mężczyzny bez ślubu, i współżycie płciowe bez ślubu.

A dziś normą staje się życie bez ślubu, a co za tym idzie, narzeczeństwo do niczego nie jest potrzebne. Dlaczego coraz więcej par decyduje się na taką formę życia razem?

Ta tendencja zaczęła się rozwijać w połowie XX wieku. Wolne związki robią zawrotną karierę w USA, w Wielkiej Brytanii, również w Polsce. Badania psychologów społecznych wykazują, że najwięcej par żyje w konkubinacie w zachodnich społeczeństwach, bardzo dobrze rozwiniętych gospodarczo. Promocja samowystarczalnej i autonomicznej jednostki, powodują, że ludzie poszukują miłości romantycznej. Namiętność i uczucia są jedynym kryterium decydowania o małżeństwie. Różne wątpliwości dotyczące zawarcia małżeństwa wynikają nie tylko z tego, że jeden z partnerów nie jest pewien drugiego. Oni zwykle nie są pewni… samych siebie. Zwykle czują się nadmiernie odpowiedzialni lub nie chcą przyjmować na siebie odpowiedzialności. Źródła tej nad- i nieodpowiedzialności często tkwią w doświadczeniach wyniesionych z domu rodzinnego (…), które powodują w dzieciach lęk, czy będą potrafiły stworzyć udany związek. (…)

Psychologowie podkreślają, że życie „na kocią łapę” wybierają te osoby, które boją się poważnych zobowiązań, a miłość traktują jako pewien spontaniczny akt. Nie myślą o związku jako o zadaniu, a więc czymś trudnym. (…) Ale o zaspokojeniu swoich potrzeb. Furtka zawsze jest otwarta i zawsze można się wycofać (Piotr Brysacz, Magda Brzezińska, „Jak cię polubię, to cie poślubię” w „Charaktery”, nr 11/2009, s. 17).

Partnerzy, którzy zdecydowali się zamieszkać razem, powinni zadać sobie pytanie: czy wspólne mieszkanie jest krokiem w kierunku małżeństwa? Jeśli tak, to czy dla partnera ten luźny związek znaczy to samo?(…) może zdarzyć się tak, że ktoś zaplanuje małżeństwo i przyszłe życie z partnerem, a partnerowi tak naprawdę nigdy nie przyszło to do głowy (Agnieszka Chrzanowska, prof. Scott Stanley, „Kojąca moc pierścionka” w „Charaktery” nr 11/2009, s. 22).

Zilustruję to przykładem. Pracowałam z młodą dziewczyną. Basia już 4 lata mieszkała ze swoim chłopakiem. Żyli jak małżeństwo. Ale ona pragnęła prawdziwego małżeństwa. Nie towarzyszyły im już emocje specyficzne dla zakochanych. Życie seksualne też nie było już tak atrakcyjne, jak kiedyś. Nareszcie, wiosną, chłopak oświadczył się jej, dostała pierścionek zaręczynowy. Ślub zaplanowali na jesień. Była szczęśliwa.

Nadszedł wrzesień, a narzeczony nic nie mówił o ślubie, wręcz unikał tematu. Powiedziałam: Basiu, po co mu ślub, skoro wszystko ma: seks, ugotowane, wyprane, wyprasowane? Jemu tak dobrze. Trzeba mężczyznę pozbawić tego, co powinien dostać po ślubie. Wyprowadź się od niego i powiedz, że wrócisz dopiero jako żona.

Basia potrafiła porozmawiać z narzeczonym z dobrym skutkiem. Wyczuł zagrożenie i zaczęły się poważne rozmowy o ślubie. Wiosną pobrali się na greckiej wyspie Rodos.

Co będzie dalej? Zobaczymy.

Ta historia skończyła się ślubem. Jednak niewiele par żyjących w konkubinacie staje na ślubnym kobiercu. Jedni dlatego, że nie chcą, bo uważają, że jest miłość, dzieci i kredyt mieszkaniowy i to wystarczy, inni mówią, że nie było czasu, nie składało się, nie było pieniędzy, nie mają mieszkania (TV „Polsat” Wiadomości 14.06.2009)

Wspólne mieszkanie kobiety i mężczyzny bez ślubu, porównałabym do mieszkania w namiocie. Możemy sobie wyobrazić nawet duży namiot, z doprowadzonym prądem, kuchenką, ogrzewaniem, oświetleniem. Ale zawsze to będzie namiot, który jest czymś tymczasowym: płytko przybity do gruntu, z cienkiego materiału, który może ulec rozdarciu. Łatwo się do niego włamać. Może zostać zmieciony przez wiatr, zalany przez deszcz, trudno w nim utrzymać porządek i zewsząd włażą różne , małe stworzonka… Namiot nie daje poczucia bezpieczeństwa i nie trzymamy w nim cennych przedmiotów. Czy o takim mieszkaniu na całe życie, marzą kochający się kobieta i mężczyzna? Czy taki dom , pragnie podarować ukochanej mężczyzna?

Czy ona, a także ich dzieci, będą w nim czuły się bezpiecznie?

W takim razie: jakie powinno być narzeczeństwo?

Narzeczeni podjęli już decyzję , że chcą zawrzeć związek małżeński. Ale przysięgi jeszcze nie złożyli. Narzeczeństwo to czas, aby zweryfikować tę decyzję. Przyjrzeć się sobie wzajemnie dokładniej, żeby w momencie wypowiadania sakramentalnego „tak”, mieć pełną świadomość tego słowa i wziąć odpowiedzialność za realizację przysięgi małżeńskiej. Dlatego celem narzeczeństwa jest małżeństwo

Posługując się porównaniem do budowy domu: jeżeli zaręczyny są obietnicą, że wybudujemy razem dom, to narzeczeństwo będzie etapem projektowania domu. Nie ma tu opcji zamieszkania w nim, bo go nie ma. A namiot nas nie interesuje.

Jeżeli narzeczeni mają pełną świadomość tego, że ich celem jest małżeństwo, to za pomocą odpowiednich środków , do tego celu będą zmierzać.

To jest bardzo trudne zadanie.

Naturalnym pragnieniem każdego człowieka jest pragnienie kochania, bliskości psychicznej i fizycznej. Dlatego podstawowym środkiem dobrego przygotowania do małżeństwa jest życie w czystości.

Czystość jest stylem życia, buduje dobrą atmosferę do rozwoju miłości osobowej. Kiedy to ta druga, ukochana osoba jest najważniejsza. Jej dobro, jej rozwój. A nie zaspokajanie własnych pragnień, przyjemności.

Czystość jest ucieleśnieniem miłości, jest duchowym przygotowaniem do życia seksualnego, ponieważ:

  • uczy szacunku do siebie i do ukochanej osoby.
  • obejmuje całego człowieka: jego myśli, pragnienia, słowa i czyny. 
  • umożliwia podejmowanie decyzji w sposób prawdziwie wolny, godny osoby ludzkiej.

Czystość to wierność w czasie narzeczeńskim i po ślubie.