Idźcie i głoście

(152 - lipiec - sierpień 2007)

z cyklu "Wieczernik Domowy"

Niezależność naszych dzieci

Barbara i Krzysztof Janowscy

W życiu rodziców przychodzi (a u niektórych już przyszedł) taki czas, gdy dziecko na różne propozycje rodziców, aby pójść na spacer, pójść na lody itp., mówi: nie, mamo/tato, ja wolę pójść na podwórko pobawić się z koleżankami/kolegami; ja wolę pójść do koleżanki/kolegi i pogadać z nią/nim.

Nim się obejrzymy, okazuje się, że nasze dziecko czasami woli cały dzień spędzić na podwórku z rówieśnikami itp.

To taki dziwny moment w życiu, bo z jednej strony na pewno cieszy nas samodzielność naszej pociechy to, że potrafi nawiązywać dobry kontakt z innymi, a z drugiej strony uświadamiamy sobie, że mamy na nią coraz mniejszy wpływ. Że teraz przynosi do domu czasami głupie odzywki zasłyszane w przedszkolu, czy na podwórku. Że zaczyna mieć własne zdanie i własne autorytety, niekoniecznie najlepsze w danej dziedzinie. Mówi np., że Litwini pomagali Krzyżakom pod Grunwaldem, bo tak mu powiedział Julek, a on jest duży, więc się zna.

Co można zrobić w takiej sytuacji?

Musimy uświadomić sobie, że każdy kij ma dwa końce i że to uniezależnianie się dziecka, pozwala nam przenieść część naszej uwagi na inne sprawy (np. na inne dzieci czy na inne tematy ważne dla nas – starajmy się je mieć jako małżonkowie). Chociażby pozwala nam troszkę więcej zaangażować się w kwestie religijne, poczytać jakąś dobrą książkę itp.

Ale nie wpadnijmy też w przesadę. Takie uniezależnianie się jest stopniowe i dzieci nadal nas potrzebują. Może trochę inaczej, ale nadal tak. Nie możemy zrezygnować z dalszego ich wychowania, ale musimy robić to w sposób dostosowany do ich dojrzałości i potrzeb. Zmieniać naszą relację z dzieckiem na coraz bardziej równorzędną. Taką, w której coraz więcej potrafimy je słuchać, zauważyć i przyznać, gdy to ono ma rację. I różnymi sposobami przekonywać, gdy jednak się myli. A czasami, gdy nie ma racji i nie jest to bardzo groźne, pozwolić mu samemu przekonać się o czymś (np. przeczytać opis bitwy pod Grunwaldem z książki, aby sprawdziło, kto ma rację – Julek czy rodzice).

Chcąc też spędzać czas z dzieckiem, musimy umieć dostosować nasze propozycje do tego, co go interesuje. Na przykład w młodości bardzo podziwiałem ojców tych kolegów, którzy pomagali budować nam bramki do boiska piłkarskiego, albo grali z nami w piłkę. Oczywiście nie zawsze tak się uda, nie zawsze dziecko będzie chciało zagrać z nami w piłkę, ale gdy czasami zagramy z nim i jego kolegami, to będziemy wiedzieli, jacy oni są i chociaż przez ten czas będziemy mieć wpływ na nich. Na to na przykład czy podczas grania w piłkę mogą przeklinać jak szewcy i naśmiewać się z innych, czy też nie.

Tak samo z córką. Starszą można zabrać z koleżankami na zakupy. A z młodszą pograć w jakąś grę (np. dwa ognie) czy pobawić się w jej ulubioną zabawę (chociażby udając wróżkę).

A co z jeszcze starszymi dziećmi? Tymi nastolatkami, albo już z tymi dorosłymi dwudziestolatkami? Oni są jeszcze bardziej niezależni. Mają jeszcze więcej własnych spraw, własnych sekretów, a czasami buntują się przeciw rodzicom i „uciekają” od nich. Czy sensem wtedy będzie robienie im wymówek, że dziecka nigdy nie ma w domu, że dom traktuje jak sypialnię czy hotel? Co proponujemy mu w tym domu oprócz siedzenia w nim, ku naszemu lepszemu samopoczuciu?

Takie dziecko zawsze potrzebuje dużo „swojego” czasu. Ale może będzie mogło mieć u nas w domu swój własny, prywatny „kąt”, taki prywatny, że będzie chciało tam zapraszać swoich kolegów i koleżanki, zamiast ciągle wybywać z domu. No i może jesteśmy w stanie pozwolić mu, co jakiś czas zaplanować coś dla nas wszystkich. Jakiś wspólny wyjazd, wspólną grę, wspólne wyjście do kina czy teatru. To teraz będzie nasz czas, w którym możemy dalej się zbliżać i mieć na nie wpływ (a ono na nas).

Dobrze będzie, gdy również z odwiedzającymi naszą latorośl ludźmi znajdziemy wspólny język. Czasami może to być trudne (zwłaszcza, jak ci znajomi nie przypadają nam do gustu), ale gdy się to uda, to jest szansa, że nie tylko nasz nastolatek będzie siedział w domu z kolegami i koleżankami, ale jeszcze część tego czasu spędzi z nami i poznamy co myśli on, ona, bliscy mu rówieśnicy. Poznamy i być może będziemy mieć szansę przedstawić im nasze własne myślenie w tej sprawie.

Zachęcam nas do rachunku sumienia, jak udaje się nam kształtować relacje z naszymi dziećmi. Do szczerej rozmowy z samymi sobą a czasami także z naszymi latoroślami. Czasami dzieci mają bardzo dobre pomysły na wspólne spędzanie czasu… Może by ich czasami posłuchać?