Narodzić się na nowo

(194 - lipiec - sierpień 2013)

Nikodem

ks. Franciszek Blachnicki

Każdy z nas nosi w sobie Nikodemowe pytanie: po co żyję na tym świecie, co mi daje moje chrześcijaństwo?

Nikodem. Człowiek na poważnym stanowisku, wpływowy, a jednak niespokojny w swym sercu, zarazem niezdecydowany, bojaźliwy. Wiele słyszał o Jezusie z Nazaretu. Cała Jerozolima rozbrzmiewała opowiadaniami o tym niezwykłym człowieku, o Jego cudach, o nauce. W końcu postanowił pójść do Niego po kryjomu, w nocy, żeby nikt nie wiedział, bo po co narażać swoją dobrą opinię, po co się wystawić na ośmieszenie: co ludzie powiedzą? A więc w nocy po kryjomu.

Rozpoznajmy siebie w postaci Nikodema.

Czy ty nie jesteś tym Nikodemem? Ty także masz stanowisko, masz perspektywy zrobienia kariery, masz przed sobą dyplom, więc myślisz: nie mogę się narażać, nie mogę stać się śmieszny, nie mogę otwarcie się przyznać, że jestem uczniem Chrystusa. A więc spróbuję tak jak Nikodem po kryjomu, żeby się nikomu nie narażać.

Każdy z nas nosi w sobie Nikodemowe pytanie: po co żyję na tym świecie, co mi daje moje chrześcijaństwo? Jaki ma sens to, że chodzę do kościoła? W końcu żadnego problemu życiowego mi to nie rozwiązuje. Kiedy przyjdzie trudna sytuacja, konfliktowa, nie znajduję oparcia w swojej wierze. Owszem, to jest piękna tradycja. Nie miałbym odwagi tego odrzucić. To takie czcigodne, zakorzenione w tradycji. Ale właściwie, co mi to daje, czy to nadaje sens mojemu życiu, czy mogę się na tym oprzeć we wszystkich sytuacjach? Czy potrafię wszystko zwyciężać mocą swojej wiary?

Każdy z nas nosi w sobie Nikodemowe problemy i pytania. Czy jednak idziemy z tym do Chrystusa?

Nikodem rozpoczyna rozmowę od grzecznościowych frazesów. Niepotrzebnie, bo Chrystus czyta jego myśli, przenika jego serce, wie, czego mu potrzeba, co mu dolega, jaki jest istotny jego problem. Chrystus udziela mu odpowiedzi na pytanie, którego właściwie nie zadał: Zaprawdę powiadam ci, jeżeli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego (J 3, 5).

Nie wystarczy, że nazywasz się pobożnym katolikiem, że chodzisz do kościoła, że prowadzisz tak zwane porządne życie. To wszystko nie wystarczy, aby wejść do królestwa Bożego. To zresztą i ciebie nie zadowala. Bo czy ostatecznie nie pragniesz tego, żeby być blisko Boga, żeby Bóg był dla ciebie nie jakąś mglistą ideą, frazesem, abstrakcją, ale Bogiem żywym, głęboko wchodzącym w twoje życie. Chciałbyś rozmawia

 z Nim jak przyjaciel z przyjacielem, jak z Kimś, Kto jest „Ty” dla twojego „ja”, dla którego twoje „ja” istnieje. Ty chcesz wejść do królestwa Bożego, spotkać miłość niekłamaną, nieobłudną. Chcesz spotkać rzeczywistość, która się nie rozwieje, na której wszystko możesz oprzeć. Pragniesz królestwa Bożego.

I oto przychodzi odpowiedź: Jeżeli się nie narodzisz powtórnie, nie wejdziesz do królestwa Bożego. Nic ci nie pomoże. Trzeba się narodzić z wody i z Ducha Świętego. Nikodem tego nie potrafił zrozumieć. Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz? Chrystus mówi także do ciebie: Ty jesteś chrześcijaninem, tyle lat chodziłeś na katechezę, wysłuchałeś setek kazań, a tego nie wiesz? Jakże się może człowiek narodzić powtórnie? – Nikodem powątpiewa.

Ale Chrystus powtarza: Jeżeli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie wejdzie do Królestwa Bożego (J 3, 5). Jakże się to może stać? Ciało jest ciałem, Duch jest Duchem. To nie z ciała może wyjść ta rzeczywistość, którą Chrystus nazywa nowymi narodzinami.

