Życie w pojedynkę - powołanie czy przymus?

(150 - kwiecień 2007)

Nie czuję się gorsza (świadectwo)

Marta

Zamiast rozdrapywać rany staram się wykorzystać czas teraźniejszy
Zawsze uważałam, że rodzina jest najważniejsza i właśnie życie w rodzinie jest moim powołaniem. Nadal tak uważam, chociaż jak na razie nikogo nie pokochałam.

Niespełnienie marzeń, które wydawały mi się celem i sensem życia rodzi poczucie straty, ból, smutek.

Przed ostatecznym „skwaśnieniem” ratuje mnie moja pogodna natura i osobisty wysiłek - zamiast rozdrapywać rany staram się wykorzystać czas teraźniejszy. Dla siebie, dla innych, może jednak także dla współmałżonka - w końcu do osiemdziesiątki jeszcze daleko i wszystko się może zdarzyć. Cieszę się pracą zawodową, wolny czas poświęcałam na pracę w Diakonii Życia, a potem na propagowanie NPR, spotkania z przyjaciółmi itp.

Staram się nie traktować mojej samotności jak dramatu, ale raczej żartuję ze swojej „nieudolności”, z tzw. staropanieństwa, z przytyków otoczenia. Odrobina humoru bardzo ułatwia życie i świetnie broni przed złośliwościami ludzi.

Nie poddaję się stereotypom i nie czuję się gorsza, tylko dlatego, że jestem bez pary. Z upływem czasu pojawiają się pokusy związania z kimś z rozsądku, albo życie w związku niesakramentalnym lub samotne wychowywanie dziecka. Wszystkie te możliwości odrzuciłam w pełni świadoma konsekwencji - samotnego życia bez miłości i macierzyństwa. Chciałam wszystko albo nic, żadnych namiastek. Nie żałuję! Życie jest piękne, także w pojedynkę.

Moje uczucia macierzyńskie w pewnym sensie jednak są zaspokojone. Wprawdzie nie urodziłam dziecka, ale przelewam je na moją bratanicę, czasem na ludzi których spotykam w pracy, a także poprzez pracę na rzecz rodziny .

Uważam się za dziewczynę (w końcu duch jest zawsze młody) samodzielną, która wprawdzie bardzo chętnie podzieliłaby się z kimś troską o śrubki i żarówki, nie mówiąc o uczuciach, ale na razie jestem zmuszona sama stawiać czoło życiu. Wszystkie kłopoty są zadaniem do rozwiązania. Smutki trzeba przeżyć, bo nikt nie jest od nich wolny, a radość wcześniej lub później wróci.

Czy boję się samotności? Starości? Czasem tak, ale zaraz potem myślę, że przecież nie jestem sama. Mam wspaniałą rodzinę i przyjaciół. A przede wszystkim wierzę, że dobry Ojciec mnie nie opuści, cokolwiek by się zdarzyło.