Dojrzałość w Chrystusie

(232 - lipiec - sierpień 2020)

z cyklu "Szkoła modlitwy"

Niech tak będzie

Magdalena Trybus

Youcat nr 527

 

Dlaczego „Ojcze nasz” kończymy słowem „Amen”?

 

Gdzie człowiek mówi „Amen” swoim słowom, swojemu życiu, swojemu losowi, radości, która go czeka, tam schodzą się niebo i ziemia. Tam jest on u celu: u Miłości, która nas na początku stworzyła.

 

„Powiedzieć Amen oznacza podpisać się. Amen w naszym języku znaczy prawda”. Tak w „Mowie 229. O sakramencie wiernych” mówił św. Augustyn. Ciekawy jest kontekst, w którym zachęca do wypowiadania tego słowa i wyjaśnia je – mianowicie w kontekście przeistoczenia podczas Eucharystii: „Potem dzięki świętym modlitwom, które będziecie słyszeć, dokonuje się na chlebie i winie to, że stają się przez przyjęcie słowa ciałem i krwią Chrystusa. Zabierz bowiem słowo – a masz chleb i wino. Dodaj słowo, a masz coś innego. Czym zaś jest to coś innego? Jest ciałem i krwią Chrystusa. Zabierz więc słowo – masz chleb i wino. Dodaj słowo, a dokonuje się sakrament. Na to wszystko mówcie Amen...” 

Nasze Amen jest więc wyrażeniem zgody i potwierdzeniem prawdy. Mówiąc Amen zgadzam się, aby Bóg – nasz Tata uczynił życiem słowo modlitwy, które wypowiadam. Niech tak się stanie, niech tak będzie. Niech ta modlitwa stanie się ciałem w moim życiu, czy raczej niech „stanę się tą modlitwą”. Zgadzam się, by On kształtował we mnie postawę Jego dziecka, ufającego bezgranicznie Jego miłości. Zgadzam się wejść w całkowitą zależność od Niego. Zgadzam się by uczynił mnie chlebem dla tych, którzy są głodni chleba miłości, życzliwości, troski i szacunku. Zgadzam się, by ogłaszać „On JEST” w świecie ludzi zagubionych i kroczących w ciemnościach niewiary. Zgadzam się na to, żeby Bóg mógł odbierać w moim życiu należną Mu chwałę tak, jak chce. Zgadzam się na to, by Jego Królestwo objawiało się w mojej słabości. Zgadzam się, by wola Boża wypełniła się w moim życiu tak, jak w życiu Jezusa. Zgadzam się wejść w postawę ubóstwa, by moje dziś zależało wyłącznie od Bożej hojności. Zgadzam się żyć w poszanowaniu Bożego stworzenia, które prowadzi do solidarności z tymi, którym brakuje na chleb powszedni. Zgadzam się być proroczym słowem Boga wypowiedzianym do ludzi, wśród których żyję. Zgadzam się na wstyd z powodu moich grzechów i na postawę przebaczenia tym, którzy wobec mnie zawinili. Zgadzam się doświadczać pokus, które Bóg dopuszcza, bym stał się pokorny. Zgadzam się, by to Bóg prowadził we mnie walkę ze złem i stał się Zwycięzcą.

Jeśli na to wszystko wyrażam zgodę, moje życie staje się prawdziwe, ja staję się prawdziwy, objawiam Tego, który jest Prawdą. Moje życie jest w ten sposób eucharystyczne – słowo staje się ciałem, jest paschalne na wzór życia Jezusa. Jeśli wyrażam zgodę na taki „plan maksimum” mogę ufać, że znajdę się wcześniej czy później w objęciach Miłości, u źródła i sensu mojego istnienia. 

 Można by pomyśleć, że ten plan jest praktycznie nie do wykonania. Po ludzku, rzeczywiście nie jest. Jednak możemy na niego powiedzieć Amen, gdyż nie my jesteśmy jego wykonawcami. Wykonawcą jest sam Bóg. To On sam chce byśmy Go prosili w modlitwie Ojcze nasz o jego wypełnienie. Jeśli nas zachęca do takiej prośby, to chce i obiecuje nam to wszystko dać w Jezusie. On już to przygotował dla nas, tylko od nas zależy, czy zechcemy prosić o to i przyjąć. Jezus i Jego dzieło zbawienia są gwarantem Bożego TAK dla nas i naszego TAK dla Boga. „Albowiem ile tylko obietnic Bożych w Nim wszystkie są tak. Dlatego też przez Niego wypowiada się nasze Amen Bogu na chwałę” (2 Kor 1, 20).