Co pochodzi z ciała? Ograniczoność, grzeszność, słabość, choroba, śmierć. Co się narodziło z ciała, pozostaje ciałem. Jeżeli pozostajesz w swoim życiu w zakresie możliwości materialnych, to nigdy nie wyjdziesz z tego kryzysu. Nie ma w tobie żadnej mocy, by spotkać się z żywym Bogiem.

W jaki więc sposób możemy narodzić się z Ducha? Chrystus daje nam odpowiedź: Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał (J 3, 16). Bóg jest miłością, miłuje nas, każdego z nas. Każdy z nas ma swoje miejsce w sercu Boga. Każdy jest objęty Jego miłością.

Bóg ma swój odwieczny plan i tym planem obejmuje każdego z nas. Jest to plan miłości. Bóg dla każdego z nas przygotował dar, niezwykły dar: życie wieczne. Bóg czeka na każdego z nas z tym darem.

Jest jednak przeszkoda, która nie pozwala nam przyjąć tego daru, która sprawia, że Bóg nie może nas obdarować. Ona jest w nas. Nazywa się grzech. Chcemy wystarczyć sami sobie, sami sobie chcemy radzić. Bóg nam nie jest potrzebny. Chcemy żyć dla siebie, chcemy się zamknąć w sobie. Udaremniliśmy Bogu plan miłości przez samowolę, pychę i grzech. Każdy z nas nosi w sobie ten grzech. To jest nasza rzeczywistość. Jest ukryta głęboko w naszym wnętrzu: chcemy tylko dzięki sobie żyć. Chcemy o siebie walczyć, siebie wywyższać, do siebie wszystko sprowadzać.

Nasz grzech nie był jednak w stanie odwrócić miłości Boga. Bóg nadal nas miłuje. „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego oddał”. „Potrzeba, aby Syn Człowieczy został wywyższony, tak jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni. Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego dał”.

Jak was o tym przekonać? „Powiedz ludziom, że kocham ich”. Cały czas brzmi w moich uszach ta piosenka. Jak to mam powiedzieć ludziom? „Powiedz ludziom, że kocham ich”. Panie, ja tego nie potrafię, ja nie wiem jak to powiedzieć. A gdy zastanawiam się, jak odpowiedzieć na to wezwanie Chrystusa, wzrok mój pada na krzyż przy ołtarzu. „Powiedz ludziom, że kocham ich”. Popatrzcie na Syna Bożego, który jest przybity do krzyża. „Powiedz ludziom, że kocham ich”. Czy do tego obrazu trzeba jeszcze coś dodawać?

Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego dał, aby każdy kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.

Nasze grzechy nie są zdolne przeszkodzić miłości Boga. Im większy grzech, tym większa objawiła się miłość. To myśmy Go przybili do krzyża, to nasze grzechy. A On konał na krzyżu i modlił się: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23, 34). „Powiedz ludziom, że kocham ich” – tak, Panie, mówi Twój krzyż, Twoje konanie. Nie zostało w historii ludzkości wypowiedziane mocniejsze słowo o miłości jak to: Bóg przybity do krzyża, Bóg umiera za ciebie. Już się nie liczą nasze grzechy. Czym są nasze grzechy wobec tak wielkiej miłości? Kto może myśleć, że jego grzechy są większe od tej miłości? Nikt nie może wątpić, nawet największy grzesznik.

I oto stoi przed nami krzyż. Mijają wieki, toczy się historia. Wszystko się zmienia, wszystko przemija. Wszystko kończy się rozczarowaniem. Jedno tylko trwa: słowo miłości wypowiedziane na krzyżu, i trwać będzie do końca. I nic nie obali krzyża. Nikt nie wyrwie tego słowa z dziejów ludzkości.

To jedno się tylko liczy: Chrystus na krzyżu i ja, ja i słowo Bożej miłości, która jest większa nad wszystko. Jedno jest tylko zadanie naszego życia: żeby stanąć całą swoją egzystencją w obliczu tego faktu, tego wydarzenia, tej rzeczywistości. Ta rzeczywistość stoi przed każdym z nas: Czekam, aż w końcu Mi uwierzysz, zaufasz, pozostawisz Mi swoje grzechy, abym je zgładził, zniszczył, aby ich nie było. Niczego innego nie pragnę, tylko twojego dobra, twojego wyzwolenia, twojego zbawienia. Po to przyszedłem na świat, aby głosić wybawienie, radość, wolność, pokój...

Jaka to nowina przywraca wzrok, uwalnia, przynosi radość? Wieść, że Bóg jest miłością. Dał swojego Syna, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. A więc przestańmy się bronić, przestańmy się męczyć. Przestańmy sami rozwiązywać swoje problemy. Nie znajdziemy rozwiązania w bogactwie, w takim czy innym ustroju politycznym, w postępie medycyny czy nauki, w rozkoszach, czy przyjemnościach. Nikt nas nie wyzwoli od nas samych, od naszego grzechu. Tylko On – Syn Boży. On czeka na każdego z nas. Stoi u drzwi i kołacze.

Ta ewangelizacja to nowe, kolejne pukanie do drzwi serca każdego z nas. Jest to czas, w którym możesz Jezusa przyjąć do swojego serca. Jesteśmy wezwani, aby przyjąć Chrystusa jako osobistego Zbawiciela, aby uwierzyć w Zbawcę, a nie w jakieś mgliste idee zbawienia i odkupienia, w jakieś doktryny. Uwierzyć w żywego Boga, w żywego Jezusa Chrystusa, który przyszedł, aby nas zbawić, uwolnić od grzechu, żeby udzielić nam życia. To wszystko jest nam obiecane, stoi przed nami, jest nam dane. Tak niewiele potrzeba: krok wiary, krok ufności. Trzeba przyjąć Chrystusa, Jemu oddać swoje życie; to znaczy: narodzić się na nowo. Narodzę się na nowo, gdy przeżyję, że Chrystus jest moim Zbawcą, i przyjmę Jego słowo.

Nie dokonamy tego własną mocą. Bóg posyła nam swojego Ducha. Miłość Boża jest rozlana w naszych sercach przez Ducha, który jest nam dany (Rz 5, 5). W Duchu Świętym mogę się otworzyć i odpowiedzieć. Duch Święty obficie udziela nam swych darów. W tych dniach będzie działał, wołajmy: Przyjdź, Duchu Święty, otwórz moje oczy i uszy, pozwól mi przyjąć Chrystusa – narodzić się na nowo.

Oto jest nasze zadanie. Nie chodzi o jeszcze jedne rekolekcje, o zaliczenie kolejnej spowiedzi wielkanocnej, ale chodzi o to, by narodzić się na nowo z Ducha Świętego. Uwierzyć w słowo miłości Boga wypowiedziane na krzyżu. Wtedy wszystko w naszym życiu się zmieni.

Ta przemiana jest możliwa. Wielkich rzeczy dokonuje Duch Święty we współczesnym świecie. Nie ma takiego stanu, takiego skomplikowania, którego Chrystus nie mógłby zmienić.

A teraz pewne prośby i wezwania na zakończenie dzisiejszego wieczoru ewangelizacyjnego:

Niech każdy wsłucha się w to, co się dzieje w jego sercu. Jeżeli odczuwasz pragnienie, by odpowiedzieć w nowy, inny sposób na wezwanie Chrystusa, to na chwilę pozostań jeszcze w kościele. Wyjdź tu przed ławki. Spotkamy się jeszcze w zakrystii czy w jakiejś salce, porozmawiamy. Powiedz, że chcesz się narodzić na nowo. Dołączyć do grupy ludzi, którzy naprawdę wierzą, żyją słowem Bożym i modlą się razem.

Taki jest cel naszej ewangelizacji, aby powstały w tej parafii grupy chrześcijan żywych, którzy wierzą w Boga, którzy przyjęli Chrystusa jako swojego Zbawiciela. Nie wszystko od razu się stanie, droga przed nami długa, ale jest to droga nowa – droga, która prowadzi ku światłości. Czekamy na tych, którzy chcą uczynić ten krok w kierunku Chrystusa dzisiaj, jutro czy następnych dniach.

Drugie wezwanie: Teksty Ewangelii według św. Jana weźcie ze sobą. W nich zawarta jest Dobra Nowina. Czytajcie. Chcemy, aby każdy w czasie ewangelizacji przeczytał całą Ewangelię św. Jana.

Trzecie wezwanie: Chrystus chce wszystkich w tym mieście zbawić. Niech każdy przyprowadzi jutro kogoś ze sobą. Niech wszyscy usłyszą Ewangelię Jezusa Chrystusa na nowo.